~Mikito.
Jak znalazła się w tej sytuacji? Była teraz w jakieś kawiarni, której nazwy nie
zapamiętała. Siedziała na kanapie wypełnionej pstrokatymi poduszkami. Wystrój wnętrza był według
klientów kiczowaty, ale Miki bardzo odpowiadał. Ściany pomalowane na morski odcień błękitu
z namalowanymi pawimi piórami. Białe meble połączone z dużą ilością koców i poszewek w różnorodne
wzory. Czuła się tu jak w swoim pokoju i bardzo jej to odpowiadało. Jedynym szczegółem, który
różnił kawiarenkę i jej pokój, byli jej towarzysze - na przeciw Miki siedział czarnowłosy
Hiszpan i jego o wiele mniejsza wersja. Maluch zajadał lody a jego starszy brat wpatrywał się
w dziewczynę.
-Możesz się na mnie nie gapić? -Powiedziała nie patrząc w jego stronę.
-Mogę. -Odpowiedział drwiącym tonem. Skupił swoją uwagę na młodszym bracie.
Spotkali się w parku. Rafael - bo tak miał na imię - zaskoczył ją pocałunkiem, a kiedy miała
go spoliczkować i odejść zatrzymał ją jego młodszy brat. Jako wynagrodzenie zażądała
gorącej czekolady. Jesień nadeszła kilka tygodni temu i dała jej mocno w kość. Ku jej
niezadowoleniu nie mogła odkrywać już swoich atutów dzięki ukochanym szortom i krótkim topom.
Było coraz zimniej, więc wyciągnęła z szafy stylowy czarny płaszcz przewiązywany w pasie z
kapturem, który aktualnie leżał obok niej na jednej z poduszek.
Po dłuższej chwili do stolika podeszła drobna blondynka ubrana w fartuszek kelnerki.
Bujając się na swoich wysokich obcasach postawiła przed nimi dwa kubki. Jeden z czarną kawą
Rafaela i drugi nieco wyższy z gorącą czekoladą i duża ilością bitej śmietany dla Miki.
Dziewczyna nie odeszła. Stała nad nimi, oblana rumieńcem wpatrując się w Rafaela.
-To wszystko. -Upomniała ją Miki, wychylając się nieco żeby złapać jej wzrok.
Dziewczyna potrząsnęła głową, posłała jej kwaśne spojrzenie i odeszła pośpiesznym krokiem.
Miki zauważyła, że Rafael przygląda się jej z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Co? -Odwróciła głowę w jego stronę i założyła nogę na nogę oplatając kolano dłońmi.
-Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś bezczelna? -Rafael ułożył wygodnie ramię na oparciu kanapy.
-A Tobie?
-Zapytałem pierwszy. -Uniósł brwi.
-Zapytałam przed chwilą. - Miki pochyliła się nieco do przodu.
-Przynajmniej trzy razy dziennie. -Odpowiedział. Przymrużył oczy.
-Mi przynajmniej pięć. -Miki przechyliła lekko głowę w wywyższającym geście.
-Nie wiedziałem, że konkurujemy.
-Bo nie konkurujemy. -Wymierzyła palcem w jego pierś i dźgnęła go nim.
Rafael uniósł kącik ust.
-Masz jakieś imię?
-Mikito. -Odpowiedziała łapiąc kubek z upragnioną czekoladą.
-Hiszpańskie? Nie wyglądasz na Hiszpankę.
-Jestem mieszańcem. Moja matka była Latynoską. -Upiła duży łyk czekolady.
-Była? -Zainteresował się chłopak i wrócił do normalnej postawy. Oparł łokcie o stolik.
-Była. -Mruknęła. -Ojciec jest Amerykaninem, z czego wynika to, że jestem mieszań...
Zaskoczona spontanicznym ruchem Rafaela instynktownie odsunęła się w tył.
-Spokojnie. -Zaśmiał się i przetarł kciukiem po górnej wardze dziewczyny. Uniósł go w
górę w poddańczym geście, pokazując plamę z bitej śmietany.
Miki poczuła chropowatą powierzchnię jego dłoni. Ręce miał zimne. Może to, dlatego, że
nie dotykał jeszcze gorącego kubka z kawą?
-Dzięki. -Wymamrotała i zakaszlała cicho. Chciała ukryć zawstydzenie, którym zaskoczyła
samą siebie.
Rafael zaśmiał się cicho.
-Co robicie? -Usłyszała dziecięcy głos.
Kompletnie zapomniała o obecności młodszego brata Rafaela, Remigio.
-Nic. -Powiedziała szybko i uśmiechnęła się do chłopca. -Chcesz trochę? -Podsunęła
mu pod nos swój kubek z czekoladą.
Kasztanowe oczy Remigio otworzyły się szerzej, przez co źrenice wydawały się większe.
-Mogę? -Nie czekając na odpowiedź chwycił łyżkę i zaczął wyjadać bitą śmietanę.
Jakby zapomniał o dużej porcji lodów, które zjadł przed chwilą.
-Będziesz dobrą matką. -Rafael przejechał wzrokiem po bracie i utkwił go w dziewczynie.
Jego twarz zdobiła udawana poważna mina.
-Pewnie. -Miki machnęła ręką z rezygnacją.
-Jakieś plany na wieczór? -Kontynuował chłopak, napierając całym swoim ciężarem na łokcie
oparte na stoliku.
-Na pewno nie ma w nich Ciebie. -Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się słodko. -Was. -Poprawiła
się widząc wzrok młodszego z towarzyszy.
-Nie bądź tego taka pewna. -Zamruczał w odpowiedzi.
-No tak. Zapomniałam, że jesteś moim stalkerem i znowu na siebie wpadniemy. Który to już
będzie raz? Trzeci? -Spojrzała na niego z lekkim wyrzutem i przyjęła taką samą pozycję.
Oparła łokcie na stole i naparła na nie całym swoim ciężarem. Ich czoła prawie się stykały.
-Mówiłem. To przeznaczenie...
-Albo Twoje psychopatyczne urojenia. - Weszła mu w słowo.
Rafael westchnął z rezygnacją.
-Nie przekonam Cię?
-Nie. -Odpowiedziała z satysfakcją.
-Ohyda. -Odezwał się Remigio.
-Co? -Rafael nie zmieniając pozycji, odchylił głowę w bok i spojrzał na brata.
-Będziecie się całować. Ohyda. -Skrzywił się czarnulek.
Miki wymieniła spojrzenie z Hiszpanem. Zaśmiali się, nie odsuwając się od siebie.
Miki pokazała młodszemu język, a Rafael zmierzwił ręką jego gęste czarne loki.
***
Wpatrywała się w ekran telefonu. Cisza. Minęły prawie dwa tygodnie, od kiedy pokłócili
się z Simonem. Nie do końca pokłócili. Miki nie pamiętała, kiedy ostatnio tak długo się
do siebie nie odzywali. Przypuszczała, że było to w piątej klasie szkoły podstawowej.
Pokłócili się o to, kogo powinna wybrać główna bohaterka Zmierzchu. Simon zawsze wolał
wilkołaka, Miki natomiast wampira. Teraz na drodze stała Eva, a nie jakieś postacie
nadnaturalne.
-Co robisz? -Zapytał Remigio.
-Nic. -Uśmiechnęła się i odłożyła telefon na stolik.
Siedzieli we dwójkę. Rafael postanowił skorzystać z okazji i porozmawiać z drobną kelnerką.
-Ile masz lat? -Czarnulek przechylił głowę w bok.
-Osiemnaście. -Miki skrzyżowała ręce na piersi. -A Ty?
-Siedem. -Powiedział z dumą w głosie.
-Wyglądasz na starszego. -Miki mrugnęła do niego znacząco.
Chłopiec aż podskoczył z zadowolenia.
-Rafael mówi, że wyglądam na pięć.
-Kłamie. -Zaśmiała się Miki.
-Tere mówi, że nie wolno kłamać. -Siedmiolatek spojrzał jej prosto w oczy.
-Ma rację. -Odpowiedziała szybko. Oparła łokcie o stolik i oparła brodę na dłoniach.
-Kim jest Tere?
-Narzeczoną Ramiro. -Rzucił i zaczął się rozglądać. Prawdopodobnie szukał brata.
A kim jest Ramiro? -Przeciągała samogłoski. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy młodszy
wrócił do niej wzrokiem.
-Moim bratem. -Przechylił lekko głowę, zaskoczony dalszymi pytaniami.
-Masz dwóch braci? Super.
-Mam czterech. -Odpowiedział z dumą w głosie. - I siostrę.
-Twoja mama musi kochać tatę, co? -Wyciągnęła rękę i uszczypnęła młodszego w nos.
-Mama jest najlepsza. -Wyszczerzył się, pokazując rząd zębów.
-Nie wątpię. -Mrugnęła do Remigio i spojrzała na ekran telefonu.
Rozwinęła listę kontaktów. "Simon" znalazła poszukiwany numer. Wybrała opcję pisania wiadomości.
-Chłopak? -Usłyszała znajomy głos przy uchu.
-Powtarzasz się wiesz? -Wymamrotała i odłożyła telefon.
Rafael wrócił na wcześniej zajmowane miejsce.
-O, czym rozmawialiście? -Zapytał zerkając na brata.
-O niczym ciekawym. - Odpowiedziała Miki, wyprzedzając Remigio.
-Mówiłem o was i Rii. -Powiedział młodszy nie zwracając uwagi na odpowiedz dziewczyny.
-No proszę, już chcesz poznać moją rodzinkę? - Wyszczerzył się Rafael. Wrócił do niej wzrokiem.
-Wiesz, nie mam nic przeciwko przedstawienia Cię im. Równie dobrze możemy ustalić datę ślubu.
-Głupek. -Przerwała mu dziewczyna.
-W takim razie oświadczę się April. -Westchnął Rafael machając małą karteczką, którą trzymał w dłoni.
-Kto to? -Zapytał Remigio.
-Podejrzewam, ze to ta pani, która przyniosła Ci lody. -Odpowiedziała Miki zrezygnowanym tonem.
-Bingo. -Zaśmiał się Rafael.
-Szybki jesteś. -Miki skrzyżowała ręce na piersi. -Już zdobyłeś numer?
-Ucz się od mistrza młody. -Odpowiedział nie patrząc na nią i poczochrał brata po włosach.
Miki pokręciła głową, na co Rafael odpowiedział szerokim uśmiechem.
Usłyszała głośną wibrację.
-To Twój. -Powiedział Hiszpan wskazując palcem telefon dziewczyny.
"Simon" pomyślała dziewczyna i złapała urządzenie. Wstała i odeszła kilka kroków od stolika.
Spojrzała na ekran - "Połączenie przychodzące: Simon."
Dziewczyna głośno wciągnęła powietrze. Chciała od razu odebrać. Przyłożyć telefon do ucha
i usłyszeć głos przyjaciela, ale ciało nie słuchało. Nie mogła się ruszyć. Stała jak
wryta z telefonem w dłoni i wpatrywała się w niego.
"Odbierz!" Krzyczała na siebie w myślach. "Odbierz ten cholerny telefon! Na co czekasz?"
Nie odebrała. Telefon ucichł po chwili. Miki westchnęła głośno, w gardle zapiekły ją łzy.
Powstrzymała się przed płaczem. Szybkim ruchem ręki poprawiła włosy i wróciła do stolika.
-Było miło, ale ja już pójdę. -Rzuciła i złapała płaszcz leżący na poduszce.
-Odprowadzimy Cię. -Powiedział szybko Rafael wstając. Machnął ręką, dając do zrozumienia bratu, że
ma zrobić to samo.
-Nie posądziłabym Cię o rycerstwo. -Miki przewróciła oczami.
-Uwielbiam zaskakiwać piękne niewiasty. -Odpowiedział. Kąciki jego ust wygięły się w szeroki
uśmiech.
Miki domyśliła się, że pod jej nieobecność chłopak zdążył zapłacić rachunek. Wyszli na zewnątrz.
Czuła dotyk ramienia chłopaka na swoim ramieniu. Musieli iść bardzo blisko siebie.
Remigio szedł przed nimi kopiąc pojedyncze kamienie i poprawiając wełnianą czapkę, która
co jakiś czas opadała mu na oczy zasłaniając pole widzenia.
-Tutaj będzie okej. -Zatrzymała się i uniosła głowę patrząc na Rafaela.
-Przy dziecku? -Rafael otworzył usta i udał oburzonego.
-Rozstać się tutaj. -Skarciła go wzrokiem.
-Aha. -Mruknął z niezadowoleniem chłopak.
-Mieszkasz tu? -Zapytał Remigio.
-Nie ja. -Uśmiechnęła się i spojrzała na dom przed sobą.
Duży ogród ogrodzony białym płotem, z drewnianą huśtawką na samym środku. Długie schody prowadzące
do drzwi.
-Kto tu mieszka? -Kontynuował Remigio.
-Wystarczy. -Skarcił go Rafael i zacisnął rękę na jego ramieniu. -W tył zwrot.
-Pa pa. -Młodszy zdążył pomachać dziewczynie na pożegnanie i pozwolił Rafaelowi popchnąć
się w drugą stronę ulicy.
-Pamiętaj o przeznaczeniu. -Rafael obejrzał się przez ramię. -Znajdę Cię jeszcze.
Miki nie odpowiedziała. Pokręciła głową i udała się w stronę znajomego domu.
***
Przeszła przez bramę. Weszła po schodach i zatrzymała się przed drzwiami z doczepioną plakietką
i umieszczonym na niej napisem "Holmes". Zapukała. Mogła skorzystać z klucza schowanego pod
brązową doniczką stojącą przy drzwiach. Uznała jednak, że w tej sytuacji wypada zapukać.
Chwilę później w wejściu stanął Simon. Dziewczyna zastanawiała się, czy serce zabiło jej
szybciej ze szczęścia, czy złości.
-Simon. -Wykrztusiła z siebie cicho.
Spodziewała się, że chłopak zacznie na nią krzyczeć. Zamknie jej drzwi przed nosem.
Ewentualnie nie zamieni z nią ani jednego słowa i będzie patrzył na nią zbolałym wzrokiem.
-Miki. -Zamykając drzwi, chwycił ją za nadgarstek. Przyciągnął do siebie i wtulił głowę w
jej szyję.
Dziewczyna objęła jego szyję ramionami. Uniosła głowę i oparła brodę o jego ramię.
Ściskał ją tak mocno, jakby bał się, że zniknie. Odwdzięczyła się tym samym. Stanęła na palcach
i wtuliła się mocniej w jego klatkę piersiową. Czuła szybkie bicie jego serca i wodę kolońską,
która kojarzyła się jej z ojcem Simona.
-Tydzień, cztery dni i dwie godziny. -Powiedział wprost do jej ucha, nie rozluźniając
uścisku. -Sekund nie liczyłem.
-Głupek. -Walnęła go lekko w tył głowy. -Chyba mamy nowy rekord.
Usłyszała jak Simon się zaśmiał.
-Nadal uważam, że powinna wybrać wilkołaka.
Miki nie wytrzymała i roześmiała się głośno. Stali wtuleni jeszcze przez dłuższą chwilę.
-Przepraszam. -Powiedziała w końcu.
-Nie przepraszaj. To moja wina. -Poczuła dotyk Simona na swoich plecach. Delikatnie głaskał
ją po włosach.
-Nie. -Zaprotestowała i odsunęła się od chłopaka. -Tym razem mnie nie usprawiedliwiaj.
-Dzień po wydarzeniach przed parkiem dotarło do mnie jak ja zareagowałem, kiedy zostawiłaś
mnie po rozmowie z tym czarnowłosym chłopakiem.
-Musiałam iść...
-Cicho. -Potarł kciukiem po policzku dziewczyny. -I ja zrobiłem to samo.
-Simon. -Wyszeptała.
-Ja... -Odwrócił wzrok. -Nie wiem, czy to z Evą to tak na poważnie, ale...
-Nie tłumacz się. -Uśmiechnęła się delikatnie. Podeszła bliżej i po raz kolejny wtuliła
się w pierś chłopaka.
-Stęskniłaś się? -Zaśmiał się i pogłaskał ją po karku.
-Zamknij się. -Uderzyła go pięścią w plecy.
-Ja też tęskniłem. -Był od niej wyższy, więc oparł brodę o czubek głowy dziewczyny.
-Chodź. -Odsunął ją od siebie, otworzył drzwi i pociągnął za rękę wciągając ją do środka.
Wziął od niej płaszcz, odwiesił go do szafy stojącej w przedpokoju i zdjął buty.
Złapał ją za rękę i splótł ich palce razem. Pociągnął ją za sobą w stronę schodów. Weszli
na górę i udali się do pokoju chłopaka. Miki uśmiechnęła się widząc charakterystyczny dla
tego pomieszczenia bałagan na biurku.
-Ty... -Zaczęła.
Simon spojrzał na nią pytającym wzrokiem, uśmiechnął się delikatnie i oparł o szafkę nocną.
-Nic. Nieważne. -Odwzajemniła uśmiech i upadła plecami na łóżko. -Masz jakieś słodycze?
-Mam. -Zaśmiał się chłopak i otworzył szafkę, odsłaniając górę cukierków, paczkę chipsów,
kilka batoników i dużą czekoladę.
-Super. Zostaję na noc. - Zaśmiała się i zmieniła pozycję z leżącej na siedzącą.
-Nie ma problemu. -Simon podszedł do szafy, wyciągnął z niej czarną koszulkę i rzucił nią
w dziewczynę. -Pidżama. -Powiedział widząc pytający wzrok przyjaciółki.
-Uwielbiam Cię. -Odpowiedziała i po raz kolejny się położyła.
-Mam nowa mangę. Szykuj się, będziemy czytać. -Powiedział dumnym głosem i usiadł obok niej.
-Mamo! -Zasłoniła oczy dłońmi. -Za jakie grzechy?
Simon uderzył ją w bok i cmoknął z oburzeniem.
-Żartuję. -Zaśmiała się nie odsłaniając twarzy. -Dawaj ją tu.
Była szczęśliwa. Rzadko się kłócili, ale kiedy już to robili, bardzo szybko się godzili.
Tak jak teraz. Pogodzili się i zapomnieli o bezsensownej kłótni, która według Miki nie
była kłótnią. Siedziała oparta plecami o ścianę ze skrzyżowanymi nogami i poduszką między
nimi. Wpatrywała się w przyjaciela z uśmiechem na twarzy. Simon czytał z przejęciem dialogi
wymachując rękami. Kochała obserwować go, kiedy jest szczęśliwy. Uwielbiała ten błysk w jego
oczach i to, że kiedy się uśmiecha zawsze odsłania przednie zęby. Tak jakby jego uśmiech
był najpiękniejszą rzeczą na świecie, której za żadne skarby nie chciała oddać.
-Patrzysz się. -Simon uderzył lekko dziewczynę w czoło.
-Nie zabronisz mi. -Zaśmiała się i rzuciła w jego stronę. Runęła na plecy lądując głową
na jego udzie.
-Nie zabronię. -Przytaknął i zaczął głaskać ją po włosach.
Obudziła się leżąc na brzuchu z twarzą schowaną w poduszce.
-Dzień dobry. -Usłyszała głos przyjaciela.
Odwróciła się i zobaczyła go leżącego obok siebie.
-Cześć. Która godzina?
-Chyba po dziesiątej.
-Musze się zbierać, ojciec zaraz wraca.
-Skoro musisz. -Wzruszył ramionami chłopak i podniósł się wstając z łóżka.
Miki ziewnęła i również wstała. Odnalazła wzrokiem swoje spodnie i wełniany sweter, który
miała na sobie dzień wcześniej. Zabrała je i udała się w stronę łazienki.
Na drodze stanęła jej drobna postać. Dziewczyna u krótkiej, różowej koszuli nocnej z włosami
zaplecionymi w warkocz opadający na ramię.
-O, cześć. -Powiedziała rudowłosa na widok dziewczyny.
-Cześć. -Odpowiedziała Miki.
-Zostałaś na noc? -Zapytała Victoria.
-Bingo mała. -Uśmiechnęła się Miki.
***
Poranek w domu przyjaciela wyglądał jak zawsze. Śniadanie w kuchni, krótkie przesłuchanie
Christine. Głośne krzątanie się Vici po domu. Kilka głupich kawałów Simona i leżenie
na podłodze w jego pokoju. Teraz szła wzdłuż chodnika. Z rękami w kieszeniach płaszcza.
Uśmiechała się myśląc o wczorajszym przytulaniu się do przyjaciela. Brakowało go jej.
Byłą dumna z siebie, za to, że przyszła wczoraj prosto do jego domu, za to, że przeprosiła.
Szła zamyślona, kiedy poczuła, że jej kostka nagle się wygina a ona traci równowagę.
Złamała obcas.
-Świetnie. -Westchnęła głośno i przeklęła pod nosem.
-Szkoda butów. -Usłyszała męski głos. -Dziwię się, jak wy dziewczyny dajecie radę w nich
chodzić. Ja nie dałbym rady stać mając je na nogach, nie mówiąc już o normalnych ruchach.
Boję się nawet pomyśleć o bieganiu. -Zaśmiał się.
Miki podniosła wzrok. Tuż przed nią stał wysoki chłopak. Szeroki w ramionach z wąską talią
i wąskimi biodrami. Włosy miał krótko ścięte, lekko wygolone po bokach. Ubrany u czarne
spodnie podarte na kolanach, białą koszulkę i markową, dżinsową kurtkę zapiętą na dwa ostatnie guziki.
Na nosie spoczywały okulary z grubymi czarnymi oprawkami, zakrywające błękitnie oczy.
Ręką, na której widniał złoty (wyglądający na drogi) zegarek, przytrzymywał pasek brązowej
torby, którą miał zawieszoną na ramieniu.
-Cześć. -Uśmiechnął się i złapał dziewczynę za ramiona, przytrzymując ją, aby nie straciła
równowagi.
Miki czuła jak jej policzki płoną. Speszona odskoczyła od chłopaka, ale szybko pożałowała
swojego czynu. Przez złamany obcas po raz kolejny strąciła równowagę. Chłopak objął ją
ramieniem, ratując przed upadkiem.
-Spokojnie. -Zaśmiał się i odsunął. Poprawił palcem okulary i spojrzał na Miki rozbawionym
wzrokiem.
-Po raz kolejny uratowałem świat.
Miki parsknęła.
-Hej, nie śmiej się. -Szturchnął ją lekko w ramię.
-Cześć. -Powiedziała tłumiąc śmiech. -Miki. -Wyciągnęła rękę.
-Milo. -Odpowiedział i przyłożył usta do dłoni dziewczyny.
Miki wstrzymała oddech. Chłopak nie zmieniając pozycji uniósł wzrok i zaśmiał się cicho.
Pocałował delikatnie jej dłoń. -Uwielbiam ratować damy w opałach.
Miki po raz kolejny się zaśmiała.
-Miki i Milo. Brzmi fajnie, co? -Poprawił torbę, podciągając jej pasek wyżej.
-Załóżmy zespół. Porwiemy tłumy. -Odpowiedziała i pokręciła głową.
-Wielkie umysły myślą podobnie. -Milo szczerzył się pokazując rząd białych zębów z małą
przerwą pomiędzy jedynkami. -Przykro mi z powodu obcasa. -Wskazał palcem but dziewczyny.
-Gdybym miał jakąś nadprzyrodzoną moc, przywołałbym Ci nowe buty. -Podrapał się po głowie,
spoglądając z ukosa na twarz Miki.
-Co powiesz na kawę? -Zaśmiała się. Wciąż czuła, że się czerwieni.
-Och. -Powiedział podekscytowanym głosem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Widzę, że Ty już takową posiadasz. Umiesz czytać w myślach! - Klasnął w dłonie.
-O nie! Zdemaskowałeś mnie!
Milo zaśmiał się głośno.
-Co powiem na kawę? Bardzo chętnie. -Odpowiedział normalnym już głosem. -Później zacznę Cię
podrywać, a Ty dasz mi swój numer. Co Ty na to?
-Chętnie. -Uśmiechnęła się zadziornie i odwróciła.
Chłopak poszedł za nią. Miki trochę kulała przez złamany obcas. Szli ramię w ramię. Milo
szedł raz po prawej stronie, raz po lewej. Przez chwile szedł tyłem tuż przed nią.
Oboje zaśmiali się głośno. Widocznie Milo musiał powiedzieć coś zabawnego.
Miki czuła motyle w brzuchu. Zarumieniła się i wciągnęła z sykiem powietrze, kiedy chłopak
odgarnął długi kosmyk jej włosów i zahaczył go jej za uchem.
"Śmiały ruch" pomyślała. Milo miał w sobie coś, co intrygowało dziewczynę. Coś, co sprawiało,
że chciała go poznać. Coś, co powodowało pojawienia się rumieńców na jej twarzy. Coś "innego".
Coś, co bardzo się jej spodobało.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz