2/26/2017

Rozdział VIII

~Rafael. 



Ten tydzień na pewno nie należał do jego najlepszych. Alonzo i jego banda pojawili się
w mieście, a Adam go o tym nie poinformował, chciał wyciągnąć informacje od, jak przypuszczał
jego dziewczyny, ale nie poszło to po jego myśli. Dziewczyna przerwała rozmowę i uciekła.
Kiedy spotkał ją tydzień temu w knajpce rodziców, nie mógł z nią porozmawiać, bo nie była
sama, a Rafael nie miał zamiaru wdawać się w kłótnie z jej towarzyszem. Tere od paru dni
nie dawała mu spokoju w sprawie Raimunda. Bała się, że jego młodszy brat wpadł w złe
towarzystwo, co oczywiście miał sprawdzić Rafael i zdawać jej relacje ze śledztwa.
Niezbyt podobała mu się wizja biegania za bratem i z powrotem do "Banda lunch". Do tego
wszystkiego dochodził fakt, że rodzice i Tere pilnowali go na każdym kroku, żeby ten nie
zniknął na kolejne kilka dni.
"Męczące" pomyślał i oparł się o szafkę kuchenną. Stał tak w bezruchu przez kilka minut
kiedy do kuchni weszła Ria, rzucając torbę na stół i siadając wściekle na jednym z
krzeseł.
-Co za kretyn! -Wrzasnęła i skrzyżowała ręce na piersi.
-Oho. -Rafael odsunął się od szafki i stanął bliżej siostry. -Kto?
-Joe! -Syknęła Ria nie patrząc na brata.
-Kim jest Joe? -Rafael zmarszczył czoło i przeczesał palcami włosy.
-Teraz już nikim. -Wymruczała, postawiła łokcie na stole i ukryła twarz w dłoniach.
-Faceci to idioci. -Dodała.
-Będziemy rozmawiać o chłopcach? Gdybym wiedział przyniósłbym mój ulubiony lakier do
paznokci i pudełko lodów czekoladowych. -Rafael wywrócił oczami i udał się do wyjścia.
Uskoczył w bok, dzięki czemu uniknął uderzenia kluczy, które Ria rzuciła w jego stronę.
Wyszedł z kuchni. Przez chwilę myślał o tym, żeby wyjść z domu, ale szybko z tego
zrezygnował, widząc Tere stojącą w przedpokoju.
-Wybierasz się gdzieś? -Mruknęła dziewczyna, opierając się o ścianę.
-Nie. -Spojrzał na nią wrogo.
-Co się stało z Rią? -Tere kiwnęła brodą w stronę kuchni. -Wpadła do domu i trzasnęła
drzwiami. Nie ściągnęła nawet butów -skarżyła się Tere, wymachując teatralnie rękami.
-Oczywiście później będzie musiała po sobie posprzątać, ale teraz nie wygląda najlepiej.
-Nie wiem. Mówiła coś o jakimś chłopaku. Joe? -Wymamrotał Rafael w odpowiedzi.
Z jego tonu wynikało, że mało interesuje go życie uczuciowe siostry.
-Joe? -Tere spojrzała na niego pytająco i odrzuciła włosy do tyłu. -Ostatnio mówiła coś
o Adamie. -Dodała z nutą rozbawienia w głosie.
"Adam" to imię rozbrzmiało echem w głowie chłopaka.
-Aha. -Rzucił, zmarszczył czoło i spojrzał na dziewczynę. Jego wzrok mówił "mogę już iść?",
ale Tere to zignorowała.
-Martwię się o Was. -Jej głos złagodniał i lekko przycichł.
-"Nas"? -Rafael sprawiał wrażenie, jakby dopiero przed chwilą zdał sobie sprawę z obecności
dziewczyny. Spojrzał jej prosto w oczy. -Wzięła Cię ochota na matkowanie?
-Bądź poważny. -Tere skarciła go wzrokiem.
-Wybacz. -Mruknął i machnął ręką.
-Wiesz coś o Rajmundzie? -Jej głos stał się ledwo słyszalny. Widocznie posmutniała.
-A, co miałbym wiedzieć? Nie wychodzę z domu, bo postanowiłyście z matką bawić się w
domowy areszt. Tere błagam Cię! Nie mam pięciu lat. -Rzucił oskarżycielskim tonem.
Schował ręce do kieszeni dżinsów i przygarbił się.
-To zacznij się zachowywać tak, jak przystało na Twój wiek. -Odbiła piłeczkę. -Miałeś
się dowiedzieć, czy coś mu nie grodzi! To, że nie jest Twoim bratem...
-Jest moim bratem. -Syknął Rafael, przerywając dziewczynie w połowie zdania. -
Pani wybaczy, "pani starsza", ale niczego się nie dowiedziałem. -Zgrywał się tonem małego
dziecka, zaznaczając w powietrzu cudzysłów.
Tere zacisnęła usta w wąską linię, chcąc ukryć uśmiech, który mimowolnie pojawił się na
jej twarzy.
-Przestań.
-To Ty przestań przesadzać Tere. Wyjdę, ale wrócę. Ria w końcu znajdzie miłość swojego
życia i przestanie narzekać na chłopców. -Rafael wyciągnął jedną rękę z kieszeni spodni i
podszedł bliżej dziewczyny. -Jeśli tak Cię to martwi, to sprawdzę, w co wpakował się
Raimundo. -Objął dziewczynę ramieniem i pomasował delikatnie po plecach.
-Dziękuje. -Brunetka uśmiechnęła się smutno, odsunęła od młodszego i weszła do kuchni.
"Babskie pogaduchy, co?" zaśmiał się pod nosem Rafael. Założył ulubiony komplet - glany
i skórzana kurtkę i zniknął za drzwiami.

***


Zatrzymał się przy szklanych drzwiach wejściowych do jednego z osiedlowych sklepów.
Chwile wcześniej wyciągnął paczkę papierosów z kurtki. Chciał zapalić jednego z nich, ale na
jego nieszczęście nie miał przy sobie nic, czym mógłby go podpalić. Odnalazł w kieszeni
spodni kilka monet, przeliczył je i z zadowoleniem stwierdził, że starczy mu na zakup
nowej zapalniczki. Obejrzał się przez ramię. Kilku ludzi w garniturach - lub eleganckich
garsonkach w przypadku kobiet - spacerowało wzdłuż chodnika.
Niektórzy głośno rozmawiali przez telefon, inni pośpiesznie popijali kawę z papierowych kubków.
Rafael nigdy nie mógł zrozumieć, gdzie ci ludzie się spieszą. Po co wybrali sobie pracę,
w której nie mają czasu napić się spokojnie kawy i z kim tak głośno dyskutują.
Wszedł do sklepu. Miał zamiar udać się prosto do kasy i tam poszukać zapalniczki, ale
w oczy rzuciły mu się długie blond włosy. Uśmiechnął się szeroko, przyspieszył kroku i
podszedł do dziewczyny.
-Dawno się nie widzieliśmy. -Powiedział wprost do jej ucha, pochylając się tak, że mógł
położyć brodę na jej ramieniu.
Poczuł, że mięśnie dziewczyny lekko się napięły, ale nie odwróciła się.
-Boisz się? -Zniżył głos, wciąż mówiąc wprost do jej prawego ucha, nurkując nosem w
jej długich rozpuszczonych włosach.
-Nie. -Odpowiedziała niemal automatycznie, tonem pozbawionym emocji. Odwróciła się twarzą
do chłopaka i odsunęła kilka kroków.
-To dobrze. -Uśmiechnął się szeroko i oparł ramieniem o jedną z półek. -Gdzie Twój chłopaczek?
-Pytasz o Adama? -Mruknęła. Wzięła butelkę z lemoniadą z półki i powędrowała w stronę kasy.
Rafael przeczesał włosy i podbiegł, żeby ją dogonić.
-Nie uciekaj. -Zrównał jej kroku.
-Nie uciekam. -Odpowiedziała. -Nie wiem, czy zauważyłeś bystrzaku, ale jesteśmy w miejscu,
do którego przychodzi się, żeby coś kupić. Sklepie. -Kontynuowała nie patrząc na chłopaka.
-Jak się pewnie już domyślasz, przyszłam tu coś kupić. Prościej mówiąc, to. -Pomachała
mu butelką przed nosem.
Rafael roześmiał się głośno. Spróbował zabrać jej przedmiot, ale ona była szybsza. Zabrała
rękę.
-Powiedziałam coś śmiesznego? - Zmarszczyła czoło.
-Nie. -Rafael zacisnął usta w wąską linię.
-Śmiejesz się. -Wskazała palcem jego twarz. Położyła butelkę przed sprzedawczynią.
-Wcale nie. -Drażnił się z nią Rafael.
Blondynka zapłaciła za lemoniadę i nie zwracając uwagi na chłopaka udała się do wyjścia.
Rafael już miał poprosić o zapalniczkę, ale szybko z tego zrezygnował i pobiegł za dziewczyną.
Było w niej coś, co go do niej ciągnęło. Jak magnez.
-Nie tak szybko. -Zatrzymał się przed drzwiami i przepuścił w nich blondynę.
-Śledzisz mnie? Jeśli tak, to słabo Ci to wychodzi, bo Cię widzę.
-Zabawna jesteś.
-Jestem? -Dziewczyna spojrzała na niego swoimi dużymi granatowymi oczami i uniosła kącik
ust.
Rafael skamieniał. Przez moment poczuł jak jego serce przyśpiesza. Jego rytm wrócił, co prawda
do normy, ale wydawało mu się, że jego policzki poczerwieniały. Te oczy sprawiały wrażenie,
jakby zaglądały w głąb jego. Bardzo głęboko. Jakby potrafiły wyczytać wszystko z jego umysłu
i duszy. Dziwne uczucie.
Potrząsnął głową, przez co włosy zakryły mu pole widzenia. Poprawił je szybko.
-Jesteś. -Wykrztusił z siebie, starając się brzmieć naturalnie.
Szli chwilę ramię w ramię w ciszy, którą dziewczyna przerwała.
-Słuchaj. Nie narzekam, bo zawsze miło mieć przy sobie kogoś tak zabójczo przystojnego,
ale powiesz mi, czego ode mnie oczekujesz? Nie wiem, kim jesteś i dlaczego tak się mnie
uczepiłeś.
"Zabójczo przystojny" od tego określenia Rafael obrósł w piórka. Uśmiechnął się szeroko i
złapał dziewczynę za ramię. Zatrzymali się.
-Nie uczepiłem. Po prostu wydajesz się być interesująca, no i znasz kogoś, kogo znam ja.
Mamy ze sobą coś wspólnego. -Puścił jej rękę i odwrócił się do niej ramieniem, blokując
drogę.
-Adama? On jest naszą wspólna rzeczą? -Spojrzała na niego pytająco i skrzyżowała ręce, w taki
sposób, że jej piersi uniosły się lekko. Pod czarnym płaszczykiem, ubrana była w granatową
bokserkę z wyciętym dekoltem. Rafael przeklinał się w duchu i walczył sam ze sobą, aby
utrzymać wzrok na poziomie jej oczu.
-Dokładnie. -Odchrząknął.
-Już Ci mówiłam, nie mieszam się w Wasze sprawy. -Syknęła przez zaciśnięte zęby.
-Nie musisz, się mieszać. Wręcz nie powinnaś. -Zaśmiał się, ale w jego śmiechu nie było ani
krzty rozbawienia.
-Więc, o co Ci do cholery chodzi? -Próbowała go wyminąć, ale Rafael szybko jej przeszkodził.
-O ni... już nieważne. Adam mi już teraz nie pomoże. -Odpowiedział.
-Nie rozumiem. -Blond włosa wywróciła oczami.
-Trudno. -Hiszpan wzruszył ramionami. Odsunął się, pozwalając dziewczynie zmienić pozycję.
-Widziałem Cię ostatnio. -Wymamrotał.
-Aha. -Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni telefon i zaczęła stukać długimi paznokciami w
ekran.
-Może to przeznaczenie, że tak często na siebie wpadamy? -Przysunął się bliżej, uśmiechając
się szeroko.
-Albo jesteś psychopatą, który nie daje mi spokoju. -Odpowiedziała i spojrzała na niego
prowokująco.
-Wolę wersję z przeznaczeniem. -Westchnął i odsłonił oczy, zaczesując grzywkę do tyłu.
-Tylko się nie zakochaj. -Wpatrywała się w niego tym samym prowokującym wzrokiem.
Rafael odsłonił rząd białych zębów i pochylił głowę. Przysunął powoli swoją twarz do
twarzy niebieskookiej.
-Nawet nie próbuj. -Zatrzymała go, kładąc dłoń na jego ustach. -Miło było, ale musze lecieć.
-Pomachała mu przed nosem jasnym ekranem telefonu.
-Chłopak? -Zaciekawił się Rafael i odsunął od dziewczyny.
-Blisko. Siostra. -Zaśmiała się cicho. Nie czekając na odpowiedź wyminęła go z gracją i
powędrowała wzdłuż chodnika. Rafael wpatrywał się w jej znikającą sylwetkę. Odgłos jej
stukających obcasów ucichł. Przetarł dłonią po twarzy, zaklął po hiszpańsku i z uśmiechem
na twarzy wrócił do sklepu.



***


-Może być czerwona. -Odpowiedział na pytanie sprzedawczyni, odnośnie koloru zapalniczki.
Mówił tak niskim tonem, że prawie mruczał.
Dziewczyna za ladą oblała się rumieńcem i szybko podała mu czerwony przedmiot.
-Dzięki. -Zapłacił i po raz kolejny wyszedł na zewnątrz.
"Deja vu?" podrapał się po głowie. Rozejrzał się dookoła. Nic ciekawego nie przykuło jego
wzroku. Przez moment zastanawiał się, czy nie podejść do krótkowłosej dziewczyny siedzącej na
ławce po drugiej stronie ulicy. Zrezygnował z tego i udał się w stronę ulicy zabudowanej
starymi kamienicami.
Szedł wolno, kopiąc, co jakiś czas pojedyncze kamienie. Zatrzymał się. Nie dotarł, co prawda
na miejsce, ale zauważył coś dziwnego.
Na przeciwko stał znajomy chłopak. Ubrany w przetarte dżinsy i czarną bluzę z kapturem.
Raimundo. Rozpoznał go od razu. Szesnastolatek nie był jednak sam. Po jego prawej stronie
stał wysoki, barczysty mężczyzna.
Rozmawiali, po czym wyższy poklepał Rajmunda po ramieniu i odwrócił się na
pięcie. Rafael zwrócił szczególną uwagę na plecy mężczyzny. Na kurtce wyszyty był duży
smok, wijący się wzdłuż litery "A".
"Alonzo" pomyślał Rafael i ruszył w stronę brata.
-Kto to? -Zapytał nie witając się.
-Kumpel. -Odpowiedział młodszy i uśmiechnął się delikatnie.
-Dziwny. -Rafael wpatrywał się w brata podejrzliwie.
-Sam jesteś dziwny. -Zaśmiał się nerwowo Raimundo i pobiegł schodami przed siebie.
Kiedy Rafael dotarł na górę, młodszy zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Podrapał się po głowie i westchnął głośno. Czego Alonzo mógł chcieć od jego młodszego brata?
"Głupie pytanie" skarcił się w duchu. To oczywiste, że chciał przez Raimunda dotrzeć do
Ramira. Zdjął buty i wszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej butelkę z wodą.
-Szybko wróciłeś. -Usłyszał zza pleców.
Odwrócił się. Jego oczom ukazała się szczupła kobieta z lekko kręconymi, długimi, kruczoczarnymi
włosami. Uśmiechała się do niego ciepło.
-Madre. -Powiedział na powitanie. -Miło Cię widzieć w domu. -Dodał i upił łyk wody.
-Ciebie również. -Zachichotała cicho.
Rafael oparł się o szafkę kuchenną. Matka podeszła bliżej. Odrzuciła włosy do tyłu i oparła
się tyłkiem o szafkę, stała ramię w ramię z synem.
Stali w ciszy. Rafael zdał sobie sprawę z tego, że dawno tego nie robili. Nie potrzebował
rozmowy. Cieszył się z obecności matki. Przypomniał sobie, jak razem z starszym bratem
pomagali jej gotować. Biegali po kuchni, tucząc naczynia. Idoya nigdy się nie złościła,
uśmiechała się smutno i spoglądała na nich karcącym wzrokiem, ale nigdy nie krzyczała.
Kiedy do domu wracał ojciec, nigdy nie wydała dzieci. Mówiła, że talerz, czy szklanka
wypadły jej z rąk podczas sprzątania.
Rozmyślania przerwał mu radosny okrzyk dziecka. Do kuchni wpadł mały czarnulek - Remigio.
Maluch podbiegł do brata z szerokim uśmiechem.
-Rafael! - Krzyknął i uczepił się nogawki jego spodni.
-Cześć łobuzie. -Rafael poczochrał go po włosach. Pochylił się i wziął brata na ręce.
Chłopiec złapał się mocno jego ramion, zaciskając piąstki na skórzanej kurtce.
-Cóż za radość. -Zaśmiała się Idoya.
Rafael uśmiechnął się do niej ciepło i spojrzał w stronę drzwi.
-Cześć. -Powiedział widząc szczupłego bruneta stojącego w progu.
Chłopak kiwnął głową i uśmiechnął się nieśmiało.
-Renato. -Zwróciła się do niego matka. -To już wiem, skąd wziął się tu Remigio.
-Usłyszał, że wrócił Rafael i nie dałem rady zatrzymać go w pokoju. -Powiedział cicho
Renato, odwracając wzrok. Zaczął bawić się łańcuchem przyczepionym do spodni.
-Nic się nie stało. -Rafael wrócił wzrokiem do najmłodszego. -Dzięki za miłe powitanie,
ale idę do pokoju. -Odstawił brata na podłogę. Zabrał swoją butelkę i udał się w stronę drzwi.
Poklepał Renata po ramieniu.

***

Siedział na ławce w parku i przyglądał się biegającemu młodszemu bratu. Remigio wymachiwał
patykiem i straszył ptaki dziobiące w ziemi. Rafael od kilku dni był grzecznym i przykładnym
synem i bratem. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapalił jednego.
Przeszkadzał mu wiatr, więc postanowił zmienić miejsce. Wstał i podszedł do dużego drzewa.
Oparł się ramieniem o jego korę. Nagle poczuł, że coś wbija mu się w plecy.
-Banda. -Usłyszał zachrypnięty męski głos zza pleców. -Dawno się nie widzieliśmy.
Rafael nie musiał się odwracać, żeby dowiedzieć się, kto do niego mówił.
Manuel Alonzo.
-Jestem z dzieciakiem. -Syknął przez zęby Rafael. -Odłóż, chociaż klamkę. -Dodał czując
broń, która coraz mocniej wbijała się w jego plecy.
-Starszy braciszek, co? -Zaśmiał się, rechocząc Alonzo.
Rafael odwrócił się. Jego oczom ukazał się niższy o pół głowy mężczyzna. Ubrany w czarne
spodnie i rozpiętą elegancką marynarkę. Jego szpakowate włosy opadały na twarz, na której
malował się okropny, szeroki uśmiech.
-Czekam na kogoś. -Skłamał Rafael.
-Na nas? -Manuel wskazał brodą dwóch mężczyzn stojących po jego lewej stronie.
Rafael rozpoznał w nich mężczyznę z wczoraj. Miał rację, wokół jego brata kręcił się Alonzo.
-Czego chcesz? -Banda spojrzał na niego wściekle. Jego mięśnie mimowolnie się napięły.
-Spokojnie. -Zaśmiał się Alonzo.
Rafael przeklął po hiszpańsku.
-Nie będziemy tu rozmawiać. -Odpowiedział Manuel, chowając broń za kamizelkę. -Masz.
-Cisnął w chłopaka kartką z adresem. -Przyjdź tu, to porozmawiamy. Sam.
Rafael rozejrzał się, szukając wzrokiem brata.
-Chyba, że pójdziesz z nami teraz. -Alonzo uśmiechnął się nieszczerze.
Kątem oka Rafael zauważył zarys dobrze znanej mu sylwetki.
-Wybaczcie panowie, ale teraz nie mogę. -Odwrócił się szybko i pobiegł przed siebie.
Podszedł od tyłu do dziewczyny, chwycił ją mocno za ramię powyżej łokcia i odwrócił
twarzą w swoją stronę.
-Ja prowadzę. -Rzucił i uśmiechnął się szeroko.
-Co? -Zapytała zdziwiona blondyna, ale nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo Rafael ujął jej wargi
w swoje i pocałował namiętnie.
Chłopak objął ją w tali i przyciągnął bliżej siebie. Chciał, żeby wyglądali realistycznie.
Nie przerywając pocałunku spojrzał w stronę drzewa, pod którym stał chwilę wcześniej.
Alonza i jego towarzyszy już nie było. "Kochani" pomyślał. "Dali mi na chwilę
prywatności." 
Odsunął się od dziewczyny.
-Nieźle pogrywasz. – Niebieskooka prawie krzyczała.
Uniosła rękę, chciała spoliczkować Rafaela, ale ten uchylił się w porę.
Blond włosa odwróciła głowę i spojrzała w dół. Rafael powtórzył jej czyn.
Zobaczył Remigio stojącego tuż za nią i trzymającego kawałek materiału jej płaszcza w
rączce.
-Jesteś dziewczyną Rafaela? -Zapytał piskliwym głosem.
-Rafael? -Dziewczyna wróciła wzrokiem do czarnowłosego. Uniosła brew. -Grabisz sobie Rafael.
Remigio spoglądał to na nią, to na brata. Starszy nie wiedział, co odpowiedzieć, więc wpatrywał się
w blondynkę w ciszy.


***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz