~Jackob.
-Nie ma mowy. -Stwierdził Jackob i wrócił wzrokiem do Willa.
Chłopak stał za ladą baru, naprzeciwko niego, opierając się całym swoim ciężarem na łokciach.
-Czemu nie? -Mruknął z niezadowoleniem brunet.
-Bo nie. -Jackob podniósł głos. Speszył się i dodał ciszej. -Nie jest w moim typie.
-A, kto jest? -Uśmiechnął się Will i pochylił nad młodszym.
Jackob nie odpowiedział. Odwrócił wzrok i zaczął bawić się słomką, którą dostał w zestawie
do swojej coli.
-Kai? -Szepnął Will i zmarszczył brwi.
Jackob drgnął i spojrzał na niego wrogo. -Nie. -Syknął.
-W takim razie porozmawiaj z nim. -Kiwnął głową i wskazał palcem blondyna stojącego
przy, oklejonych plakatami, drzwiach wejściowych.
-Nie. Przecież to facet. -Skrzywił się Jackob.
Ponad dwie godziny wcześniej przyszedł do "Men Only" i od razu usadowił się przy barze.
Rozmawiali z Willem o mało istotnych tematach, kiedy nagle chłopak zaproponował, żeby
Jackob spróbował się z kimś zaprzyjaźnić. Miał oczywiście na myśli tego rodzaju przyjaźń.
Wskazał barczystego bruneta, pijącego drinka przy jednym ze stolików. Kiedy Jackob odrzucił jego
propozycję, pokazał mu jakiegoś szatyna w rozpiętej czarnej koszuli i podartych dżinsach,
wijącego się na parkiecie. On również nie został mile odebrany przez Jackoba.
W końcu padło na blondyna w okularach, który wchodził właśnie do baru. Will zauważył go
pierwszy i szturchnął młodszego w ramię, aby ten się odwrócił. Jackob musiał przyznać,
że chłopak był przystojny, bardzo. Gdyby był Willem podszedłby do niego i powiedział jeden
z tych zabawnych tekstów na podryw, ale niestety był sobą. Nieśmiałym, zwyczajnym, chuderlawym
licealistą. Nie mógł tak po prostu wstać i zacząć podrywać kogoś z "wyższej ligi".
-Jeśli nie interesują Cię faceci, to umów się z dziewczyną. -Odpowiedział Will.
-Nie znoszę dziewczyn. -Mruknął blondyn i opadł czołem na blat baru.
-To będziesz musiał je polubić, bo zamieniasz się w jedną z nich. -Will wywrócił oczami i podszedł
do mężczyzny, który najwidoczniej chciał zamówić drinka.
"Zabawne" pomyślał Jackob i podniósł gwałtownie głowę. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon i zaczął
wpatrywać się w ekran. Chciał pograć w jakąś grę i poczekać, aż jego przyjaciel skończy
obsługiwać klientów. Jackob domyślił się, że nie potrwa krótko. Był piątek wieczór,
więc ruch w barze był duży. W czasie, kiedy jeden mężczyzna wychodził, do środka wchodziło
co najmniej dwóch na jego miejsce. Większość kierowała się od razu w stronę baru. Niektórzy w celu kupienia
jakiegoś alkoholu, ale znajdywali się też tacy, którzy chcieli po prostu porozmawiać
- lub jak uważał Jackob - zacząć podrywać, przystojnego barmana. Poczuł wibrację.
Na ekranie telefonu pojawił się komunikat "nowa wiadomość". Jackob od razu ją wyświetlił.
"Od: Amber
Hej JB! Pożyczysz mi notatki z matmy? Jestem teraz w pobliżu Twojego domu. Odpisz!
xoxo."
"Xoxo?" Jackob zmarszczył czoło. Nie rozumiał, po co dziewczyna dopisała owe pozdrowienia
pod koniec wiadomości. Przecież nie był żadną z jej przyjaciółek. "Dlatego właśnie nie
lubię dziewczyn" pomyślał i przeczesał palcami włosy. Zatknął kosmyk dłuższej grzywki
za ucho i zabrał się za odpisywanie.
"Do: Amber
Ok. Będę w domu za pół godziny. Możemy spotkać się na stacji metra."
Zastanawiał się przez chwilę, czy nie dopisać na końcu "xoxo", ale szybko skarcił się w myślach,
za ten pomysł. Wstał, założył kurtkę, która wisiała na oparciu jego krzesła, przewiesił przez ramie torbę
i udał się w stronę wyjścia.
-Wychodzisz? -Usłyszał zza pleców znajomy głos.
-Musze iść. -Odpowiedział nie odwracając się.
-Szkoda. -Mruknął w odpowiedzi chłopak i poczochrał Jackoba po włosach.
-Mhm. -Wymamrotał licealista, odwrócił głowę do tyłu i wykrzywił kąciki ust w niezdarny uśmiech.
Will stał za nim, z tacą pełną pustych szklanek w jednej ręce. Przyglądał się Jackobowi z zadziornym
uśmiechem na twarzy.
-To leć. - Mrugnął do niego znacząco i klepnął go w tyłek wolą dłonią.
Jackob wciągnął z sykiem powietrze. Ścisnął usta w wąską linię i uderzył pięścią w pierś Willa.
Chłopak odszedł śmiejąc się pod nosem, zbierając po drodze puste szklanki ze stolików.
Zawsze taki był. Traktował Jackoba jak dziecko, dokuczał mu i prowokował. Przez rok nic się nie
zmieniło, ani Will, ani bar, w którym pracował. Jasnoniebieskie ściany z wiszącymi na nich
neonoami. Kilka stolików w rogu pomieszczenia, dwie skórzane kanapy. Duży parkiet przy
stanowisku Dj'a i najbardziej wyeksponowany bar. Duża kamienna lada, półki z butelkami
alkoholu. Wszystko oświetlone niebieskozielonymi światłami. Jackob poprawił kurtkę i wyszedł
na zewnątrz.
***
Podróże metrem nie należały do jego ulubionych. Tłum ludzi, dziwnych ludzi, ale czego innego
można się spodziewać po Amerykańskich środkach komunikacji miejskiej. Chichoczące dziewczyny
w krótkich spódniczkach, nie zważając na porę roku. Kilka staruszek z torbami zapełnionymi
domowymi zakupami. Chłopak w podartej dżinsowej kurtce z czapką naciągniętą na oczy, grający
na gitarze. Mężczyzna w garniturze głośno rozmawiający przez telefon. Kobieta z dwójką płaczących
dzieci i Jackob oparty o drzwi z słuchawkami w uszach. Wpatrywał się w widok zza okna,
przeklinając w duchu wszystkich ludzi, którzy ocierali się o niego ramionami. Kiedy
metro przystanęło na jego stacji, niemal wyskoczył na zewnątrz i zaczął wypatrywać w tłumie
Amber. Zauważył ją przy bramkach wejściowych. Machała do niego energicznie z szerokim uśmiechem
na twarzy. Miała rumieńce na policzkach. Ubrana w różowy płaszcz sięgający bioder, przepasany
materiałowym paskiem w talii. Brązowe kozaki na niskich koturnach idealnie komponowały się
z jasnymi, dopasowanymi dżinsami. Czarne włosy, sięgające ramion z kosmykami zetkniętymi
za uszami powiewały na wietrze opadając na twarz dziewczyny.
-Zeszyt od matematyki mam w pokoju, więc musimy iść do mnie. -Oznajmił bez wstępów Jackob,
kiedy znalazł się obok niej.
-Nie ma problemu. -Zaśmiała się dziewczyna i położyła w koleżeńskim geście dłoń na ramieniu
blondyna.
Ruszyli w stronę schodów. Jackob szedł z rękami schowanymi w tylnych kieszeniach spodni,
Amber prawie biegła za nim, stukając głośno obcasami.
-Zwolnij trochę. -Wysapała łapiąc go za pasek spodni. -Mam krótsze nogi, nie dam rady tak szybko
iść. -Zaśmiała się, zerkając w dół na swoje stopy.
-Wybacz. -Jackob uśmiechnął się i zaczął iść wolniej, oglądając się przez ramię, sprawdzając
czy dziewczyna dorównuje mu tempa.
Dotarli na miejsce, stanęli przed drzwiami wejściowymi, prowadzącymi na klatkę schodową.
Jackob wystukał kod na domofonie wiszącym na ścianie i machnął ręką do Amber, dając jej
do zrozumienia, aby ta szła przodem. Wjechali windą na odpowiednie piętro.
Chłopak zaczął szukać kluczy w torbie.
-Czarna dziura, co? -Powiedziała Amber pochylając się przy ramieniu Jackoba.
-Co? -Spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
-Torba. -Wskazała palcem. -Czarna dziura. Ciężko coś w niej znaleźć.
-O to Ci chodzi. -Mruknął Jackob i uniósł kącik ust.
-Mówią, że tylko dziewczyny maja takie problemy. -Zaśmiała się i klasnęła w dłonie, kiedy
chłopka pomachał jej kluczami przed nosem.
-Mam. -Powiedział z dumą. -Sezamie otwórz się. -Dodał i otworzył szeroko drzwi.
Dziewczyna wślizgnęła się do środka, oboje zdjęli buty.
-Możesz poczekać na mnie w kuchni. Zaraz przyjdę.
-Którędy do kuchni? -Obróciła się na pięcie wokół własnej osi i rozłożyła ręce. Ten gest
wyraźnie oznaczał "nie wiem, gdzie mam iść".
-Prosto i pierwsze drzwi po prawej. -Krzyknął Jackob i zniknął w ciemnym korytarzu.
Wszedł do swojego pokoju, zapalił światło i rzucił torbę na łóżko. Kucnął przy szafce stojącej
przy biurku i zaczął szukać zeszytu od matematyki. Znalazł go za stosem zapisanych i zgniecionych
w kulki kartek papieru. Uśmiechnął się zadowolony z udanych poszukiwań i udał się w stronę kuchni.
-Nie, przyszłam tylko po notatki. -Usłyszał zza drzwi głos Amber.
Wszedł do środka, jego oczom ukazała się dziewczyna siedząca na jednym z krzeseł, a obok
niej stojąca kobieta ubrana w czarną spódnicę sięgającą kolan i beżową bluzkę bez rękawów.
-Nie miałaś być do późna w szpitalu? -Zapytał patrząc jej w oczy.
-Liczyłam na cieplejsze powitanie. -Zaśmiała się i złapała kubek stojący na szafce kuchennej.
-Cześć mamo. -Uśmiechnął się od niechcenia i spojrzał na Amber. -Trzymaj. -Wyciągnął rękę
przez jej ramię i położył zeszyt na stole.
-Dzięki. -Czarnowłosa uniosła głowę i puściła chłopakowi oczko.
Usłyszał stłumiony chichot matki. Kobieta upiła łyk płynu z kubka, złapała teczkę z dokumentami
leżącymi za nią i wyszła z kuchni.
-Będę w gabinecie, gdybyś mnie szukał. -Krzyknęła.
Jackob usiadł na jednym z krzeseł.
-Pytała Cię o coś? -Szturchnął Amber w ramię.
-Pomijając to, czy jestem Twoją dziewczyną, to nie, o nic nie pytała. -Zaśmiała się i odwdzięczyła
Jackobowi uderzeniem pięścią w jego bok.
-Znowu? -Westchnął i potarł dłonią czoło.
-Pyta o to za każdym razem, kiedy przychodzę. Można się przyzwyczaić. -Dziewczyna postawiła
łokieć na stole i oparła brodę na dłoni.
-Wybacz, wiesz, za te przesłuchania. -Odpowiedział nie patrząc w jej stronę.
-Masz zamiar im powiedzieć? -Ściszyła głos i pochyliła się bliżej chłopaka.
-Powiedzieć, o czym? -Odsunął dłoń od twarzy i spojrzał na nią, marszcząc brwi.
Dziewczyna westchnęła teatralnie.
-Wiesz, o czym mówię. -Wywróciła oczami. -Że jesteś... że wolisz... -Znowu westchnęła.
Wpatrywała się w chłopaka matczynym spojrzeniem.
-Kim jestem? Żółwiem ninja? -Zaśmiał się i odwrócił wzrok, który zdradzał, że śmiech nie był
szczery.
-Że wolisz chłopców. -Wyszeptała.
Jackob podskoczył na krześle.
-Co...
-Proszę Cię! Nie mów mi, że zamierzasz udawać, że coś mi się przyśniło. -Machnęła gwałtownie
ręką. -Jak zawsze masz w zwyczaju. -Dodała widząc, że chłopak ma zamiar coś powiedzieć.
Jackob otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Milczał przez chwilę, wpatrując się w nastolatkę.
Przyłożył dłoń do ust i przygryzł paznokieć palca wskazującego.
-Skąd? Skąd wiesz? -Wyszeptał. Nic więcej nie zdołał powiedzieć, bo miał ściśnięte gardło.
Zaschło mu w ustach, w głowie odbijały się echem słowa Amber.
-Jackob. -Położyła mu dłoń na ramieniu. -Ej, nie denerwuj się. -Złapała go za dłoń i odsunęła
ją od jego ust. -Dziewczyny wiedzą takie rzeczy, przynajmniej ja. -Uśmiechnęła się ciepło.
-Nie mam nic przeciwko. Wręcz przeciwnie, uważam, że to słodkie.
-Co?! -Jackob otworzył szerzej oczy. Poczuł, że jego policzki zaczynają płonąć. Gdyby ktoś
postanowił usmażyć jajecznicę, mógłby robić za patelnię.
Amber się zaśmiała.
-W szkole nie krążą żadne plotki, jeśli tego się obawiasz. -Jej głos był niezwykle kojący.
Jackob odetchnął z ulgą. Uspokoiło go to, co powiedziała dziewczyna, ale jeśli ona się
domyśliła, to inni też prędzej, czy później to zrobią.
Spojrzał na nią i uśmiechnął się niezdarnie.
-Masz chłopaka? -Powiedziała z rozbawieniem i ogromnym uśmiechem na ustach. Jej oczy świeciły
z podekscytowania.
-Przestań. -Jackob skarcił ją wzrokiem.
-Oj, no nie wstydź się! -Krzyknęła.
-Ciszej wariatko. -Rzucił blondyn i uderzył czubkiem palca w czoło zielonookiej.
Amber napuściła powietrza w policzki i zacisnęła usta w wąską linię.
- Oddam Ci. -Zagroziła i połaskotała chłopaka po szyi.
-Chyba dobrze się bawicie. -Usłyszeli donośny, zachrypnięty męski głos.
Oboje podskoczyli i odwrócili gwałtownie głowy w stronę drzwi. Zobaczyli jasnowłosego, ubranego
w garnitur mężczyznę w średnim wieku, opierającego się o framugę.
-Cześć tato. -Powiedział Jackob, unikając rozbawionego wzroku ojca.
-Dzień dobry. -Stłumiła śmiech Amber.
-Cześć dzieciaki. -Mężczyzna podszedł i poczochrał syna po włosach.
-Już jesteś kochanie? -Do kuchni weszła matka Jackoba, która musiała się przebrać, bo miała
na sobie zwyczaje dżinsy, fioletową koszulkę z wyeksponowanym dekoltem i włosy związane w
coś na wzór koka opadającego na kark. Podeszła do męża i musnęła wargami jego usta.
Jackob i Amber wymienili spojrzenia i niemal równocześnie wstali.
-My już pójdziemy. -Odchrząknął blondyn, złapał Amber za ramię i popchnął przed siebie.
-Do widzenia. -Dziewczyna ukłoniła się uprzejmie i zakryła dłonią usta, ukrywając uśmiech.
-Nie wróć późno. -Krzyknęła za nimi blond włosa kobieta i oparła głowę o ramię męża.
***
-Masz czadowych rodziców. -Zaśmiała się Amber.
-Zawsze jesteś taka wesoła? -Mruknął Jackob. -Nic, tylko się śmiejesz.
-Zawsze. -Odpowiedziała z dumą w głosie i uniosła głowę. Jackob był od niej tylko o kilka centymetrów
wyższy, ale kiedy chciała spojrzeć mu w oczy, musiała podnosić wzrok.
-Irytujące. -Blondyn wywrócił oczami i ruszył naprzód.
Dziewczyna podbiegła i zrównała ich tempo.
-Musisz się przyzwyczaić.
-Muszę?
-Musisz, bo od teraz się ode mnie nie odpędzisz. -Klepnęła go w ramię.
-A Ty?
-Co ja? -Spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
-Umiesz się śmiać? -Uniosła brwi.
-Umiem. -Powiedział stanowczym tonem.
-Trudno w to uwierzyć, bo zawsze narzekasz i masz ponurą minę. -Wycelowała palcem w pierś
chłopaka.
-Nie prawda. Jestem całkiem charyzmatyczny. -Machnął teatralnie ręka i odsunął palec dziewczyny.
-Charyzmatyczny? No prószę Cię, nikt już tak nie mówi. -Amber wywróciła oczami.
-To opowiedz mi jakiś żart.
-Co? -Jackob zmarszczył czoło.
-Żart, dowcip, kawał. -Zaczęła wyliczać na palcach.
-Masz zamiar wymienić mi wszystkie synonimy? -Spojrzał na nią z góry i uniósł kącik ust.
-Jeśli będzie taka potrzeba. -Zaśmiała się Amber.
Oboje usłyszeli dźwięk oznaczający wiadomość. Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni telefon.
Wystukała coś długimi paznokciami na ekranie i wróciła wzrokiem do Jackoba.
-Narka. Dzięki z to. -Pomachała mu zeszytem przed oczami. Wyprzedziła go i zniknęła w jednej
z bocznych uliczek.
Został sam na środku chodnika. Rozejrzał się. Ulice zapełnione sklepami i blokami mieszkalnymi,
ani jednego domku rodzinnego. Drzewa zasadzone w równej linii, obdzielające chodnik od ruchliwej
ulicy. Wyciągnął telefon z kieszeni i zaczął wystukiwać na klawiaturze treść wiadomości.
"Do: Głupi barman
O której kończysz?"
Na odpowiedź nie musiał długo czekać.
"Od: Głupi barman
Tęsknisz?"
Jackob spojrzał wściekle na ekran, cmoknął z niezadowoleniem. Nie odpisał. Wibracja.
"Od: Głupi barman
Żartuję paskudo. Kończę o dwudziestej."
Jackob spojrzał na godzinę wyświetlająca się na ekranie. Dziewiętnasta czterdzieści.
Przeczesał palcami włosy. Schował telefon do kieszeni i ruszył w stronę stacji metra.
***
Dotarł do "Men Only" pół godziny później.
"Will na pewno już skończył." Pomyślał i wszedł do środka. W oczy od razu rzucił mu się
brunet stojący przy barze. Nie miał na sobie ciuchów roboczych, tylko brązowe spodnie, czarną
lekko obcisłą koszulkę i zarzuconą na ramiona dresową, szarą bluzę. Jackob miał rację, Will
skończył pracę. Kiedy nastolatek przyjrzał mu się uważniej, zauważył, że chłopak nie stał sam.
Rozmawiał z kimś, kto stał blisko niego. Bardzo, bardzo blisko. Jackob zamarł. Mężczyzna
rozmawiający z Willem, był od niego o głowę wyższy. Czarnowłosy, ubrany w elegancki, dopasowany
garnitur. Musiał być starszy, Jackob oszacował go na około trzydzieści lat. Jasnowłosy
zrobił krok do przodu, chciał podejść bliżej, ale szybko się zatrzymał. Mężczyzna ujął
Willa pod brodę, uniósł jego twarz i... pocałował namiętnie. Jackob z zaskoczenia otworzył
usta. Przyglądał się tej scenie jakby przez mgłę. Will objął ramieniem szyje mężczyzny.
"Co?" Przeszło przez myśl Jackoba. Przypomniał sobie, jak na ich pierwszym spotkaniu Will
opowiedział mu o swoim - byłym już - chłopaku. Był biznesmenem, zdradzającym żonę. Kolejny
mężczyzna w życiu Willa, był właścicielem salonu fryzjerskiego. "Lubi starszych?" Jackob
odwrócił wzrok i skupił się na swoich myślach. "Elegancik jest wyższy i starszy, więc w ich
związku to Will jest tym, który...Nie!" Pokręcił głową, odpędzając od siebie dziwne myśli.
Nie mógł się wtrącać w prywatne życie przyjaciela. "Czy on zawsze jest...?" Ponownie spojrzał
na Willa, który stał teraz sam. "Nie, przecież tutaj podrywa zawsze typy uroczych chłopców.
Więc może odgrywać obie role?" Przyłożył rękę do czoła. Zaschło mu w ustach. W gardle czuł
gulę, ciężka, wielkości kuli bilardowej gulę.
-Jesteś. -Will nagle znalazł się przed nim.
-Kto to był? -Wyrwało się Jackobowi. Miał nadzieję, że jego głos brzmiał stanowczo, a nie
żałośnie, tak jak w jego głowie.
-Widziałeś? -Will pomasował dłonią kark. -Mój nowy facet.
-Fajny. -Jackob uśmiechnął się i uniósł głowę, patrząc chłopakowi w oczy.
-Nie przeszkadza Ci to? No wiesz, że widziałeś? -Will położył mu dłoń na ramieniu.
-Nie. -Nastolatek zaprzeczył ruchem głowy. -Cieszę się, że kogoś masz.
Cieszył się, zawsze kibicował Willowi w jego związkach.
-Super. -Brunet objął go ramieniem. -Gdzie idziemy?
-Możesz mnie odprowadzić do domu. -Mruknął Jackob i jak zwykle odsunął się od chłopaka.
-Dopiero, co przyjechałeś. -Zaśmiał się Will.
-Odebrałem Cię po pracy, więc w ramach wdzięczności mnie odprowadzisz.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, wasza wysokość. -Will poczochrał młodszego po włosach
i oboje wyszli z baru.
Mimo pozorów Jackob czuł się nieswojo. Nie z powodu związku Willa. Uświadomił sobie, że
mu zazdrości. Zazdrości mu chłopaka, powodzenia i szczęścia. Nie miał zbyt wielu przyjaciół.
Chłopak z jego dzieciństwa Kai. Szkolny przyjaciel Matt i Amber, ale to Will stał mu się
w ostatnim czasie najbliższy. Jeśli zbytnio pochłonie go jego nowy związek, Jackob zostanie
zepchnięty na boczny tor.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz