2/26/2017

Rozdział VIII

~Rafael. 



Ten tydzień na pewno nie należał do jego najlepszych. Alonzo i jego banda pojawili się
w mieście, a Adam go o tym nie poinformował, chciał wyciągnąć informacje od, jak przypuszczał
jego dziewczyny, ale nie poszło to po jego myśli. Dziewczyna przerwała rozmowę i uciekła.
Kiedy spotkał ją tydzień temu w knajpce rodziców, nie mógł z nią porozmawiać, bo nie była
sama, a Rafael nie miał zamiaru wdawać się w kłótnie z jej towarzyszem. Tere od paru dni
nie dawała mu spokoju w sprawie Raimunda. Bała się, że jego młodszy brat wpadł w złe
towarzystwo, co oczywiście miał sprawdzić Rafael i zdawać jej relacje ze śledztwa.
Niezbyt podobała mu się wizja biegania za bratem i z powrotem do "Banda lunch". Do tego
wszystkiego dochodził fakt, że rodzice i Tere pilnowali go na każdym kroku, żeby ten nie
zniknął na kolejne kilka dni.
"Męczące" pomyślał i oparł się o szafkę kuchenną. Stał tak w bezruchu przez kilka minut
kiedy do kuchni weszła Ria, rzucając torbę na stół i siadając wściekle na jednym z
krzeseł.
-Co za kretyn! -Wrzasnęła i skrzyżowała ręce na piersi.
-Oho. -Rafael odsunął się od szafki i stanął bliżej siostry. -Kto?
-Joe! -Syknęła Ria nie patrząc na brata.
-Kim jest Joe? -Rafael zmarszczył czoło i przeczesał palcami włosy.
-Teraz już nikim. -Wymruczała, postawiła łokcie na stole i ukryła twarz w dłoniach.
-Faceci to idioci. -Dodała.
-Będziemy rozmawiać o chłopcach? Gdybym wiedział przyniósłbym mój ulubiony lakier do
paznokci i pudełko lodów czekoladowych. -Rafael wywrócił oczami i udał się do wyjścia.
Uskoczył w bok, dzięki czemu uniknął uderzenia kluczy, które Ria rzuciła w jego stronę.
Wyszedł z kuchni. Przez chwilę myślał o tym, żeby wyjść z domu, ale szybko z tego
zrezygnował, widząc Tere stojącą w przedpokoju.
-Wybierasz się gdzieś? -Mruknęła dziewczyna, opierając się o ścianę.
-Nie. -Spojrzał na nią wrogo.
-Co się stało z Rią? -Tere kiwnęła brodą w stronę kuchni. -Wpadła do domu i trzasnęła
drzwiami. Nie ściągnęła nawet butów -skarżyła się Tere, wymachując teatralnie rękami.
-Oczywiście później będzie musiała po sobie posprzątać, ale teraz nie wygląda najlepiej.
-Nie wiem. Mówiła coś o jakimś chłopaku. Joe? -Wymamrotał Rafael w odpowiedzi.
Z jego tonu wynikało, że mało interesuje go życie uczuciowe siostry.
-Joe? -Tere spojrzała na niego pytająco i odrzuciła włosy do tyłu. -Ostatnio mówiła coś
o Adamie. -Dodała z nutą rozbawienia w głosie.
"Adam" to imię rozbrzmiało echem w głowie chłopaka.
-Aha. -Rzucił, zmarszczył czoło i spojrzał na dziewczynę. Jego wzrok mówił "mogę już iść?",
ale Tere to zignorowała.
-Martwię się o Was. -Jej głos złagodniał i lekko przycichł.
-"Nas"? -Rafael sprawiał wrażenie, jakby dopiero przed chwilą zdał sobie sprawę z obecności
dziewczyny. Spojrzał jej prosto w oczy. -Wzięła Cię ochota na matkowanie?
-Bądź poważny. -Tere skarciła go wzrokiem.
-Wybacz. -Mruknął i machnął ręką.
-Wiesz coś o Rajmundzie? -Jej głos stał się ledwo słyszalny. Widocznie posmutniała.
-A, co miałbym wiedzieć? Nie wychodzę z domu, bo postanowiłyście z matką bawić się w
domowy areszt. Tere błagam Cię! Nie mam pięciu lat. -Rzucił oskarżycielskim tonem.
Schował ręce do kieszeni dżinsów i przygarbił się.
-To zacznij się zachowywać tak, jak przystało na Twój wiek. -Odbiła piłeczkę. -Miałeś
się dowiedzieć, czy coś mu nie grodzi! To, że nie jest Twoim bratem...
-Jest moim bratem. -Syknął Rafael, przerywając dziewczynie w połowie zdania. -
Pani wybaczy, "pani starsza", ale niczego się nie dowiedziałem. -Zgrywał się tonem małego
dziecka, zaznaczając w powietrzu cudzysłów.
Tere zacisnęła usta w wąską linię, chcąc ukryć uśmiech, który mimowolnie pojawił się na
jej twarzy.
-Przestań.
-To Ty przestań przesadzać Tere. Wyjdę, ale wrócę. Ria w końcu znajdzie miłość swojego
życia i przestanie narzekać na chłopców. -Rafael wyciągnął jedną rękę z kieszeni spodni i
podszedł bliżej dziewczyny. -Jeśli tak Cię to martwi, to sprawdzę, w co wpakował się
Raimundo. -Objął dziewczynę ramieniem i pomasował delikatnie po plecach.
-Dziękuje. -Brunetka uśmiechnęła się smutno, odsunęła od młodszego i weszła do kuchni.
"Babskie pogaduchy, co?" zaśmiał się pod nosem Rafael. Założył ulubiony komplet - glany
i skórzana kurtkę i zniknął za drzwiami.

***


Zatrzymał się przy szklanych drzwiach wejściowych do jednego z osiedlowych sklepów.
Chwile wcześniej wyciągnął paczkę papierosów z kurtki. Chciał zapalić jednego z nich, ale na
jego nieszczęście nie miał przy sobie nic, czym mógłby go podpalić. Odnalazł w kieszeni
spodni kilka monet, przeliczył je i z zadowoleniem stwierdził, że starczy mu na zakup
nowej zapalniczki. Obejrzał się przez ramię. Kilku ludzi w garniturach - lub eleganckich
garsonkach w przypadku kobiet - spacerowało wzdłuż chodnika.
Niektórzy głośno rozmawiali przez telefon, inni pośpiesznie popijali kawę z papierowych kubków.
Rafael nigdy nie mógł zrozumieć, gdzie ci ludzie się spieszą. Po co wybrali sobie pracę,
w której nie mają czasu napić się spokojnie kawy i z kim tak głośno dyskutują.
Wszedł do sklepu. Miał zamiar udać się prosto do kasy i tam poszukać zapalniczki, ale
w oczy rzuciły mu się długie blond włosy. Uśmiechnął się szeroko, przyspieszył kroku i
podszedł do dziewczyny.
-Dawno się nie widzieliśmy. -Powiedział wprost do jej ucha, pochylając się tak, że mógł
położyć brodę na jej ramieniu.
Poczuł, że mięśnie dziewczyny lekko się napięły, ale nie odwróciła się.
-Boisz się? -Zniżył głos, wciąż mówiąc wprost do jej prawego ucha, nurkując nosem w
jej długich rozpuszczonych włosach.
-Nie. -Odpowiedziała niemal automatycznie, tonem pozbawionym emocji. Odwróciła się twarzą
do chłopaka i odsunęła kilka kroków.
-To dobrze. -Uśmiechnął się szeroko i oparł ramieniem o jedną z półek. -Gdzie Twój chłopaczek?
-Pytasz o Adama? -Mruknęła. Wzięła butelkę z lemoniadą z półki i powędrowała w stronę kasy.
Rafael przeczesał włosy i podbiegł, żeby ją dogonić.
-Nie uciekaj. -Zrównał jej kroku.
-Nie uciekam. -Odpowiedziała. -Nie wiem, czy zauważyłeś bystrzaku, ale jesteśmy w miejscu,
do którego przychodzi się, żeby coś kupić. Sklepie. -Kontynuowała nie patrząc na chłopaka.
-Jak się pewnie już domyślasz, przyszłam tu coś kupić. Prościej mówiąc, to. -Pomachała
mu butelką przed nosem.
Rafael roześmiał się głośno. Spróbował zabrać jej przedmiot, ale ona była szybsza. Zabrała
rękę.
-Powiedziałam coś śmiesznego? - Zmarszczyła czoło.
-Nie. -Rafael zacisnął usta w wąską linię.
-Śmiejesz się. -Wskazała palcem jego twarz. Położyła butelkę przed sprzedawczynią.
-Wcale nie. -Drażnił się z nią Rafael.
Blondynka zapłaciła za lemoniadę i nie zwracając uwagi na chłopaka udała się do wyjścia.
Rafael już miał poprosić o zapalniczkę, ale szybko z tego zrezygnował i pobiegł za dziewczyną.
Było w niej coś, co go do niej ciągnęło. Jak magnez.
-Nie tak szybko. -Zatrzymał się przed drzwiami i przepuścił w nich blondynę.
-Śledzisz mnie? Jeśli tak, to słabo Ci to wychodzi, bo Cię widzę.
-Zabawna jesteś.
-Jestem? -Dziewczyna spojrzała na niego swoimi dużymi granatowymi oczami i uniosła kącik
ust.
Rafael skamieniał. Przez moment poczuł jak jego serce przyśpiesza. Jego rytm wrócił, co prawda
do normy, ale wydawało mu się, że jego policzki poczerwieniały. Te oczy sprawiały wrażenie,
jakby zaglądały w głąb jego. Bardzo głęboko. Jakby potrafiły wyczytać wszystko z jego umysłu
i duszy. Dziwne uczucie.
Potrząsnął głową, przez co włosy zakryły mu pole widzenia. Poprawił je szybko.
-Jesteś. -Wykrztusił z siebie, starając się brzmieć naturalnie.
Szli chwilę ramię w ramię w ciszy, którą dziewczyna przerwała.
-Słuchaj. Nie narzekam, bo zawsze miło mieć przy sobie kogoś tak zabójczo przystojnego,
ale powiesz mi, czego ode mnie oczekujesz? Nie wiem, kim jesteś i dlaczego tak się mnie
uczepiłeś.
"Zabójczo przystojny" od tego określenia Rafael obrósł w piórka. Uśmiechnął się szeroko i
złapał dziewczynę za ramię. Zatrzymali się.
-Nie uczepiłem. Po prostu wydajesz się być interesująca, no i znasz kogoś, kogo znam ja.
Mamy ze sobą coś wspólnego. -Puścił jej rękę i odwrócił się do niej ramieniem, blokując
drogę.
-Adama? On jest naszą wspólna rzeczą? -Spojrzała na niego pytająco i skrzyżowała ręce, w taki
sposób, że jej piersi uniosły się lekko. Pod czarnym płaszczykiem, ubrana była w granatową
bokserkę z wyciętym dekoltem. Rafael przeklinał się w duchu i walczył sam ze sobą, aby
utrzymać wzrok na poziomie jej oczu.
-Dokładnie. -Odchrząknął.
-Już Ci mówiłam, nie mieszam się w Wasze sprawy. -Syknęła przez zaciśnięte zęby.
-Nie musisz, się mieszać. Wręcz nie powinnaś. -Zaśmiał się, ale w jego śmiechu nie było ani
krzty rozbawienia.
-Więc, o co Ci do cholery chodzi? -Próbowała go wyminąć, ale Rafael szybko jej przeszkodził.
-O ni... już nieważne. Adam mi już teraz nie pomoże. -Odpowiedział.
-Nie rozumiem. -Blond włosa wywróciła oczami.
-Trudno. -Hiszpan wzruszył ramionami. Odsunął się, pozwalając dziewczynie zmienić pozycję.
-Widziałem Cię ostatnio. -Wymamrotał.
-Aha. -Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni telefon i zaczęła stukać długimi paznokciami w
ekran.
-Może to przeznaczenie, że tak często na siebie wpadamy? -Przysunął się bliżej, uśmiechając
się szeroko.
-Albo jesteś psychopatą, który nie daje mi spokoju. -Odpowiedziała i spojrzała na niego
prowokująco.
-Wolę wersję z przeznaczeniem. -Westchnął i odsłonił oczy, zaczesując grzywkę do tyłu.
-Tylko się nie zakochaj. -Wpatrywała się w niego tym samym prowokującym wzrokiem.
Rafael odsłonił rząd białych zębów i pochylił głowę. Przysunął powoli swoją twarz do
twarzy niebieskookiej.
-Nawet nie próbuj. -Zatrzymała go, kładąc dłoń na jego ustach. -Miło było, ale musze lecieć.
-Pomachała mu przed nosem jasnym ekranem telefonu.
-Chłopak? -Zaciekawił się Rafael i odsunął od dziewczyny.
-Blisko. Siostra. -Zaśmiała się cicho. Nie czekając na odpowiedź wyminęła go z gracją i
powędrowała wzdłuż chodnika. Rafael wpatrywał się w jej znikającą sylwetkę. Odgłos jej
stukających obcasów ucichł. Przetarł dłonią po twarzy, zaklął po hiszpańsku i z uśmiechem
na twarzy wrócił do sklepu.



***


-Może być czerwona. -Odpowiedział na pytanie sprzedawczyni, odnośnie koloru zapalniczki.
Mówił tak niskim tonem, że prawie mruczał.
Dziewczyna za ladą oblała się rumieńcem i szybko podała mu czerwony przedmiot.
-Dzięki. -Zapłacił i po raz kolejny wyszedł na zewnątrz.
"Deja vu?" podrapał się po głowie. Rozejrzał się dookoła. Nic ciekawego nie przykuło jego
wzroku. Przez moment zastanawiał się, czy nie podejść do krótkowłosej dziewczyny siedzącej na
ławce po drugiej stronie ulicy. Zrezygnował z tego i udał się w stronę ulicy zabudowanej
starymi kamienicami.
Szedł wolno, kopiąc, co jakiś czas pojedyncze kamienie. Zatrzymał się. Nie dotarł, co prawda
na miejsce, ale zauważył coś dziwnego.
Na przeciwko stał znajomy chłopak. Ubrany w przetarte dżinsy i czarną bluzę z kapturem.
Raimundo. Rozpoznał go od razu. Szesnastolatek nie był jednak sam. Po jego prawej stronie
stał wysoki, barczysty mężczyzna.
Rozmawiali, po czym wyższy poklepał Rajmunda po ramieniu i odwrócił się na
pięcie. Rafael zwrócił szczególną uwagę na plecy mężczyzny. Na kurtce wyszyty był duży
smok, wijący się wzdłuż litery "A".
"Alonzo" pomyślał Rafael i ruszył w stronę brata.
-Kto to? -Zapytał nie witając się.
-Kumpel. -Odpowiedział młodszy i uśmiechnął się delikatnie.
-Dziwny. -Rafael wpatrywał się w brata podejrzliwie.
-Sam jesteś dziwny. -Zaśmiał się nerwowo Raimundo i pobiegł schodami przed siebie.
Kiedy Rafael dotarł na górę, młodszy zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Podrapał się po głowie i westchnął głośno. Czego Alonzo mógł chcieć od jego młodszego brata?
"Głupie pytanie" skarcił się w duchu. To oczywiste, że chciał przez Raimunda dotrzeć do
Ramira. Zdjął buty i wszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej butelkę z wodą.
-Szybko wróciłeś. -Usłyszał zza pleców.
Odwrócił się. Jego oczom ukazała się szczupła kobieta z lekko kręconymi, długimi, kruczoczarnymi
włosami. Uśmiechała się do niego ciepło.
-Madre. -Powiedział na powitanie. -Miło Cię widzieć w domu. -Dodał i upił łyk wody.
-Ciebie również. -Zachichotała cicho.
Rafael oparł się o szafkę kuchenną. Matka podeszła bliżej. Odrzuciła włosy do tyłu i oparła
się tyłkiem o szafkę, stała ramię w ramię z synem.
Stali w ciszy. Rafael zdał sobie sprawę z tego, że dawno tego nie robili. Nie potrzebował
rozmowy. Cieszył się z obecności matki. Przypomniał sobie, jak razem z starszym bratem
pomagali jej gotować. Biegali po kuchni, tucząc naczynia. Idoya nigdy się nie złościła,
uśmiechała się smutno i spoglądała na nich karcącym wzrokiem, ale nigdy nie krzyczała.
Kiedy do domu wracał ojciec, nigdy nie wydała dzieci. Mówiła, że talerz, czy szklanka
wypadły jej z rąk podczas sprzątania.
Rozmyślania przerwał mu radosny okrzyk dziecka. Do kuchni wpadł mały czarnulek - Remigio.
Maluch podbiegł do brata z szerokim uśmiechem.
-Rafael! - Krzyknął i uczepił się nogawki jego spodni.
-Cześć łobuzie. -Rafael poczochrał go po włosach. Pochylił się i wziął brata na ręce.
Chłopiec złapał się mocno jego ramion, zaciskając piąstki na skórzanej kurtce.
-Cóż za radość. -Zaśmiała się Idoya.
Rafael uśmiechnął się do niej ciepło i spojrzał w stronę drzwi.
-Cześć. -Powiedział widząc szczupłego bruneta stojącego w progu.
Chłopak kiwnął głową i uśmiechnął się nieśmiało.
-Renato. -Zwróciła się do niego matka. -To już wiem, skąd wziął się tu Remigio.
-Usłyszał, że wrócił Rafael i nie dałem rady zatrzymać go w pokoju. -Powiedział cicho
Renato, odwracając wzrok. Zaczął bawić się łańcuchem przyczepionym do spodni.
-Nic się nie stało. -Rafael wrócił wzrokiem do najmłodszego. -Dzięki za miłe powitanie,
ale idę do pokoju. -Odstawił brata na podłogę. Zabrał swoją butelkę i udał się w stronę drzwi.
Poklepał Renata po ramieniu.

***

Siedział na ławce w parku i przyglądał się biegającemu młodszemu bratu. Remigio wymachiwał
patykiem i straszył ptaki dziobiące w ziemi. Rafael od kilku dni był grzecznym i przykładnym
synem i bratem. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapalił jednego.
Przeszkadzał mu wiatr, więc postanowił zmienić miejsce. Wstał i podszedł do dużego drzewa.
Oparł się ramieniem o jego korę. Nagle poczuł, że coś wbija mu się w plecy.
-Banda. -Usłyszał zachrypnięty męski głos zza pleców. -Dawno się nie widzieliśmy.
Rafael nie musiał się odwracać, żeby dowiedzieć się, kto do niego mówił.
Manuel Alonzo.
-Jestem z dzieciakiem. -Syknął przez zęby Rafael. -Odłóż, chociaż klamkę. -Dodał czując
broń, która coraz mocniej wbijała się w jego plecy.
-Starszy braciszek, co? -Zaśmiał się, rechocząc Alonzo.
Rafael odwrócił się. Jego oczom ukazał się niższy o pół głowy mężczyzna. Ubrany w czarne
spodnie i rozpiętą elegancką marynarkę. Jego szpakowate włosy opadały na twarz, na której
malował się okropny, szeroki uśmiech.
-Czekam na kogoś. -Skłamał Rafael.
-Na nas? -Manuel wskazał brodą dwóch mężczyzn stojących po jego lewej stronie.
Rafael rozpoznał w nich mężczyznę z wczoraj. Miał rację, wokół jego brata kręcił się Alonzo.
-Czego chcesz? -Banda spojrzał na niego wściekle. Jego mięśnie mimowolnie się napięły.
-Spokojnie. -Zaśmiał się Alonzo.
Rafael przeklął po hiszpańsku.
-Nie będziemy tu rozmawiać. -Odpowiedział Manuel, chowając broń za kamizelkę. -Masz.
-Cisnął w chłopaka kartką z adresem. -Przyjdź tu, to porozmawiamy. Sam.
Rafael rozejrzał się, szukając wzrokiem brata.
-Chyba, że pójdziesz z nami teraz. -Alonzo uśmiechnął się nieszczerze.
Kątem oka Rafael zauważył zarys dobrze znanej mu sylwetki.
-Wybaczcie panowie, ale teraz nie mogę. -Odwrócił się szybko i pobiegł przed siebie.
Podszedł od tyłu do dziewczyny, chwycił ją mocno za ramię powyżej łokcia i odwrócił
twarzą w swoją stronę.
-Ja prowadzę. -Rzucił i uśmiechnął się szeroko.
-Co? -Zapytała zdziwiona blondyna, ale nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo Rafael ujął jej wargi
w swoje i pocałował namiętnie.
Chłopak objął ją w tali i przyciągnął bliżej siebie. Chciał, żeby wyglądali realistycznie.
Nie przerywając pocałunku spojrzał w stronę drzewa, pod którym stał chwilę wcześniej.
Alonza i jego towarzyszy już nie było. "Kochani" pomyślał. "Dali mi na chwilę
prywatności." 
Odsunął się od dziewczyny.
-Nieźle pogrywasz. – Niebieskooka prawie krzyczała.
Uniosła rękę, chciała spoliczkować Rafaela, ale ten uchylił się w porę.
Blond włosa odwróciła głowę i spojrzała w dół. Rafael powtórzył jej czyn.
Zobaczył Remigio stojącego tuż za nią i trzymającego kawałek materiału jej płaszcza w
rączce.
-Jesteś dziewczyną Rafaela? -Zapytał piskliwym głosem.
-Rafael? -Dziewczyna wróciła wzrokiem do czarnowłosego. Uniosła brew. -Grabisz sobie Rafael.
Remigio spoglądał to na nią, to na brata. Starszy nie wiedział, co odpowiedzieć, więc wpatrywał się
w blondynkę w ciszy.


***


2/18/2017

Rozdział VII

~Simon.



Sen przerwał mu dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarł pięścią oczy i skupił wzrok na
przyjaciółce stojącej naprzeciwko. Domyślił się, że dziewczyna niedawno wygramoliła się
z łóżka, bo miała poplątane włosy, a na jej twarzy brakowało makijażu.
-Cześć. -Przywitała się widząc wzrok przyjaciela. Związała włosy na czubku głowy w coś
na wzór koka. -Odbierzesz? -Wskazała brodą na telefon chłopaka.
Simon oderwał wzrok od jej długich, bladych nóg i złapał urządzenie. Spojrzał na ekran,
jego oczom ukazało się krótkie "Eva". Przesunął palcem odrzucając połączenie.
Nie wiele pamiętał z ostatniej nocy, jednak rozmowa z Miki zapadła mu w pamięci, utknęła
w głowie i nie zamierzała jej opuścić.
-Coś nie tak? -Miki podeszła bliżej, usiadła na brzegu łóżka, podciągając jedno kolano
pod brodę. Spojrzała na niego pytająco.
-Nie. -Potrząsnął energicznie głową w odpowiedzi. -Nic. -Uśmiechnął się lekko i wbił
palec w bok dziewczyny.
-Au! -Miki szybko odwdzięczyła się tym samym. Zaśmiała się cicho i szybko dodała - jak się
czujesz?
-Dobrze, chyba dobrze. Tak, czy inaczej przeżyję. -Odpowiedział i ziewnął zasłaniając
usta dłonią. -Ale więcej nie piję.-Zaśmiał się i spojrzał przepraszająco na przyjaciółkę.
-Zdecydowanie. -Odpowiedziała z udawaną poważną miną. -Będę musiała Cię pilnować.
-Nie mam nic przeciwko... mamusiu. -Zaśmiał się głośno Simon, ale szybko spoważniał widząc
minę przyjaciółki.
Miki patrzyła na niego z grymasem na twarzy, pokazując kawałek rzędu białych zębów.
-Co? -Zapytał i lekko się wyprostował.
-Właśnie nazwałeś mnie "mamusią". Nie chcę być Christine. -Wymamrotała. Widząc malujące
się przerażenie na twarzy przyjaciela głośno się roześmiała.
-Żartuję kretynie.
Simon uśmiechnął się lekko i klepną się w czoło. Odchylił głowę do tyłu i przeciągnął się
niczym kot, po długiej drzemce.
-Wstawaj. -Miki klepnęła go dosyć mocno w udo. -Załatwmy jakieś śniadanie. -Wstała z
łóżka, podeszła do szafy, z której wyciągnęła ciemne dżinsy i krótki, czerwony top z dużym
wycięciem w kształcie pół serca na biuście. Wyszła z pokoju. Nie zamknęła za sobą drzwi,
więc Simon widział jak udaje się w stronę łazienki. On również wstał z łóżka i złapał
koszulkę leżącą obok niego. Przełożył ją szybko przez głowę i stanął w drzwiach, oczy
zaczęły go boleć od jaskrawych kolorów ścian w pokoju dziewczyny. Fioletowy nie przeszkadzał
mu tak bardzo, ale kanarkowożółtego nie mógł znieść.
-Cześć. -Usłyszał dziewczęcy głos, który zdecydowanie nie należał do Miki.
-Hej. -Odpowiedział niemal automatycznie i spojrzał w stronę, z której dobiegał. -Maya.
-Dodał i uśmiechnął się delikatnie, opierając się plecami o ścianę na korytarzu.
-Co tu robisz? -Blondynka zaczęła bujać się na piętach, nie spuszczając wzroku z Simona.
-Sam chciałbym to wiedzieć. -Wymamrotał i pomasował czoło dłonią.
-Co? -Maya nie usłyszała jego odpowiedzi, więc wpatrywała się w niego pytająco, czekając,
aż ten powtórzy.
-Odczep się. -Usłyszeli głos Miki, która wyszła z łazienki. Zdążyła się ubrać, nałożyła
lekki makijaż i ułożyła włosy, tak, że ich przedziałek powędrował na prawą stronę.
Maya spojrzała na nią wrogo, Simon za to uśmiechał się nieświadomie, patrząc na przyjaciółkę.
-Nie mówię do Ciebie. -Syknęła młodsza i teatralnie machnęła ręką.
-Dziękujmy niebiosom. -Miki wywróciła oczami i podeszła bliżej przyjaciela, zasłaniając
swoim ciałem siostrę.
-Jeść! -Złapała go za nadgarstek i pociągnęła w stronę kuchni.
Simon spojrzał przez ramię na Mayę pozostawioną w tyle. Dziewczyna zniknęła właśnie
w drzwiach swojego pokoju, trzaskając nimi robiąc duży hałas.
Kuchnia była ulubionym miejscem Simona, w mieszkaniu jego przyjaciółki. Wyróżniała się
wśród pozostałych pomieszczeń. Utrzymana była w ciepłych odcieniach pomarańczy i żółci, reszta
pokoi cechowała się bielą i szarością, nie licząc pokoju Miki, który wyglądał
jakby ktoś wylał na ściany płynną tęczę.  Na dużej lodówce przyczepione były kartki
z rysunkami obu dziewczyn, które narysowały wiele lat temu, kilka karteczek z listami
zakupów, czy napisem "Nie zapomnij!". Simon uśmiechnął się instynktownie, widząc
rysunek przedstawiający dwoje dzieci trzymających się za rączki, ozdobiony dużą ilością
brokatu i naklejek z Pokemonami. Narysowali go z Miki ponad dziesięć lat temu, Simon
uznał, że to miłe z jej strony, że go zatrzymała. Dziewczyna puściła jego rękę, odwróciła
się gwałtownie i uśmiechnęła się szeroko. Simon zaśmiał się cicho, uważał, że wyglądała
uroczo. Zauważył, że wyciągnęła z górnej szafki dwa kubki, pierwszy - pomarańczowy bez wzorów
i drugi niebieski ozdobiony zielonymi trójkątami. Złapała oba w dłonie i schowała je
za plecami.
-Prawa, czy lewa? -Zapytała tłumiąc śmiech i podeszła bliżej przyjaciela, kołysząc się
na piętach.
Simon pomyślał, że dziewczyna potrafi być czasem bardzo dziecinna.
-Lewa. -Powiedział pewny siebie i uśmiechnął się szeroko. -Zobaczysz, to ten niebieski.
Miki wyciągnęła lewą rękę do przodu. Trzymała w niej pomarańczowy kubek.
-Skucha. -Zaśmiała się i wcisnęła naczynie w ręce Simona.
Podeszła do ekspresu i zaczęła parzyć kawę. Chłopak oparł się tyłkiem o jedną z szafek
kuchennych. Przyglądał się przyjaciółce z uśmiechem na twarzy.
-Kawa jest, czas na jedzenie. -Rzuciła dziewczyna, nalewając płyn do kubków.
-Zrobię jajecznice. -Zaproponował Simon i uniósł głowę, dumny ze swojego pomysłu.
-Nie! -Krzyknęła Miki i złapała go za rękę poniżej łokcia.
-Co? -Simon spojrzał na nią, oburzony jej reakcją.
-Simon, przypominam Ci, że potrafisz przypalić wodę! Nie mam mowy, żebym pozwoliła Ci
zepsuć moje śniadanie. -Odpowiedziała z karcącym wzrokiem.
-Dobra. -Mruknął Simon. -Ty coś zrób.
Usiadł na jednym z krzeseł przy stole, lekko obrażony, z powodu uwagi przyjaciółki.
W pomieszczeniu unosił się zapach kawy i smażonych jajek.


***

-Maya? -Simon podskoczył na krześle słysząc krzyk dobiegający z przedpokoju.
Tego zmęczonego, zachrypniętego głosu nie dało się nie rozpoznać. To musiał być Johny.
Mężczyzna wszedł do kuchni.
-Mikito? -Pan Morris spojrzał na córkę widocznie zdziwiony.
-Nie, duch. -Odpowiedziała Miki, nie patrząc w stronę ojca.
-Myślałem, że nie będzie Cię o tej godzinie w domu. -Jego głos był spokojny, lekko
zachrypnięty.
-To źle myślałeś. -Miki spojrzała na mężczyznę, ale szybko odwróciła wzrok.
-Drzwi były otwarte, ale byłem pewien, że to, dlatego, że jest tu Maya. -Dokończył
Johny ignorując uwagę córki.
Simon kiwnął głową na powitanie, kiedy mężczyzna na niego spojrzał.
-Cześć Simon. -Ojciec Miki uśmiechnął się do niego delikatnie i poprawił okulary, które
ześlizgnęły się na czubek jego nosa. Światło lampy oblewało jego twarz, podkreślając
kilka zmarszczek na czole, oraz rozczochrane niegdyś blond,  teraz lekko posiwiałe włosy. Simon nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale przypuszczał, że mężczyzna jest atrakcyjny dla kobiet. Krótko mówiąc był przystojny. -Idę do pokoju. Prześpię się około dwie godziny. Jeśli masz w planach gdzieś wyjść, nie zapomnij wziąć kluczy. -Pan Morris ziewnął i wyszedł z pomieszczenia.
Simon spojrzał na przyjaciółkę, która na chwilę ucichła. Szybko złapała spojrzenie chłopaka i uśmiechnęła się lekko.
-Mam coś na twarzy? Pomiędzy zębami? - Przysunęła się bliżej z kpiącym wyrazem twarzy.
-Nie. -Zaśmiał się Simon.
-To tak na mnie nie patrz. -Wtórowała mu dziewczyna. -Chodź, zmieniamy miejscówkę.
Udali się w stronę pokoju dziewczyny. Simon zamknął za nimi drzwi, po czym usiadł na wiklinowym, białym krześle stojącym przy łóżku dziewczyny.
-Możesz zaczynać. -Miki rozsiadła się na łóżku i wpatrywała się w przyjaciela.
-Co? -Simon uniósł brwi. -Zacząć, co? -Przeciągał samogłoski.
-Wyjaśnić sytuację z wczoraj. Czemu się upiłeś i o co chodzi z tą dziewczyną.
-Evą? Nie rozumiem. -Simon skrzyżował ręce na piersi. Przypominał sobie rozmowę z wczoraj.
"Od kiedy?" Słowa przyjaciółki odbiły się echem w jego głowie.
-Eva chyba źle coś zrozumiała. Tak sądzę - westchnął Simon, wpatrując się w ścianę.
-"Tak sądzisz"? -Miki mówiła powoli, spokojnym tonem.
-Miki... -Simon postawił łokcie na kolanach i schował twarz w dłoniach.
-Co? -Dziewczyna odpowiedziała oschle. Chłopak nie mógł zobaczyć jej twarzy, ale wiedział,
że jest zła.
-Nie wiem, czemu powiedziała to, co powiedziała. Może zrobiłem coś wczoraj, przez co tak
to odebrała. Na prawdę nie wiem. Nie pamiętam. -Uniósł lekko głowę, żeby złapać spojrzenie
dziewczyny. Nie udało mu się to, bo Miki wpatrywała się w swoje paznokcie u rąk. Podrapał
się po głowie i westchnął głośno. -Powiedz coś.
-Co mam powiedzieć? -Miki oderwała wzrok od paznokci. -Że jestem zła, bo nic mi nie mówisz?
-Mówię Ci wszystko. -Simon wyprostował się i przesunął na krawędź krzesła.
-Wszystko? Jakoś zapomniałeś wspomnieć, że się z kimś umawiasz! -Miki krzyknęła, po czym
zapadła chwilowa cisza.
-Nie winę Cię za to. Cieszę się, że jest ktoś, kogo lubisz, ale mógłbyś mi o tym chociażby
wspomnieć między wersami. -Westchnęła cicho i pomasowała dłonią kark.
-Przepraszam. -Wymamrotał cicho chłopak.
-Nie przepraszaj mnie. -Rzucała Miki i wstała z łóżka.
Simon poszedł w jej ślady.
-Przepraszam, że przepraszam. -Simon uśmiechnął się ciepło. Miał nadzieję, że dziewczyna
odwzajemni uśmiech.
Na jego szczęście tak się stało.
-Głupek. -Dziewczyna uderzyła pięścią w jego pierś. -Od kiedy... jesteście razem?
-Nie wiem. Chyba od wczoraj... wiesz po pewnym incydencie. -Mruknął Simon. Wspomnienia
z wczoraj zaczęły do niego wracać. On i Eva...
-Jednak pamiętasz. -Wzrok Miki przeszywał go na wylot.
-Chciałbym, żeby nie było, co pamiętać. -Simon zacisnął usta w wąską linię.
-Nie przesadzaj. Zachowujesz się jak panienka. - Miki machnęła dłonią. -Dlaczego piłeś?
Simon nie odpowiedział. Odwrócił wzrok od przyjaciółki, nie mógł jej przecież powiedzieć,
że to przez złość i zazdrość. Właściwie sam nie wiedział, dlaczego tak zareagował.
-Przez kłótnie? -Miki stanęła na palcach, żeby złapać jego wzrok.
-Nie. -Mruknął chłopak pod nosem.
-Jasne. -Ton Miki, nie wyrażał żadnych emocji. Odsunęła się od niego i podeszła do drzwi.
-Idziemy?
-Gdzie? -Simon spojrzał na nią zdziwiony. Złapał bluzę leżącą na krześle przy biurku
i podszedł bliżej przyjaciółki. Położył ręce na swoich biodrach i zgarbił się lekko.
-Nie wiem, wymyślimy po drodze. -Zaśmiała się Miki i wyszła z pokoju.
Simon wiedział, że był to sposób na przerwanie tematu. Był jej za to wdzięczny.
Wyszedł za nią. Miki założyła skórzaną kurtkę, założyła buty na wysokich koturnach i
zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Simon domyślił się, że szuka kluczy. Odnalazł
je wzrokiem, zakładając buty.
-Tu są. -Wskazał ręką szafkę stojącą przy wejściu do kuchni.
-Dzięki. -Miki złapała je w rękę i wcisnęła o kieszeni. Złapała przyjaciela za nadgarstek
i pociągnęła za sobą na zewnątrz.
Simon uśmiechnął się nieświadomie i dogonił przyjaciółkę. Zrównał jej kroku i ujął jej
dłoń w swoją. Miki odwzajemniła jego uśmiech, uwolniła dłoń z uścisku i uwiesiła się
na jego ramieniu.


***

Spojrzał na ekran telefonu, żeby sprawdzić godzinę. Szesnasta piętnaście. Zrobił to tylko
po to, aby ukryć rumieńce i zażenowanie malujące się na jego twarzy. Kiedy szli wzdłuż
ulicy, zapytał przyjaciółkę, co działo się pomiędzy ich rozmową a tym, kiedy obudził się
w jej pokoju. Dziewczyna twierdziła, że spędził pół nocy w łazience wymiotując, po czym
zdjął koszulkę i przywłaszczył sobie jej łóżko. Chciał zapaść się pod ziemię. Gdyby tylko
w tym momencie mógłby spaść na ziemię meteoryt i uderzyć prosto w niego.
-Wchodzimy? -Miki szturchnęła Simona w ramię i wskazała knajpkę na przeciwko.
-Okej. -Chłopak kiwnął głową potwierdzająco i uśmiechnął się delikatnie.
Weszli do środka. Czerwone kolory, granatowe dodatki i duża ilość roślin. Simon miał
wrażenie, że zna to miejsce. Nie tylko miejsce. Kątem oka dostrzegł kobietę ubraną w
fartuszek kelnerki. Znał ją, ale skąd? Tego nie mógł sobie przypomnieć.
"Tere" zaszumiało mu w głowie. "Byłem tu wczoraj" pomyślał. Poczuł szarpnięcie, Miki
ciągnęła go za nadgarstek w stronę jednego z wolnych boksów.
Usiedli naprzeciw siebie.
-Masz minę, jakbyś zobaczył ducha. Coś nie tak? -Miki wpatrywała się w niego pytająco,
poprawiając włosy.
-Byłem tu wczoraj. -Wymamrotał.
-Co tu robiłeś? -Miki spojrzała na niego widocznie zdziwiona.
-Chyba tutaj się upiłem. -Simon podrapał się po głowie.
-Serio? -Dziewczyna roześmiała się głośno, przez co zwróciła na siebie uwagę innych ludzi.
-Serio. -Simon czuł, że jego policzki płoną.
-Coś dla was? -Usłyszeli ciepły kobiecy głos.
Simon uniósł wzrok, tak jak przypuszczał, to była Tere. Dziewczyna widocznie go rozpoznała,
bo uśmiechnęła się szeroko. Spojrzała na Miki i wróciła wzrokiem do chłopaka.
-Potrzebuję więcej kofeiny. -Powiedziała Mikito i oparła łokcie o stolik. -Dużą kawę.
-Okej, więc duża kawa. Dla Ciebie przystojniaku? -Tere mrugnęła znacząco.
-Jeszcze większa kawa. -Zaśmiał się Simon.
-Więc będzie kawa i większa kawa. Nie jesteście zbyt wymagający. -Tere zaśmiała się i
wyrwała zapisaną kartkę z notesu, który trzymała w dłoni.
-Tylko kawa. -Simon spojrzał na nią z wyrzutem.
Tere zasłoniła dłonią usta, żeby zakryć szeroki uśmiech i udała się w stronę kuchni.
-O, co chodzi? -Miki przyglądała się przyjacielowi i uśmiechem na twarzy.
-Nie pytaj. -Simon puknął czubkiem palca w czoło dziewczyny.
Miki zmarszczyła nos. Widocznie chciała wyglądać groźnie, ale według Simona, była po prostu
urocza.
Rozmawiali chwilę, Miki opowiadała o imprezie, na której była w zeszłym tygodniu, Simon
odwdzięczył się historią jednego bohatera z, mangi, którą ostatnio kupił.
Rozmowę przerwała im Tere, która przyniosła ich zamówienie. Postawiła przed nimi dwa
duże kubki z kawą i dwa ciastka owsiane.
-Czyżby kolejna rzecz, na Twój koszt? -Simon spojrzał na nią z grymasem na twarzy.
Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło, nie odpowiedziała, odwróciła się na pięcie i odeszła
od ich stolika.
-O to też mam nie pytać? -Zaśmiała się Miki i złapała swój kubek z kawą.
-Proszę. -Westchnął Simon, wziął kubek i zdmuchnął mleczną piankę.
Wypili kawę i wrócili do rozmowy. Simon opowiadał o mandze z takim entuzjazmem, że jego
brązowe oczy sprawiały wrażenie jaśniejszych.
-Nigdy nie zrozumiem Naruto. -Stwierdziła Miki, kiedy ten skończył mówić.
Simon westchnął zrezygnowany. Przypomniało mu się, jak uczył przyjaciółkę, w jaki sposób
czyta się mangi, siedzieli wtedy na jego łóżku, jedli słodycze i oglądali kreskówki.
-Hej, nie odpływaj. -Miki machnęła ręką przed twarzą przyjaciela.
Speszony Simon klepnął się dłonią w policzek. -Wybacz.
-Więc... -Kontynuowała Miki. -Kim jest ten cały Naruto?
-Nic nie rozumiesz. -Simon oparł czoło o stolik.
-Przecież mówię, że nie rozumiem - w tonie głosu dziewczyny można było wyczuć oburzenie.
Simon podniósł głowę i zaśmiał się widząc wyraz twarz młodszej.
-Nie śmiej się. -Miki kopnęła go w kolano.
-Nie śmieję się. -Simon zakrył dłonią usta. Nie wytrzymał jednak długo, bo po chwili zaśmiał
się jeszcze głośniej.
Ponownie zwrócili na siebie uwagę innych i Tere, która zerkała na nich, co jakiś czas i
uśmiechała się pod nosem.
Ich oczom ukazała się postać wysokiego chłopaka, który właśnie wszedł do knajpki.
Szedł wolno, ale pewnym siebie krokiem. Spojrzał w ich stronę, zatrzymał wzrok na Miki
i uśmiechnął się szyderczo. Simona obdarzył wrogim spojrzeniem i podszedł do lady.
Zajął się rozmowa z Tere, więc Simon oderwał od niego wzrok i spojrzał na przyjaciółkę.
Dziewczyna sprawiała wrażenie przestraszonej, szybko jednak się uśmiechnęła, widząc
że przyjaciel się w nią wpatruje.
-Znowu się patrzysz. -Zwróciła mu uwagę.
Simon wymusił uśmiech. Atmosfera zrobiła się dziwna, więc próbował sobie przypomnieć
skąd zna czarnowłosego. "No tak, to ten z parku." Pomyślał, tylko, dlaczego Miki tak na
niego zareagowała? Chciał zapytać, ale nie mógł wydobyć z siebie ani jednego słowa.
-Wychodzimy? -Zapytał po chwili.
-Jeśli chcesz. -Odpowiedziała Miki, szybko wstała i udała się w stronę drzwi wyjściowych.
Simon położył na stoliku pieniądze za kawę, dając drobny napiwek. Ruszył za przyjaciółką.
Zauważył, że czarnowłosy chłopak się jej przyglądał. Pogłaskał delikatnie przyjaciółkę po
plecach, po czym zniknęli za drzwiami.

***

-To gdzie teraz? -Zapytał, kiedy przyjaciółka się zatrzymała. Pochylił się, żeby złapać
wzrok Miki.
-Na koniec świata i jeszcze dalej. -Zaśmiała się i poklepała go po policzku. Schowała
ręce do kieszeni i ruszyła przed siebie.
Simon czuł, że się rumieni, przetarł dłonią twarz i pobiegł za przyjaciółką, próbując
zrównać jej kroku.
Zatracili się w rozmowie. Kiedy mijali bramę wejściową do parku, Simon poczuł, że ktoś
łapie go za ramię.
-Co? -Wymamrotał i odwrócił się szybko, Miki zrobiła to samo.
Przed oczami wyrosła mu znajoma postać.
-Cześć. -Przywitała się Eva, zarzuciła mu ręce na ramiona i wpiła w jego usta.
Simon otworzył szerzej oczy, zaskoczony jej inicjatywą. Przypominał sobie, co mówiła
Miki, na temat wydarzeń z wczoraj. On i Eva podobno zostali parą.
-Hej. -Odpowiedział i uśmiechnął się lekko. Poczuł na sobie wzrok przyjaciółki.
-Cześć Miki. -Eva specjalnie nałożyła duży nacisk na imię dziewczyny.
Miki nie odpowiedziała, uśmiechnęła się tylko.
-Gdzie idziecie. -Zapytała krótkowłosa i zdjęła ręce z ramion chłopaka.
-Nigdzie. Błądzimy po okolicy. -Mruknęła Miki.
-To nie będziesz miała nic, przeciwko, jeśli ukradnę Ci tego przystojniaka. -Eva uśmiechnęła
się szeroko i złapała Simona za dłoń, lekko przeciągając go bliżej siebie.
-Mamy plany. -Rzuciła Miki.
-Wasze plany, to dalsze błądzenie? Daj spokój.
Simon stwierdził, że jeśli wzrok mógłby zabijać, Eva już dawno leżałaby przed nim sztywno.
Miki wróciła wzrokiem do przyjaciela. -Simon?
-To chyba nie będzie żaden problem, jeśli tutaj się rozdzielimy. -Uśmiechnął się przepraszająco
do Miki.
-Super. -Eva klasnęła w dłonie.
-Co? -Wymamrotała cicho Miki i spojrzała pytająco na Simona.
-I tak nie robiliśmy nic ciekawego. Spotkamy się jutro. -Odpowiedział i wrócił wzrokiem do
Evy. Sam nie wierzył w to, co mówił. Zawsze cieszył się z każdej sekundy spędzonej z przyjaciółką,
a teraz sam chciał ją opuścić?
-Jak chcesz. -Syknęła blondynka. -Jeśli tak stawiasz sprawy. Nie trudź się, nie musimy
się spotykać. Łaski bez. -Wrzasnęła, minęła zwinnie Evę i Simona i ruszyła przed siebie.
Simon nadal nie mógł uwierzyć, że kazał dziewczynie odejść.
-Nie idziesz za nią? Wyglądała na złą. -Eva spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.
-Nie. -Odpowiedział i uśmiechnął się do krótkowłosej.
Co on wyprawiał? Dlaczego za nią nie pobiegł? Eva zapała go za dłoń i splotła ich palce
razem.
-Kawa?
-Przed chwilą wypiłem. Z Miki.
-Okej, to, co proponujesz? -Eva uśmiechała się kokietując, przysunęła się bliżej.
Simon zjechał wzrokiem na usta dziewczyny.
-Później pomyślę. -Rzucił i pocałował ją namiętnie.
Zapomniał o przyjaciółce, o tym, że jeszcze chwilę temu karcił się za to, że za nią nie
pobiegł, o tym, że był przekonany, że sytuacja z Evą to jedno wielkie nieporozumienie i
o tym, że stoją na środku chodnika. Przyznał przed sobą, że ucieszył się na widok brunetki.
Nie wiedział też, dlaczego czuł się dobrze w jej obecności i dlaczego tak bardzo podobały
mu się jej pocałunki. Dlaczego dziewczyna miała taki wpływ na jego zachowanie?
Odsunęli się od siebie, dziewczyna złapała oddech. -Teraz masz już jakiś pomysł?
-Nawet kilka. -Uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi.
Eva zaśmiała się głośno i ponownie wpiła w jego usta.


***


2/13/2017

Rozdział VI

~Jackob.   
 


Wpatrywanie się w widok zza okna było o wiele bardziej ciekawe, niż słuchanie o genetyce
człowieka. Jackob nie znosił biologii, po co miał się uczyć o tych wszystkich komórkach?
Zwierzętach, lub roślinach? Nie widział w tym żadnego sensu. Na zewnątrz przynajmniej coś się
działo. Spacerujący ludzie, kilka kotów szukających najprawdopodobniej jedzenia w koszu na
śmieci, hałasujące samochody. Nie to, co w ciasnej sali lekcyjnej, przepełnionej ludźmi,
których nawet nie lubił, z dużą białą tablicą na jednej ze ścian i nauczycielem tłumaczącym
temat. Jackob oczywiście go nie słuchał. Mógłby teraz być w swoim pokoju, przeglądać memy,
lub grać na konsoli. Często się zastanawiał, czy edukacja jest mu w życiu potrzebna.
Spojrzał na zegar, wydawało mu się, że wskazówki nawet nie drgnęły przez ostatnie dziesięć
minut. "Dobijcie mnie" westchnął, postawił łokieć na ławce i oparł brodę o dłoń.
Siedział w ostatnim rzędzie pod oknem, więc miał idealny widok na całą klasę. Zauważył,
że nie tylko on nie uważa na lekcji - dwie dziewczyny przeglądały jakiś magazyn, kilka
osób rozmawiało, ktoś spał. "Żadna nowość" przeszło mu przez myśl. Wyciągnął dyskretnie
telefon i schował go pod ławką, chciał pograć, w jaką grę, zauważył jednak wiadomość.
"Od: Kai

Korki dzisiaj odwołane, ale nie załamuj się młody, jutro się spotkamy. Przedstawię Ci kogoś
Więc szykuj się. Jedziemy na wycieczkę! Nie zapomnij spakować NAJWAŻNIEJSZYCH rzeczy...
panienki czekają. :D"

Mieli się dzisiaj spotkać, bo Kai udzielał mu korepetycji z biologii, z której o dziwo
był dobry. Praktyki z anatomii nie poszły w las.
"Tego mi brakowało. Marzę o tym, żeby poznać tą, którą chce mi przedstawić" westchnął,
"bo przecież chce mi przedstawić dziewczynę prawda? Inaczej by do mnie nie napisał."
Usłyszał utęskniony dzwonek ogłaszający koniec lekcji, zabrał swoje rzeczy i wyszedł
na korytarz. Zauważył przyjaciela z równoległej klasy i podszedł bliżej.
-Siema. -Mruknął Jackob nie patrząc na chłopaka.
-O, siema. -Odpowiedział przyjaznym tonem. -Co masz teraz? -Pochylił się, żeby złapać
wzrok blondyna.
-Hiszpański. -Jęknął z niezadowolenia i spojrzał na czarnowłosego chłopaka.
-Słabo. -Zaśmiał się cicho.
-Spadaj. -Zawtórował mu Jackob.
-Matt! -Usłyszeli zza pleców, więc odwrócili się obaj. Ujrzeli trzech chłopaków zmierzających
w ich stronę. -O, siemka Jackob! -Dodał jeden z nich.
-Cześć. -Matt podał każdemu rękę, Jackob powtórzył jego czyn.
-Szykuje się impreza dziś wieczorem, idziecie? -Zapytał jeden z grupy.
-Taki mam zamiar - zaśmiał się Matt.
-No i super. -Ucieszył się pytający i poklepał chłopaka po ramieniu. -Jackob? Mam nadzieję,
że Ty też w końcu z nami pójdziesz. Teraz się nie wykręcisz. -Wszyscy spojrzeli w stronę
blondyna.
Zawsze im odmawiał. Impreza wiązała się dziewczynami, oraz rozmowami na ich temat. Wolał
ich unikać, nie umiał udawać, że go to interesuje. Nie ukrywał swojej orientacji, dlatego, że  bał się nie akceptacji, czy wyzwisk, po prostu uważał, że nie ma potrzeby ogłaszać tego
całemu światu. Ludzie heteroseksualni nie mają tego wypisane na czole i nie afiszują się
z tym, więc on też nie będzie. Co prawda, Matt o nim wiedział, mógł o tym wszystkim
powiedzieć, ale na szczęście tego nie zrobił. Był dobrym kumplem.
-Nie mogę. -Mruknął blondyn i podrapał się po głowie. -Mam rodzinne spotkanie, wiecie
z tego się nie wykręcę. -Dodał szybko chcąc uniknąć dodatkowego przesłuchania, podniósł
wzrok na towarzyszy, wzruszył ramionami i uśmiechnął się przepraszającą, mając nadzieję,
że ci nie wyczują jawnego kłamstwa.
-Chrzanisz! Sprzedaj jakąś ściemę starszym i chodź z nami. Weekend się zaczyna, trzeba coś
robić, zamiast siedzieć w domu. -Nalegał jeden z zebranych.
Jackob spojrzał prosząco na przyjaciela stojącego obok.
-Daj mu spokój, nie może to nie może. -Rzucił szybko Matt, po tym jak zauważył
dyskretną sugestię blondyna. -Sam nie dałbyś rady się wykręcić, wiesz jak jest z rodzinnymi
imprezami. -Zaśmiał się i uderzył Jackoba w ramię.
Zawsze ratował go z takich sytuacji i za to Jackob go uwielbiał.
-Chciałbym, ale nie mogę. -Dodał blondyn i posłał delikatny uśmiech Mattowi. -Muszę iść,
zaraz dzwonek, narka panowie. -Machną ręką, poprawiając torbę, którą miał przewieszoną
przez ramię, odwrócił się na pięcie - dzięki - szepnął do przyjaciela i ruszył w swoją
stronę.


***

Lekcje na szczęście szybko się skończyły, Jackob jednak zamiast do domu udał się w miejsce,
które odwiedzał przynajmniej dwa razy w tygodniu. Wyszedł ze szkoły i powędrował na stację
metra. Na jego nieszczęście nie jechał nim sam, rozpoznał wśród ludzi grupkę dziewczyn
z tej samej klasy. Stanął tuż przy drzwiach i założył kaptur na głowę, miał nadzieję, że
go nie zauważą. Nie udało mu się, od razu usłyszał głos jednej z nich.
-Jackob. -Przywitała się brunetka i szeroko się uśmiechając położyła mu rękę na ramieniu.
-Gdzie jedziesz? Przecież mieszkasz w drugą stronę. -Dodała druga, wpatrując się w
chłopaka pytającym wzrokiem.
-Skąd wiesz gdzie mieszkam? -Odpowiedział pytaniem na pytanie, ignorując pierwszą część
jej wypowiedzi. Zmarszczył czoło.
-Nie rób tak. -Zaśmiała się i stuknęła go czubkiem palca w czoło. -Jesteśmy w jednej klasie,
to raczej normalne, że wiem gdzie mieszkasz. Poza tym, widzę jak wracasz. -Dodała i
uśmiechnęła się szeroko.
Jackob nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko lekko, modląc się w duchu, aby te już
wysiadły. Nie odsunęły się od niego na metr i zaczęły rozmawiać, na nieinteresujące
go tematy. Przyłożył dłoń do twarzy i westchnął cicho. Chciał jak najszybciej znaleźć
się na zewnątrz.
-Nasza stacja. -Rzuciła jedna z dziewczyn. Spojrzała na Jackoba.
-Ach tak? -Udał zaskoczenie. Dziękował w duchu, że jego pragnienia zostały wysłuchane.
-To pa. -Pomachała na pożegnanie inna.
Jackob odmachał i odetchnął z ulgą, kiedy ich już nie było. Nie był aspołeczny, po prostu
ludzie go męczyli. To nic nie znaczy, prawda? Kilka minut później przyszedł czas, aby
i on wysiadł. Poprawił torbę, przeczesał włosy palcami i wyszedł szybkim krokiem.
Minął zwinnie wszystkich obecnych na peronie i udał się schodami na górę. Przeszedł
kawałek, po czym skręcił w wąską uliczkę. Zatrzymał się przy barze z ogromnym, neonowym
napisem "Men Only". Wślizgnął się do środka i zmierzył w stronę baru, nie przyszedł
tu dla rozrywki, chciał się z kimś spotkać.
-Dzisiaj jesteś szybciej. -Usłyszał siadając na stołku, podniósł wzrok i uniósł kącik
ust widząc wysokiego bruneta.
Will pracował tu, jako barman, dorabiał sobie na studia. Był wysokim, przystojnym,
dwudziestoletnim brunetem, niezbyt chudym, ale jednak wiotkim, o lekko skośnych,
kasztanowych oczach.
-Cześć. -Przywitał się blondyn, postawił łokcie na blacie i oparł brodę o nadgarstki.
Will uśmiechnął się szeroko i uniósł znacząco obie brwi. Postawił przed nim szklankę
z colą. Nigdy nie podawał mu alkoholu, po pierwsze Jackob był nieletni, po drugie
mógł go wpuszczać do baru pod warunkiem, że będzie go pilnować.
Siedzieli chwilę w ciszy, Jackob zajął się swoim napojem, Will obsługiwał klientów.
Po chwili brunet spojrzał na młodszego i zaśmiał się cicho. Podszedł bliżej, oparł się
o blat i pochylił sie nad nim, tak, aby ich twarze znalazły się na tej samej linii.
-Stało się coś? -Uniósł obie brwi, wpatrując się w chłopaka czekając na odpowiedź.
-Dlaczego? -Jackob spojrzał na niego nie wyrażając żadnych emocji.
Will nie odpowiedział.
-Kai ma zamiar wziąć mnie na jakąś imprezę. -Wymamrotał, wyciągnął telefon i pokazał
barmanowi wiadomość od przyjaciela.
-Jego dziewczyna? -Zapytał Will i zmarszczył brwi.
-Nie wiem. Pewnie tak. -Blondyn złapał jego wzrok.
-Masz zamiar tam iść? -Kontynuował serię pytań Will, patrząc na młodszego i delikatnie
się uśmiechając.
-Tak, dlaczego bym nie miał? Nie jestem jakąś panienką, żeby odstawić scenę zazdrości i
płakać w poduszkę. -Zmarszczył czoło, lekko zirytowany pytaniem barmana.
-Ale Ty, no wiesz... on. -Brunet podrapał się po głowie i machnął dłonią.
-Podoba mi się. To jakiś problem? -Syknął. -Przez to nie mogę z nim
nigdzie wychodzić?
-Podoba? Nie jesteś w nim przypadkiem zakochany? -Will spojrzał na niego zaskoczony.
-Wiesz, to już jest dobry powód dla tego, ze nie chcesz poznawać jego dziewczyny.
-Zakochany? Pogięło Cię? -Jackob podniósł głos i zabrał ręce z blatu.
To prawda - nie był w nim zakochany. Przecież był mężczyzną, no dobra Jackobowi podobali
się mężczyźni, ale nie wyobrażał sobie, że mógłby zakochać się w kimś tej samej płci.
Kai mu się podobał, nawet bardzo. Właściwie to dzięki niemu, zaczął być świadomy swojej
orientacji.
-Czasami Cię nie rozumiem. -Mruknął barman i uśmiechnął się ciepło.
-Zamknij się. -Wymamrotał Jackob i odwzajemnij uśmiech.
Will spojrzał na niego znacząco i kiwnął lekko głowa w prawo. Jackob zwrócił wzrok w tamtą
stronę, dorosły mężczyzna w garniturze mu się przyglądał. Blondyn otworzył szerzej oczy i
wrócił wzrokiem do Willa, skrzywił się i spojrzał na niego prosząco. Brunet pochylił się
nad nim i spojrzał na mężczyznę siedzącego, obok, który wciąż przyglądał się młodszemu
z góry do dołu.
-Pan wybaczy, ale ten tutaj należy do mnie, a ja nie lubię się dzielić. -Odezwał się
Will i pogłaskał Jackoba po policzku.
Mężczyzna speszył się, zabrał swojego drinka i odszedł do innego stolika.
-Dzięki. -Odetchnął z ulgą Jackob.
-Jesteś ładniutki, nic dziwnego, że wzbudzasz zainteresowanie. -Will mrugnął do niego
znacząco.
Jackob zalał się rumieńcem i odchrząknął, żeby to ukryć. -Nie jestem gejem. -Mruknął.
-Oczywiście. -Chłopak puścił mu oczko. -Ja też nie, pracuję tu, żeby podziwiać te wszystkie
panienki. -Zaśmiał się Will i wskazał brodą w stronę dwóch chłopaków bez koszulek.
Jackob spojrzał na niego lekko zdezorientowany. -No okej, może jestem, ale to nie powód,
żeby ci wszyscy faceci mnie podrywali. -Dodał i wymierzył palcem w Willa.
-Jak nie chcesz być podrywany, to idź do baru dla lesbijek. -Zaśmiał się starszy i poczochrał
Jackoba po głowie.
Chłopak odsunął jego rękę. -Bardzo śmieszne. -Znowu się zarumienił.
Siedzieli tak i rozmawiali przez około dwie godziny, po czym Jackob pożegnał się, zabrał
torbę i wyszedł z baru.
Schował ręce do kieszeni kurtki, którą miał na sobie i udał się w stronę metra. Miał
przed sobą długą drogę, w końcu bar i jego mieszkanie dzieliło kilka większych dzielnic.
Co nie przeszkadzało mu w tym, aby pokonywać ją kilka razy w tygodniu. Sam nie wiedział
dlaczego. Will mu się podobał? Chyba tak, był przystojny i dobrze się z nim rozmawiało.
Poznali się w innym barze dla gejów, Will go podrywał i nie odstraszała go niedostępność
młodszego. Jackob się upił, więc ten zabrał go do siebie. Między nimi do niczego nie doszło,
Will tłumaczył się tym, że nie lubi wykorzystywać ani pijanych, ani młodszych. Kilka
dni później wpadli na siebie na ulicy i rozmawiali przez pół dnia siedząc na ławce w parku.
Will opowiedział mu o sobie, studiach, pracy i o swoim byłym już chłopaku. Jackob odwdzięczył
się tym samym, opowiadając mu krótko o sobie. Dzieliły ich cztery lata różnicy wieku,
ale mimo to dobrze się dogadywali, może to, dlatego, że Jackob był zbyt dojrzały jak na
swój szesnastoletni wiek, lub to Will nie zachowywał się, jak na studenta przystało.
Brunet dał mu wizytówkę baru,w którym pracował i zachęcił młodszego, aby ten wpadł tam od
czasu do czasu. Blondyn przystał na propozycję i od tego czasu regularnie spotykał się z
chłopakiem, opowiadał mu, co w szkole, kolegów. Powiedział o swoim przyjacielu z
dzieciństwa, Kaiu, w zamian wysłuchiwał o studniach starszego, czy jego partnerach, którzy
zmieniali się, co jakiś czas. Odwiedziny w barze, po szkole stały się jego małym rytuałem.
Nigdy nie przyszło mu na myśl, aby spróbować poznać kogoś w owym barze, wręcz przeciwnie
- za każdym razem, kiedy ktoś okazywał nim zainteresowanie, Will ratował go udając jego
chłopaka.

***

Wysiadł z metra i udał się w kierunku swojego mieszkania. Minął ulice zapełnioną sklepami,
przeszedł przez przejście dla pieszych i zatrzymał się przed kilkupiętrowym budynkiem.
Wyjął ręce z kieszeni, zdjął kaptur i wpisał kod otwierający drzwi. Wszedł do środka,
poczekał na windę i udał się na czwarte piętro. Wyjął kluczę z torby i zniknął za drzwiami
wejściowymi mieszkania. Zdjął buty i wszedł do kuchni. Podszedł do lodówki i zerwał
karteczkę do niej przyczepioną. "Miałam wezwanie na nocny dyżur. Będę późno, na stole masz
pieniądze, zamów sobie coś do jedzenia. Mama" zauważył przy podpisie narysowane, małe serce
więc uśmiechnął się sam do siebie. Podarł kartkę i wyrzucił ją do kosza na śmieci, stojącego
obok. Wyjął z lodówki butelkę wody, zabrał pieniądze leżące na stole w jadalni i powędrował
w kierunku swojego pokoju. Rzucił torbę razem z kurtką na łóżko i rozsiadł się na fotelu
stojącego pod oknem. Wyciągnął z kieszeni telefon, czując wibrację. Wiadomość.
"Od: Głupi barman

Cześć królewiczu. Pewnie nie wiesz, więc Ci powiem - zostawiłeś w barze identyfikator
szkolny. Odbierzesz go następnym razem, czy Ci go przywieźć? Przy okazji, chciałem
podziękować za ogromny napiwek, KTÓREGO NIE ZOSTAWIŁEŚ."

"Kretyn" pomyślał Jackob i zaśmiał się cicho. Zaczął odpisywać.

"Do: Głupi barman.

Nie potrzebuję go teraz. Podjadę po niego, pod koniec weekendu."

Wysłał wiadomość i schował telefon. Wstał, wyjrzał za okno, właściwie bez powodu.
Odgarnął głosy z twarzy i rzucił się na łóżko. Usłyszał wibracje, chwycił telefon i
odczytał wiadomość.

"Od: Głupi barman

Jak sobie życzysz, a już miałem nadzieję, że za mną tęsknisz i zechcesz mnie zobaczyć."

Jackob zaśmiał się głośno. Korzystając z okazji, że trzymał w ręce telefon, zamówił pizzę.
Chwycił laptopa i zajął się oglądaniem jakiś głupich filmików. Zauważył wiadomość
na portalu społecznościowym. Westchnął głośno widząc, od kogo, poprawił włosy, przewrócił
się na brzuch i podłożył sobie poduszkę pod brodę. Napisała do niego dziewczyna z
równoległej klasy.

"Będziesz na imprezie? Kilka dziewczyn mnie o to pytało, więc postanowiłam napisać.
Liczę na to, że będziesz! :D"

Jackob szybko odpisał. "Nie mogę, sorry". Nic więcej, bo nie miał zamiaru się tłumaczyć. Chciał przesiedzieć dzisiejszy dzień w domu, a jutro spotkać się z Kaiem.
Schował twarz w poduszkę i czekał na dostawcę z jedzeniem.


***




2/08/2017

Rozdział V

 ~Mikito.
 

Walenie w drzwi. To słyszała od ponad dwudziestu minut. Jeżeli ktoś zaraz nie przestanie,
Miki oszaleje. Leżała na łóżku z twarzą schowaną w poduszce. Ten hałas ją dobijał.
Odwróciła się, tak, że leżała teraz na plecach. Wpatrywała się w jedną z fioletowych ścian.
Zaczęła liczyć do dziesięciu, żeby się trochę uspokoić. Nie pomagało. Doliczyła do trzydziestu.
Wstała gwałtownie i podeszła do drewnianych drzwi. Otworzyła je szeroko, szarpiąc za klamkę
z taką siłą, że musiała zatrzymać się na chwilę, żeby sprawdzić czy jej nie wyrwała.
Jej oczom ukazała się Maya. Dziewczyna wpatrywała się w nią wrogo, ściskając w dłoniach
czarną sukienkę.
-Masz. -Rzuciła ubraniem w Miki. -I otwieraj następnym razem! -Wrzasnęła, odwróciła się
na pięcie i poszła w stronę swojego pokoju. Miki podniosła obie ręce w poddańczym geście.
-To tyle? -Powiedziała starsza, kiedy Maya zniknęła już z pola widzenia. Była widocznie
zdezorientowana. Młodsza dobijała się do niej przez ponad dwadzieścia minut, tylko po to
żeby oddać jej sukienkę? Nie mogła położyć jej pod drzwiami? Coś było nie tak.
Miki nie miała jednak zamiaru martwić się o Mayę i jej problemy. Nie była jej nianią.
Wywróciła oczami i zamknęła drzwi. Spojrzała na odzyskaną przed chwilą sukienkę. Pognieciona
i niepachnąca zbyt ładnie. Nie obchodziło jej, gdzie była w niej siostra, ale zirytowało
ją to, że nie dbała należycie o nie swoje ubrania. "Kiedyś się odpłacę" westchnęła i
podeszła do włączonego laptopa. Zabrała go ze sobą wracając na łóżko. Wyszukała jedną z
ulubionych piosenek, ustawiając dźwięk tak głośno, jak było to możliwe i położyła się
na plecach. Sufit przyciągnął jej uwagę. Nudziła się, to trzeba przyznać. Zamknęła oczy
i wsłuchała się w piosenkę, zaczęła uspokajać oddech.
-Mikito, ścisz to! -Usłyszała krzyk ojca, oczywiście całkowicie go ignorując. Zasnęła.
Obudziły ją lekkie wibracje, jęknęła z niezadowoleniem i sięgnęła po telefon. Spojrzała na
ekran a jej oczom ukazała się wiadomość:
"Od: Simon.

111! Pomocy!"
Tajny szyfr. W dzieciństwie wymyślili ich kilka na wypadek potrzebnej, natychmiastowej
pomocy. Były tam między innymi: "234" - co oznaczało kłótnię z rodzicami i potrzeba pocieszenia,
"888" - problemy w nauce, lub potrzebna pomoc przy pracy domowej, "906" - "Nagła potrzeba
SŁODYCZY!", czy wspomniane "trzy jedynki". "Czyżby przesłuchanie?" Zaśmiała się cicho i szybko
ruszyła na pomoc. Kiedy chłopak odebrał roześmiała się głośno.
-Pomogłam?
-Pomogłaś. - Odpowiedział Simon. Miki niemalże widziała jak ten się uśmiecha.
-To jak już Cię wyrwałam z przesłuchania, to masz szansę mi to wynagrodzić. Za piętnaście
minut w parku. - Zaczęła szybko. Nudziła się, a spotkania z przyjacielem zawsze poprawiały
jej humor. - Nie będę czekać! Ruchy! - Dodała na wypadek, gdyby ten miał się zacząć wykręcać.
-Okej, okej. Nie spóźnię się. - Usłyszała śmiech chłopaka, co sprawiło, że też zaczęła się
uśmiechać. Nic nie odpowiedziała, więc Simon zakończył połączenie. "No to w drogę" pomyślała
nadal się uśmiechając. Wstała z łóżka, ubrała wysokie botki na słupku, schowała telefon do
kieszeni, wyłączyła nocną lampkę stojącą na małym, szklanym stoliku przy łóżku i wyszła
z pokoju. Przemknęła niezauważona długim korytarzem i zniknęła za drzwiami wyjściowymi.
Znalazła się na chodniku, pośpiesznym krokiem ruszyła w stronę parku. Minęła kilka
osiedlowych sklepów, mały bar i klinikę weterynaryjną, nie zatrzymując się spojrzała przez
okno, przeszło jej przez myśl, że chciałaby mieć zwierzątko. Szybko jednak zrezygnowała
z tego niedoszłego pomysłu. Skoro nie umiała zająć się sama sobą i potrzebowała do tego
Simona, to nie podoła zadaniu opiekowania się małym stworzonkiem. Poprawiła kosmyk włosów,
który właśnie zasłonił jej pole widzenia i skręciła w małą uliczkę, służącą za skrót.
Dotarła do parku. Simona jeszcze nie było, wyciągnęła telefon, żeby sprawdzić godzinę.
"No dobra, ma jeszcze sześć minut. Trochę mu odpuszczę" zaśmiała się w duchu. Oparła się
o jedną z drewnianych ławek, skrzyżowała ręce na piersi i wpatrywała się w ogromną bramę,
oddzielającą park od reszty miasta. Zauważyła, że ktoś zmierzał w jej kierunku. Na pewno
nie był to Simon, więc kto? Nieznajomy podszedł bliżej. Miki kojarzyła jego twarz, ale skąd?
Tego nie wiedziała. Czyżby któryś z kochanków na jedną noc? Ktoś ze szkoły? Nie, na pewno nie.
-Cześć. -Chłopak odezwał się, jako pierwszy. Miki uniosła wzrok, był od niej, co najmniej
o dwie głowy wyższy. Przyjrzała mu się: czarne, gęste włosy, opalony, mocno zarysowane,
męskie rysy twarzy. Zielone oczy o tajemniczym spojrzeniu. Domyśliła się, że jest od niej
starszy. Rozsiewał wokół siebie coś przypominającego groźna aurę. Dziewczyna lekko
zadrżała. Bała się go?
Wpatrywała się w niego pytającym wzrokiem, nie odpowiadając. Zielonooki przeczesał włosy
palcami. -Czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? -Uniósł kącik ust i przyjrzał się Miki
z góry do dołu.
Młodsza parsknęła, tłumiąc śmiech. -Jeśli to miał być tekst na podryw, to wybacz, ale nie
poleciałam. -Odwróciła wzrok, poważniejąc. -Nie, raczej się nie znamy.
-Nie zapytałem, czy się znamy, tylko czy się spotkaliśmy. -Odgryzł się.
Dziewczyna spojrzała w górę, aby złapać jego wzrok. -Nie. -Rzuciła, poprawiając kosmyk
włosów, który uparcie zawędrował na jej twarz.
-Na pewno? -Chłopak nie odpuszczał. Uśmiechnął się szeroko, pokazując rząd białych zębów,
widząc zirytowanie na twarzy jasnowłosej. 
-Chcesz coś konkretnego, czy po prostu lubisz denerwować ludzi? -Warknęła.
-Czy czegoś chcę? Hm, kto wie? -Droczył się z nią, wciąż pokazując zęby.
-To Ty dogadaj się sam ze sobą i daj znać jak do czegoś dojdziecie. -Odbiła piłeczkę.
-Dobra, chciałem być miły. -Podrapał się po głowie, uśmiech zszedł mu z twarzy. -Znasz Adama?
-Rzucił szybko, oschłym tonem.
-Kogo? -Odpowiedziała pytaniem na pytanie, wciąż patrząc chłopakowi prosto w oczy.
-Nie udawaj, że nie wiesz, o kogo chodzi. Blondyn? Tatuaż na ramieniu? -Spojrzał na nią,
jak patrzy się na małe dziecko, które nie rozumie nic z tego, co przed chwilą usłyszało.
-"V"?
-Nadal nie wiem, o kim mówisz. -Dziewczyna podniosła rękę w majestatycznym geście. -Ale
przypuśćmy, że znam. Co z tego? -Wsadziła ręce w kieszenie od spodni, oparła się tyłkiem
o bok ławki i skrzyżowała nogi.
-Dużo. -Warknął czarnowłosy w odpowiedzi. -Pomożesz mi.
Miki roześmiała się głośno. -Co?
-To co słyszałaś. Głucha jesteś, czy raczej głupia? -Na twarzy chłopaka malowała się ogromna
złość.
Jasnowłosa spojrzała na niego wrogo. -W czym miałabym Ci pomóc? -Prychnęła lekceważąco.
-Gdzie go znajdę? -Stanął prosto przed nią, pochylił się lekko, tak, że ich spojrzenia
znalazły się na tej samej linii.
-Skąd mam to wiedzieć? Wróżką nie jestem. -Miki wyprostowała się, przez co była przez
moment wyższa od chłopaka. Ten powtórzył jej czyn i również wrócił do normalniej postawy.
-Spotykasz się z nim i nie wiesz gdzie się kręci Twój chłoptaś? -Zagwizdał cicho i przeczesał
włosy.
-Nie bądź śmieszny. Nic mnie z nim nie łączy - podniosła głos. -Nie mam pojęcia, gdzie jest.
-Powiedziała odrobinę ciszej.
-Mam gdzieś, co Cię z kim łączy. Chcę wiedzieć gdzie jest Adam. - Spojrzał na nią z góry i
skrzyżował ręce na piersi.
Miki ominęła go zwinnie nie odpowiadając i zrobiła kilka kroków naprzód. Chłopak szybko
obrócił się na pięcie i złapał ją za ramię powyżej łokcia.
-Gdzie jest Adam? -Powtórzył spokojniej.
Stali teraz pod jednym z drzew. Miki oparła się o korę i spoglądała na towarzysza wrogo.
-Po, co go szukasz? -Postanowiła grać na zwłokę.
Chłopak uniósł obie brwi, widocznie zdziwiony.
-To akurat nie Twoja sprawa chica. - Zmarszczył czoło i przysunął się bliżej niebieskookiej.
-Ty nie powiesz mi, ja nie powiem Tobie. -Miki uśmiechnęła się szeroko.
-Spróbujmy inaczej. -Westchnął chłopak, splótł palce obu dłoni i przyłożył dwa palce
wskazujące do ust. Kontynuował po dłuższej chwili - nie negocjujemy. Powiesz mi gdzie
jest ktoś, kogo szukam, a ja dam Ci spokój. - Położył dłoń na korze drzewa, tuż przy
twarzy dziewczyny. -Mów głośno i wyraźnie. -Przysuwał się coraz bliżej, obdarzając
młodszą morderczym wzrokiem.
Miki zadrżała. Jedna dłonią złapała rękę, na wysokości podbrzusza. Chciała się odsunąć,
ale natrafiła na korę drzewa, więc nic jej to nie dało. Nie chciała pokazać, że wzrok
chłopaka na nią wpłynął, więc spojrzała mu prosto w oczy z determinacją.
-Co od niego chcesz? -Powtórzyła wcześniejsze pytanie.
Czarnowłosy odsunął się od niej, połączył ze sobą palce lewej i prawej ręki,
szeroko rozstawiając nadgarstki.
-Powiedzmy w skrócie, że nie dotrzymał obietnicy, a teraz nie odbiera telefonu. To poważna
sprawa, więc chce mu delikatnie uświadomić, że źle postąpił.
Miki kątem oka zauważyła Simona, który stał pod bramą wejściową i wpatrywał się w pustą
przestrzeń.
-Zrobisz mu coś. Na szczęście, nie mam pojęcia gdzie on jest, ani co robi. -Warknęła i
odsunęła się od towarzysza.
Nie odwracając się udała się w stronę przyjaciela. Zapomniała o tym, że była w parku, bo
na niego czekała. Przyłożyła dłoń do czoła i westchnęła głośno. Sprawa z Adamem, nie dawała
jej teraz spokoju, musiała z nim pogadać i dowiedzieć się, czego chciał od niego Hiszpan
i co ona miała z tym wspólnego.
-Cześć. -Przywitała się z przyjacielem i nie czekając na odpowiedź mówiła dalej. -Słuchaj,
Simon. Wiem, że to ja Cię tu ciągnęłam, ale muszę coś załatwić. Wynagrodzę Ci to.
-Stanęła na palcach, pocałowała chłopaka w policzek, spojrzała na niego przepraszająco.
Musiała iść, domyślała się, że chłopak, z którym przed chwilą rozmawiała nie miał przyjacielskich
zamiarów. Obawiała się nie o Adama, a o siebie i przyjaciela. Skoro chłopak wiedział
jak wygląda, mógł ją łatwo rozpoznać, a że jej przyjaciel był z nią prawie dwadzieścia
cztery godziny na dobę, on też mógłby stać się potencjalną ofiarą zastraszenia. Nie chciała
bawić się w jakieś chore gierki, pójdzie do blondyna i wszystko wyjaśni.
-Miki! -Usłyszała, kiedy odeszła w swoją stronę.
-Simon, na prawdę Ci to wynagrodzę, ale muszę iść. -Odwróciła się szybko. Porozmawia z Adamem
i zakończy konflikt z nieznanym chłopakiem, zanim się jeszcze zaczął.
-To ma związek z tym chłopakiem? Wystawiasz mnie, bo masz kolejną randkę? -Odpowiedział.
Miki spojrzała na niego zaskoczona. "Ma z nim związek, ale to nie randka!" Już miała
wykrzyczeć, ale ugryzła się w język.
-Nie! - Odpowiedziała po chwili, była coraz bardziej zirytowana.
-To, o co chodzi? Wytłumacz mi! -Nie odpuszczał brunet.
-Nie teraz! Muszę iść. -Nie miała czasu, zaczynać niepotrzebnej kłótni z Simonem.
-Jak zwykle. Jeśli nie chodzi o kolesia, ani o randkę, to, o co? Zawsze jest coś ważniejszego.
Ta Twoja ważna sprawa - Miki wyczuła sarkazm jego wypowiedzi -nie ucieknie! Co ze mną?
Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy tu szedłem! -Zasłonił dłonią usta. 
-O, czym Ty do cholery mówisz? Wyskakujesz ze sceną zazdrości? Nie rozumiesz, że mam coś
do załatwienia? Aż tak ciężko to pojąć? - Miki spojrzała na niego morderczym wzrokiem. Dawno
się nie kłócili. Nie chciała, żeby tak to się potoczyło, ale kłótnia z Simonem, była
teraz mało istotna.
-Nie mam czasu na jakieś pieprzone kłótnie. -Machnęła ręką zirytowana, odwróciła się na
pięcie i wyszła z parku. Nie odwróciła się, wiedziała, że jeśli to zrobi i zobaczy twarz
przyjaciela pełną bólu, wywołanego kłótnią, od razu zawróci i nic nie wyjdzie z jej planów.
Szła szybko, więc chwilę później była już pod klubem. Wbiegła po schodach i zniknęła w
środku.

***

Rozejrzała się dookoła. Mało ludzi, muzyka nie grała zbyt głośno. Znalazła go.
Adam siedział przy barze, miał na sobie koszulkę z krótkimi rękawami, więc rozpoznała go
po tatuażu.
-Cóż, za spotkanie. - Specjalnie użyła zwrotu, którym przywitał ją chłopak ostatnim razem.
Położyła mu dłoń na ramieniu. Adam odwrócił się z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Mam uwierzyć w przypadek? -Mrugnął znacząco i uniósł jedną brew.
-Powinieneś. -Odpowiedziała tonem bez emocji, zabrała rękę z jego ramienia i usiadła
obok. -Jest sprawa.
-Domyśliłem się, że nie przyszłaś, dlatego, bo się stęskniłaś -jęknął z niezadowoleniem.
-No, mów piękna. -Machną ręką, zachęcając dziewczynę do tego, aby ta zaczęła.
-Masz jakieś problemy. -Wykrztusiła cicho i odchrząknęła.
-Co? - Adam uniósł obie brwi i zmarszczył czoło - martwisz się o mnie? -Uśmiechnął się
jeszcze szerzej, pokazując przedni rząd zębów.
-Nie, nie o to chodzi. -Zaczęła. Oparła łokcie o bar i schowała twarz w dłoniach.
-Kim jest wysoki, czarnowłosy Hiszpan? -Wymamrotała i spojrzała chłopakowi prosto w oczy.
Blondyn wyprostował się, odłożył szklankę, którą cały czas trzymał w prawej dłoni i spojrzał
na dziewczynę obok.
-Zrobił Ci coś? -Zapytał delikatnym, przyciszonym tonem głosu. Przybliżył się do Miki, czekając
na odpowiedź.
-Nie! Zaczął na mnie wrzeszczeć chwilę temu. - Podniosła się. -A może? -Zawahała się.
Chłopak podrapał się po głowie, nabrał głośno powietrza i spojrzał przepraszająco na dziewczynę.
-Co ja mam wspólnego z waszymi sprzeczkami? Dopytywał, gdzie Cię znajdzie. -Dodała, bo
nie usłyszała odpowiedzi.
-Widział nas ostatnio, pewnie myśli, że się spotykamy. -Powiedział cicho. -Co oczywiście,
nie byłoby takie złe.
-Nie żartuj. -Miki uśmiechnęła się lekko.
-To nie jest zwykła sprzeczka. Zapomniałem o czymś ważnym, na czym bardzo mu zależało.
Na moje nieszczęście, Rafael myśli, że zrobiłem to specjalnie. -Westchnął głośno.
-Załatwię to, nic Ci nie zrobi. Chociaż nie wyglądasz na taką, która by się o to obawiała.
Musi chodzić o coś innego, ale nie będę dopytywał. - Oparł twarz o dłoń i patrzył jej
prosto w oczy. -A jeżeli, znowu będzie Ci sprawiał problemy to daj mu to. -Wziął jedna
z serwetek, długopis i zapisał jakiś adres. -Niech przyjdzie tu, tam mieszkam.
Miki przytaknęła i schowała prezent do kieszeni.
-Przepraszam - wymamrotał chłopak i uśmiechnął się smutno.
Dziewczyna szturchnęła go w ramie i zaśmiała się cicho. Wypiła drinka, pożegnała się
z Adamem i wyszła z klubu. "To chyba tyle." Pomyślała i zbiegła po schodach.


***

Wpadła na pomysł, że poszuka Simona. Szybko jednak z tego zrezygnowała, spędziła w klubie
ponad dwie godziny, więc chłopak na pewno wrócił już do domu. "Nawet gdybym go znalazła to
co?" przyłożyła dłoń do twarzy. Pokłócili się. Wprawdzie wiedziała, że Simon nie umie
się gniewać i na pewno rozumie to, dlaczego go opuściła. Zareagował tak emocjonalnie,
bo był zazdrosny. Wiedziała o tym, ale nie mogła nic na to poradzić. Przeprosi go, bo tak
wypada, lub z przyzwyczajenia. Schemat ich kłótni był zawsze taki sam: kłótnia, przepraszanie
się wzajemnie i świat znów był piękny. Przystanęła na chwilę. Rozejrzała się, była niedaleko
domu przyjaciela. "Co ja tu robię?" Zaśmiała się sama z siebie. Nogi same ją tu poniosły.
Nie zamierzała jednak iść dalej, to nic nie da. Napisze do niego później. W domu na pewno
była jego matka, za którą Miki niezbyt przepadała - z wzajemnością. Odwróciła się na pięcie
i krzesła kilka kroków w przód, a może w tył? W końcu się cofała. Nieważne. Postanowiła
wejść do  kawiarenki naprzeciwko. Herbata dobrze jej zrobi. Wyciągnęła telefon z
kieszeni i sprawdziła godzinę. Nie było późno, ale na zewnątrz zaczęło się ściemniać.
Zbliżała się jesień. "Simon nie będzie szczęśliwy" zaśmiała się cicho. Zniknęła w
drewnianych drzwiach. Uśmiechnęła się ciepło do kelnerki, która wskazała jej wolny stolik
przy oknie. Miki usiadła na różowym fotelu. Kawiarnia była dość sporych rozmiarów z
dużą ilością okien i luster. Ściany pomalowane na odcień kawy z mlekiem, a na nich
zawieszone ususzone kwiaty. Wystrój ładny, ale nie w typie jasnowłosej. Zamówiła
czarną herbatę, którą szybko otrzymała. Coś przykuło jej uwagę, do środka wszedł znajomy
chłopak. Miki uśmiechnęła się szeroko.
Jackob, ale nie sam. Blondynek zauważył dziewczynę i kiwnął głową na powitanie.
Chłopak, z którym tu przyszedł pochylił się lekko i wskazał na Miki. Jackob coś wymamrotał
i oboje podeszli do stolika dziewczyny.
-Cześć, pamiętasz mnie jeszcze? -Uśmiechnął się nieśmiało.
-Jackob. -Miki potwierdziła, że go pamięta. -Cześć. -Położyła dłonie na stoliku i uśmiechnęła
się ciepło. -A to, kto? -Spojrzała na jego towarzysza.
Przyznała się przed sobą - myślała, że Jackob przyszedł tu z Kaiem. Jednak, kiedy
podeszli bliżej, od razu zauważyła swój błąd.
-To... to Will. -Zalał się rumieńcem.
„Więc to tak." Miki uśmiechnęła się i uścisnęła dłoń Willa, którą ten wyciągnął.
Umiała łatwo przejrzeć Jackoba. Zastanawiała się gdzie ci się poznali. Przyjrzała się Willowi:
Wyższy od blondyna, brunet. Miał bardzo ładne, kasztanowe oczy. Wyglądał na starszego, nie
tylko od Jackoba, od Miki też musiał być starszy. Oszacowała go na około dwadzieścia lat.
Przystojny.
-To, my już pójdziemy. Wiesz do stolika. Sorki, pogadamy przy innej okazji - Jackob
spojrzał na nią znacząco i posłał delikatny uśmiech.
-Pewnie. -Odwzajemniła uśmiech.
-Miło było poznać. -Zaczął Will. -Chociaż nie wiem jak masz na imię. -Zaśmiał się głośno
i opierając się o ramię blondynka, ponownie podał dziewczynie rękę. -Will.
-Mikito. -Uścisnęła dłoń - Miki. -Sprostowała.
Odeszli od jej stolika, a ta dopiła szybko herbatę i wyszła na zewnątrz.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc postanowiła wrócić do domu.

***

Siedziała na łóżku wpatrując się w zdjęcie na ścianie. Zrobili je z Simonem na jednym
ze szkolnych festiwali, chłopak kończył właśnie szkołę. "Wspomnienia" westchnęła. Spojrzała
na ekran telefonu. Druga nad ranem. Podskoczyła przestraszona, kiedy telefon w jej
dłoni zaczął niespodziewanie wibrować. "Połączenie przychodzące: Simon", od razu odebrała.
-Halo?


***

"To chyba tu" pomyślała i zapukała w drzwi. Po tym jak odebrała, zamiast głosu przyjaciela
usłyszała dziewczynę, która od razu podała jej adres, do którego miała się udać i odebrać
Simona, nie mówiąc nic więcej zakończyła połączenie. Miki od razu ruszyła w drogę.
Drzwi otworzyła jej krótkowłosa dziewczyna.
-Miki? -Zapytała, otwierając szerzej i drzwi i oczy.
-Cześć. -Rzuciła jasnowłosa. -Gdzie on jest?
-Śpi na kanapie. -Wskazała ręką kierunek, w którym Miki miała się udać.
Podeszły obie do chłopaka.
-Simon. -Powiedziała cicho Miki i szturchnęła go lekko.
Chłopak jęknął z niezadowoleniem i wymamrotał coś pod nosem.
-Upił się? -Miki spojrzała w kierunku nieznajomej.
-Miał przy sobie pustą butelkę - wskazała na wspomniany przedmiot, stojący na stoliku
obok. -Nie wiem, czy wypił coś jeszcze. -Wzruszyła ramionami.
-No nieźle - syknęła Miki. -Przecież ten idiota śpi pół dnia po jednym piwie, teraz
nie dobudzę go przez tydzień. -Podniosła ręce, po czym szybko je opuściła z zażenowania.
Przyglądała się Simonowi z pożałowaniem. Po czym zdecydowała się zrobić to, co po
chwili zrobiła. Spoliczkowała przyjaciela. -Wstawaj pijaczyno. -Dodała i uśmiechnęła się
lekko.
-Miki? -Wymamrotał na wpół śpiący chłopak.
-Nie. Księżna Katarzyna. -Odpowiedziała sarkastycznie.
-Chyba caryca. -Zaśmiał się cicho Simon.
Miki próbowała zachować się profesjonalnie i stłumić śmiech.
-Nie musisz go budzić, może tu zostać. -Wtrąciła się dziewczyna, stojąca tuż za Miki.
Miki zapomniała o jej obecności. Odwróciła się.
-A Ty to, kim właściwie jesteś? -Mruknęła i skrzyżowała ręce na piersi.
-Jego nową dziewczyną. -Odpowiedziała i uniosła wyżej głowę. -Eva. -Dodała.
-Jego nową, kim? -Miki spojrzała na nią jak na wariatkę.
-Dobrze usłyszałaś. Właściwie, to możesz już iść. Simuś kazał zadzwonić po "Miki", myślałam,
że to jakiś kolega. -W jej głosie można było usłyszeć lekką drwinę. -To męskie imię?
"Simuś?" Pomyślała Miki.
-"Miki" to skrót. -Syknęła i odwróciła się w stronę przyjaciela. -Wstawaj, idziemy do domu.


***


Stała oparta o ścianę i wpatrywała się w śpiącego Simona. Byli w jej pokoju, bo bała się
zaprowadzić go w takim stanie do domu. Christine od razu, zarzuciłaby jej upicie syna.
Dlaczego się upił? No i najważniejsze - dlaczego nie powiedział, że z kimś się spotyka?
O ile, dziewczyna mówiła prawdę. Kilka godzin temu, aż kipiał z zazdrości, a teraz
dowiaduje się od jakieś Evy, że jest w związku?
-Fajnie jest przyglądać się mojej śpiącej twarzy? -Odezwał się cicho Simon, powodując,
że dziewczyna wróciła do rzeczywistości. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko.
-Tak. Przynajmniej, kiedy śpisz, nie jesteś denerwujący. -Pokazała mu język.
-Ja? -Zaśmiał się Simon. -Głowa mi zaraz pęknie. -Jęknął.
-Nie dziwię się. Wiesz, co i ile wypiłeś?
-Nie i nie chcę. -Spojrzał na nią błagalnie, dając do zrozumienia, żeby ta nie kończyła.
-Śpij - mruknęła cicho i uśmiechnęła się delikatnie.
-Nie chcę. Nie teraz. Miki, co do tej nieszczęsnej kłótni w parku...-Nie dokończył, bo
przyjaciółka weszła mu w słowo.
-Pogadamy o tym później. -Rzuciła.
-Teraz. -Wstał i pokonał dystans między nimi, łapiąc dziewczynę za rękę.
-Nie zapędzaj się, gnojku - zaśmiała się krótko. -Jak tak bardzo chcesz rozmawiać, to
zacznij od tego, o czym zapomniałeś wspomnieć ostatnio. -Spojrzała na niego wrogo.
Simon odsunął się kawałek, nie puszczając jednak jej ręki.
-O, czym? -Zapytał szybko i zmarszczył czoło.
-Od, kiedy? -Starała się mu podpowiedzieć, co ma na myśli.
-Od, kiedy, co? -Sprawiał wrażenie, jakby nie, rozumiał języka, w którym Miki do niego mówiła.
-I, co się głupio patrzysz? Od kiedy się spotykacie kretynie! -Spojrzała mu prosto w oczy
i wymusiła na sobie uśmiech.
-Z, kim? - Zakrył dłonią oczy, jakby próbował sobie coś przypomnieć. -Czy ja byłem w Vegas
i o czymś nie pamiętam? -Uniósł kącik ust.
-Z Evą. -Odpowiedziała krótko Miki, nie spuszczając wzroku z przyjaciela.
-SŁUCHAM? -Simon spojrzał na nią jak na wariatkę.




 

***



(Rozdział nie był sprawdzany, więc jeśli wkradł się gdzieś jakiś chochlik, to przepraszam) 

2/04/2017

Rozdział IV

 ~Simon. 


Wpatrywanie się w sufit swojego pokoju było o wiele bardziej ciekawe, niż rozmowa z mamą
w kuchni. Christine uwielbiała urządzać "poranne przesłuchania", których Simon oczywiście
nie cierpiał. Usprawiedliwił się bardzo ważną rozmową telefoniczną i uciekł do swojego pokoju.
Zmienił swoją dotychczasową pozycję z leżącej na siedzącą i sięgnął po telefon. Rozwinął
listę kontaktów. Zatrzymał się kilka sekund dużej przy nazwie "Eva". Od kilku dni coraz
częściej zastanawiał się, czy by do niej nie napisać. Rezygnował z tego jednak, usprawiedliwiając
się przed sobą tym, że zajrzy niedługo do sklepu, w którym ta pracuje.
Przesunął palcem po ekranie. Natrafił na skromne "Miki". Oderwał wzrok od ekranu, słysząc
skrzypienie schodów zza drzwi. Kroki robiły się coraz głośniejsze - ktoś zmierzał w kierunku
pokoju Simona. Miał nadzieję, że nie były to kroki Christine. Spojrzał na wąskie białe
drzwi i wyczekiwał, aż się otworzą. Do pokoju zajrzała Victoria. Uśmiechnęła się szeroko
i wślizgnęła się do środka.
-Cześć. - Przywitała się rudowłosa.
-Cześć. - Simon spojrzał na nią pytająco. -Stało się coś?
-Nie. Dlaczego pytasz? - Dziewczyna podskoczyła i usiadła na biurku.
"Kolejna. Obok jest krzesło, dlaczego siadają na tym nieszczęsnym biurku?" Pomyślał i
rozsiadł się wygodniej na łóżku. Zapowiadało się na dłuższą rozmowę. Był pewien, że siostra
tak jak on, próbowała schować się w jego pokoju przed matką.
-Bo rzadko przychodzisz bez powodu. Zazwyczaj, albo chcesz pogadać, albo potrzebujesz
pieniędzy, których notabene nie mam. - Zaśmiał się cicho i spojrzał siostrze prosto
w oczy, wiedział, że tak uda mu się wyciągnąć od niej informacje. Umiał ją podejść.
Młodsza odwróciła twarz, rozejrzała się dookoła, poprawiła kosmyk włosów, westchnęła i
wróciła wzrokiem do brata.
-Irytujące. - Mruknęła i znowu odwróciła wzrok.
Simon spojrzał na nią zdziwiony. Nic więcej nie powiedziała. Przeczesał włosy palcami.
-Ja? - Uniósł kącik ust. Chciał zażartować i rozluźnić dość napiętą atmosferę.
Młodsza uniosła obie brwi i spojrzała na brata. Zmarszczyła czoło, według Simona wyglądała
zabawnie, więc powtórzył jej czyn - najpierw uniósł brwi, później zmarszczył czoło.
Victoria nie wytrzymała i zaśmiała się głośno. Simon jej zawtórował. Udało mu się i dziewczyna
nie wyglądała już tak groźnie.
-Nie. Nie Ty, głupku. - Pokazała mu język. Humor widocznie się jej poprawił. -Mama, a raczej
jej przesłuchanie. Tobie się udało uciec, ale mnie tortury nie ominęły. -Westchnęła głośno.
- Bądź dobrym bratem. Ja muszę wyjść, a ktoś musi odpowiadać na jej pytania. Następnym
razem to ja uratuję Ciebie. - Uśmiechnęła się słodko i spojrzała na brata proszącym
wzrokiem. Ona też wiedziała, jak go podejść.
Simon wstał i podszedł do drzwi.
-Okej, ale wisisz mi przysługę. -Odparł niechętnie brunet.-Chodź. -Otworzył drzwi i
przepuścił w nich siostrę.
Zeszli na dół. Simon wszedł do kuchni utrzymanej w ciepłych barwach. Kątem oka zauważył,
jak siostra ubiera buty. Złapała jego wzrok, uśmiechnęła się przepraszająco i zniknęła
za drzwiami. "Czas na ścięcie" pomyślał i już żałował swojej decyzji.
Christine siedziała na jednym z krzeseł przy okrągłym stole, stojącym na środku pomieszczenia.
Nie zauważyła syna i dalej wpatrywała się w widok zza okna, popijając kawę.
"To moja szansa! Czas na ucieczkę" ucieszył się w duchu Simon, ale ciało nie współgrało
z rozumem.Ciągle stał w miejscu. Przygryzł dolną wargę, mrugnął dwa razy, nabrał głośno
powietrza, aż w końcu podszedł do matki pewnym siebie krokiem. Kobieta zadrżała i odwróciła 
się gwałtownie. Na przerażonej wcześniej twarzy, zaczęła malować się ulga widząc, kto do niej
podszedł.
-Potrzebujesz czegoś? - Christine uśmiechnęła się ciepło. Nie czekając na odpowiedź, wskazała
synowi miejsce obok, dając mu do zrozumienia, że ma usiąść.
Simon zastosował się do polecania. Kobieta milczała, więc ten skupił wzrok na oknie.
Widok z kuchni obejmował ruchliwą ulicę. Kilka, jednorodzinnych domków. Sklep i wejście
do małego parku. Długi chodnik, przejście dla pieszych, a przy nim drewniana, stara ławka
stojąca pod dużym drzewem. Z tą konkretną ławką Simon był bardzo związany. To tam, siedzieli
z Miki i jedli długie i niedobre żelki, które dostawali od mamy dziewczyny, kiedy ta jeszcze
żyła. Dzieciństwo było prostsze. Przynajmniej dla chłopaka. Wchodzenie w dorosłość było
beznadziejne. Narastające problemy. Nowa rodzina ojca. Zwariowana przyjaciółka. Niespełniona,
długoletnia miłość. Studia. Chłopak westchnął głośno, co nie uszło
uwadze jego matki. Kobieta spojrzała na niego pytająco. Szybko potrząsnął głową i wrócił
do rzeczywistości.
-Nie. Nie potrzebuję. - Uśmiechnął się lekko.
-Co u Ciebie? - Starsza pogłaskała go delikatnie po policzku. Nie dopytywała, ale
zauważyła,że chłopak posmutniał.
"Zaczynamy" pomyślał Simon i uśmiechnął się delikatnie.
-Dobrze, chyba dobrze.
-"Chyba"? - Kobieta widocznie spoważniała, uśmiech zszedł jej z twarzy. Odgarnęła do tyłu,
długie, rude włosy i przysunęła się bliżej syna. -Jeśli coś się stało, to możesz mi
to powiedzieć. Wiem, że wolisz rozmawiać o takich kwestiach z siostrą, kolegami, lub Miki.
Simon, kochanie. Jestem Twoją matką, nie odsuwaj mnie od swojego życia.
Chłopak spojrzał jej prosto w oczy, wciąż lekko się uśmiechając.
-Nie, mamo, nic się nie stało. Powiedziałem "chyba", ale to nic nie znaczy. Wszystko jest
w porządku. - Miał nadzieję, że kobieta nie zauważy, jak lekko zadrżał, kiedy usłyszał imię
przyjaciółki.
-Na pewno? - kobieta nie odpuszczała. Determinacja w jej oczach przeszywała go na wylot.
Simon miał dosyć pytań. Wyciągnął dyskretnie telefon, chowając go pod stołem.
"Do: Miki
111! Pomocy!"
Przyjaciele mieli kilka tajnych szyfrów. Trzy jedynki oznaczały słynne "przesłuchanie"
Christine. Po otrzymaniu takiej wiadomości, Miki miała zadzwonić z wiadomością o nagłym
wypadku i oświadczeniem, że chłopak jest jej natychmiastowo potrzebny. Nie czekał długo.
Na Mikito można było liczyć. W pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.
Spojrzał na matkę pytająco.
-Odbierz. -Kobieta uśmiechnęła się ciepło, odwróciła wzrok w stronę okna i skrzyżowała
dłonie, które przez cały czas leżały na stole.
Simon wstał zadowolony z obrotu sytuacji, wyszedł z kuchni i odebrał przychodzące połączenie.


 ***

-Pomogłam? - Usłyszał dziewczęcy śmiech.
-Pomogłaś. - Odpowiedział Simon, mimowolnie się uśmiechając.
-To jak już Cię wyrwałam z przesłuchania, to masz szansę mi to wynagrodzić. Za piętnaście
minut w parku. - Zaczęła szybko. - Nie będę czekać! Ruchy! - Zabrzmiała groźniej.
-Okej, okej. Nie spóźnię się. - Zaśmiał się Simon.
Zakończył połączenie. Zakrył dłonią oczy. Westchnął i sięgnął po buty stojące przy drzwiach
wejściowych.
-Mamo, wychodzę. -Krzyknął i nie czekają na odpowiedź wyszedł na zewnątrz.
Zbiegł po schodach i ruszył w stronę parku. Po drodze spotkał chłopaka, obok którego
siedział na wykładach. Podał mu rękę, rzucił krótkie "cześć" i przyśpieszył kroku.
Schował ręce do kieszeni, znajdując w jednej z nich karteczkę z numerem od Evy.
Znowu przypomniał sobie, że miał do niej napisać. Usprawiedliwienia w stylu "wstąpię jutro
do sklepu" już nie działały. Męczyło go poczucie winy. W końcu sam poprosił o numer telefonu,
dając tym dziewczynie jakąś nadzieję. Już miał wyciągnąć telefon i napisać do Evy "Hej,
to ja. Chłopak odpływający do świata wyobraźni. Pamiętasz mnie jeszcze? Co powiesz na spotkanie?"
Nie. Nie podobało mu się. Brzmiało co najmniej źle, a gdyby tak "Cześć Eva. To ja. Przystojny
brunet, który utrudniał Ci zamknięcie sklepu. Spotkajmy się."? Nie, to też odpada.
To nie w jego stylu. "Eva? Tu chłopak z przed kilku dni. Spotkamy się?" Brzmiało sztywno.
Nie podobała mu się żadna z wymienionych propozycji. Nie będzie pisał. To znaczy napisze,
ale nie teraz. Rozejrzał się. Był tuż pod bramą wejściową do parku, gdzie umówił się z
przyjaciółką. Na miejscu było dużo ludzi. Dzieci biegały wśród drzew, zakochani spacerowali,
lub siedzieli spleceni na którejś z drewnianych ławek. Kilku młodych chłopaków stało
opartych o płot. Grupka dziewczyn siedziała na trawie niedaleko małego zbiorowiska wody.
Simon nie wiedział jak je nazwać. Ni to jeziorko, ni to staw. Nieważne. Nie zdziwił go
widok tak dużej ilości ludzi. Końcówka lata, wczesne popołudnie. Wszyscy korzystali, z
pogody, której jeszcze nie zepsuła nadchodząca jesień. Jesień. Znienawidzona pora roku
chłopaka. Brunet zorientował się, że zamyślił się na dłuższą chwilę, nie ruszając się z
miejsca. Musiał dziwnie wyglądać, stał przed parkiem i wpatrywał się w przestrzeń. Jak
zwykle, nie zauważył, kiedy uciekł od rzeczywistości. "Może, to się leczy?" przeszło mu
przez myśl. Zaczął wypatrywać Miki. Rozpoznał ją w postaci stojącej pod jednym z drzew.
Jej długie, blond włosy były luźno związane w kucyk. Kilka kosmyków opadało jej na twarz.
Miała na sobie czarne spodnie i  za dużą koszulę w granatowo-zieloną kratę. Dla Simona wyglądała
jak zwykle olśniewająco. Wiedział, że prawdopodobnie nadal podobałaby mu się ubrana w
worek na śmieci. Dopiero teraz zauważył, że dziewczyna z kimś rozmawiała. Obok niej
stał wysoki, czarnowłosy chłopak. Simon podszedł bliżej. Miki go zauważyła, powiedziała
coś do swojego towarzysza, po czym od niego odeszła. Wielkolud odwrócił się, kopnął w drzewo
widocznie zirytowany i poszedł w swoją stronę.
-Cześć. - Rzuciła szybko.
Simon nie zdążył odpowiedzieć, bo ta od razu przeszła do rzeczy.
-Słuchaj, Simon. Wiem, że to ja Cię tu ciągnęłam, ale muszę coś załatwić. Wynagrodzę Ci to.
-Stanęła na palcach, pocałowała chłopaka w policzek, spojrzała na niego przepraszająco.
Zauważył, że zachowywała się jak nie ona. Byłą widocznie... przestraszona? Trzęsła się lekko.
-Miki! -Krzyknął za nią.
-Simon, na prawdę Ci to wynagrodzę, ale muszę iść.
-To ma związek z tym chłopakiem? Wystawiasz mnie, bo masz kolejną randkę? -Na twarzy malowała
mu się irytacja.
-Nie! -Miki podniosła głos.
-To o co chodzi? Wytłumacz mi! -Nie odpuszczał brunet.
-Nie teraz! Muszę iść. -Dziewczyna, była coraz bardziej zirytowana.
-Jak zwykle. Jeśli nie chodzi o kolesia, ani o randkę, to o co? Zawsze jest coś ważniejszego.
Ta Twoja "ważna sprawa" - podniósł ręce do góry, podkreślając sarkazm swojej
wypowiedzi -nie ucieknie! Co ze mną? Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy tu szedłem!
-Szybko zasłonił dłonią usta. Nie wierzył w to, co właśnie powiedział, a raczej wykrzyczał.
Pierwszy, od dłuższego czasu, raz podniósł na dziewczynę głos.
-O czym Ty do cholery mówisz? Wyskakujesz ze sceną zazdrości? Nie rozumiesz, że mam coś
do załatwienia? Aż tak ciężko to pojąć? - Miki spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
-Nie mam czasu na jakieś pieprzone kłótnie. -Machnęła ręką i nie odwracając się, poszła
w swoją stronę.
Nie. To się nie stało. Prawda? Miała racje, był zazdrosny, ale to nie powód żeby zacząć
na nią krzyczeć. Powiedziała, że to coś ważnego i że mu to wynagrodzi. A on? Zaczął
jeszcze głośniej krzyczeć. Kucnął, oparł łokcie na udach i schował twarz w dłoniach.
"Świetnie" pomyślał. Wstał po chwili, bo uświadomił sobie, że wygląda jak wariat.
Rozejrzał się dookoła, przeczesał włosy palcami i wyszedł z parku. Szedł wzdłuż chodnika.
Stwierdził, że musi odreagować. Na coś mocniejszego, było za wcześnie. Kawa. To był
dobry pomysł. Zniknął w drzwiach pierwszego lokalu, który wydał mu się dobrym miejscem,
do poszukiwania upragnionego napoju. Mała knajpka, o zaskakująco domowym klimacie.
"O ile ktoś miał w domu szafę grającą" pomyślał brunet. Usiadł w wolnym boksie, oparł
łokcie o stół i schował twarz w dłoniach. Nabrał powietrza, po czym głośno je wypuścił.
-Coś dla pana? -Usłyszał ciepły kobiecy głos.
-Kawę poproszę. -Mruknął, nie odsłaniając twarzy.
Nie myślał o niczym. Odsunął w końcu dłonie od twarzy i wbił wzrok w wazon stojący na
stole.
Chwilę później, usłyszał jak ktoś postawił coś na jego stoliku. Podniósł wzrok. Ujrzał
opaloną brunetkę z czarnymi odrostami na czubku głowy. Dziewczyna, a raczej kobieta
uśmiechała się do niego szeroko, żując gumę. Wyglądała na około dwadzieścia pięć lat, a to
wszystko za sprawą, bardzo kobiecej figury i mocnego makijażu. Postawiła na stole filiżankę
z kawą i coś jeszcze. Simon otworzył szeroko oczy i spojrzał lekko przerażony na kelnerkę.
Stała przed nim butelka mocnego alkoholu.
-To nie wygląda jak kawa. -Zauważył mądrze.
-Na takie westchnięcia kawa nie wystarczy, kochanie. -Puściła mu oczko. -Na mój koszt.
Nie jest taki drogi - dodała, widząc, że chłopak chce zaprotestować.
-Tere! - Usłyszeli z głębi knajpki.
-IDĘ!! -Krzyknęła w odpowiedzi. Spojrzała jeszcze raz na Simona i kiwnęła głową wskazując
butelkę.
Chłopak przyglądał się jeszcze chwilę podarowanemu mu alkoholowi, aż w końcu postanowił
przystąpić do zadania. Wypił kawę, wstał i zabrał butelkę. Położył pieniądze za napój
na stole. Dał spory napiwek, wiedział, że mimo słów kobiety, alkohol do tanich nie
należał. "Tere? Tak miała na imię? Hiszpanka?" Pomyślał i wyszedł z knajpki.
Kilka łyków i płynu już nie było. Upił się. Ledwo stał na nogach. Osunął się na jedną
z ławek. Przetarł pięścią oczy, przeczesał palcami włosy i rozejrzał się. Ciemno. Musiało
być późno. Nie wiedział, kiedy minęły te wszystkie godziny. Wyciągnął telefon w celu
sprawdzenia godziny. Pierwsza trzydzieści pięć.
-O cholera. -Wymamrotał.
Zorientował się, że jest w pobliżu pewnego miejsca, które miał w planach odwiedzić.
Spojrzał jeszcze raz na telefon. Miał nadzieję, że ujrzy na ekranie wiadomość od Miki.
Zaśmiał się głośno. "Wiadomość od Miki?" Pokręcił głową. Był, aż tak żałosny?
Wstał i poszedł przed siebie. Zniknął w dużych, szklanych drzwiach.
-Dobry wie... Cześć. -Przywitała go znajoma ekspedientka.
-Zamykasz? -Wymamrotał Simon i oparł się o jeden z regałów. Zasłonił dłonią oczy.
Kręciło mu się w głowie.
-Tak. - Odpowiedziała Eva, pokonując dystans ich dzielący. -Upiłeś się?
-Nie! - Odsunął dłoń od twarzy. -Może trochę. -Roześmiał się.
-Wiesz Ty... -Zaczęła niepewnie. Z ledwo zauważalnym uśmiechem.
-Simon. -Wtrącił jej brunet.
-Simon. -Poprawiła się. -Odprowadzić Cię do domu? Jakoś Ci pomóc? -Chciała coś jeszcze
powiedzieć, ale nie zdążyła, bo chłopak złapał kawałek materiału jej koszulki, przyciągnął
do siebie i wpił się w jej usta. Kiedy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, Eva
odsunęła się od niego. Spojrzała zamglonym wzrokiem. Uśmiechnęła się, zarzuciła ręce na
jego ramiona i przyciągnęła do kolejnego pocałunku. Była widocznie szczęśliwa. Bardzo
szczęśliwa. Simon nie mógł jej powiedzieć, o kim myślał i kogo wyobrażał sobie na jej
miejscu.


***




2/01/2017

Rozdział III

 ~Rafael. 

Kolejna wibracja, kolejna wiadomość. Naliczył ich już trzynaście. Ktoś nie dawał mu
spokoju, nie pozwalał się skupić w takim momencie. Wibracja. Czternasta wiadomość.
Sięgnął po telefon.
"Od: Tere
 Rafael, gdzie jesteś? Odpisz. Powiedz, że nic Ci nie jest. Wróć do domu."

Denerwowała go. Pisała jak najęta. Za każdym razem, kiedy nie wracał przez kilka dni, Tere
do niego wypisywała. Nie wiedział, po co, ani dlaczego się nim interesowała. To, że był młodszym
bratem Ramirego, nie dawało dziewczynie prawa uważania się za jego rodzinę. Była w
związku z jego bratem, nie z nim. Nie chodziło o to, że jej nie lubił. Tere była miła.
Przydatna. Pomagała jego rodzicom w knajpie, kiedy go nie było. Był jej za to wdzięczny.
Teraz jednak, bardzo go denerwowała. Kolejna wiadomość.
"Od: Tere

Rafael, błagam Cię. Wróć. Alonzo tu był. Szukał Cię, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć.
Zniknąłeś na dwa dni. Nikt nie wie gdzie jesteś. Jestem pewna, że Raimundo wie, ale milczy.
Kryje starszego braciszka. Por favor Rafael."

Cholera. Musiał wrócić. Westchnął odkładając telefon. Spojrzał w dół i odsunął od siebie
dziewczynę, nie pamiętał jak miała na imię. Spojrzała na niego zdziwiona, Rafael nie
odpowiadając zapiął rozporek i wyszedł z pomieszczenia. Rozejrzał się. Drewniana podłoga,
ściany pomalowane na ciemny czerwony, a na nich duża ilość plakatów, informujących
o czyimś zaginięciu, gorącej imprezie dziś wieczorem, oraz kilka ulotek z napisem "szukamy
pracowników". Był w barze, po drugiej stronie miasta. Machnął ręką do barmana zanim wyszedł
na zewnątrz. Wyciągnął z kieszeni skórzanej kurtki paczkę papierosów i zapalniczkę.
Szybko je jednak schował. Padało, a w taką pogodę nie było sensu palić. Udał się w stronę metra.
Szedł pewnym siebie krokiem, co przyciągało uwagę przechodniów. Dziewczyny odwracały się
z podziwem, chłopak był świadomy swojego wyglądu i tego, jakie reakcje wywoływał.
Był bardzo wysoki, około metra dziewięćdziesiąt coś. Nie zwracał na to szczególnej uwagi.
Miał czarne, gęste włosy z zaczesaną do tyłu niesforną grzywką, która lubiła opadać i
zakrywać mu pole widzenia. Dobrze zbudowany, co potwierdzała czarna, lekko obcisła koszulka,
podkreślająca jego wyrzeźbione mięśnie brzucha. Miał na sobie czarną, lekko znoszoną, skórzana
kurtkę i rozpiętą bluzę z kapturem. Jego ulubiony zestaw. Ciemne spodnie idealnie komponowały
się z resztą ubioru, tak samo jak glany, jedyne buty, które chętnie zakładał.
"Chodzący ideał" pomyślał. Puścił oczko do grupy dziewczyn, które właśnie mijał i
przyśpieszył kroku. W metrze nie mógł się oprzeć i zaczął flirtować z młodą szatynką.
Dziewczyna dała mu swój numer, Rafael go przyjął, ale nie miał zamiaru się z nią kontaktować,
aż taka oszałamiająca nie była. Czasu marnować nie będzie. Kiedy wysiadał wpadł na dwóch
chłopaków, a raczej to oni na niego wpadli. Bruneta i widocznie młodszego od niego
blondyna z czapką naciągniętą na czubek głowy. Rafael spojrzał na nich wrogo, ale nie
skomentował tego wydarzenia, nie miał czasu na bójki z jakimiś gówniarzami.
W końcu dotarł do celu - ulica zapełniona starymi kamienicami. Zniknął w jednej z nich.
Na schodach minął się z pijanym żebrakiem, zignorował go i udał się na najwyższe piętro.

***

-Jestem. -Rzucił na powitanie, zdejmując kurtkę.
-Rafael. - Powitała go rozpromieniona, młodsza siostra. Podeszła bliżej i wtuliła się w chłopaka.
Starszy objął ją ramieniem i pocałował w czubek głowy. Od razu poprawił mu się humor.
-Cześć Ria. Gdzie Tere?
Drobna czarnulka skinęła głową, wskazując brodą kuchnię. Rafael rozluźnił uścisk i udał
się we wskazanym kierunku.
-O, co chodzi? - Odezwał się wchodząc do pomieszczenia z uśmiechem na twarzy.
Tere siedziała na jednej z drewnianych szafek, z głową opartą o lodówkę.
-Gdzie byłeś? - Powiedziała tonem pozbawionym emocji.
"Jest zła." Westchnął chłopak, a na jego twarz powrócił grymas.
-Nie Twoja sprawa. Mów, o co chodzi. Nie mam czasu na pogaduszki. -Warknął.
-Nie będę z Tobą rozmawiać, nie kiedy używasz takiego tonu. Szlajasz się nie wiadomo gdzie, po czym wracasz i masz pretensje do całego świata. -Wymachiwała wściekle rękami, Rafael bał się, że zaraz spadnie. -Idź pomóż rodzicom. - Mruknęła, zmieniając miejsce. Zeszła z szafki i podeszła do okna.
"To Twoja praca. Czemu Ty tam nie siedzisz? Nie zwalaj swoich obowiązków na mnie." Już miał
wykrzyczeć starszej w twarz, ale w ostatnim momencie ugryzł się w język.
-Teraz? - Spojrzał na nią morderczym wzrokiem.
-A, kiedy? - Odgryzła się i odwróciła plecami do chłopaka.
"Skończyliśmy rozmowę" pomyślał. Odwrócił się gwałtownie.
Wyszedł z kuchni i wszedł do łazienki. Spojrzał w duże lustro wiszące nad umywalką.
"Nadal oszałamiająco przystojny" zaśmiał się w duchu. Rozebrał się do naga i wszedł do
kabiny prysznicowej. Właściwie nie miał takiej potrzeby, ale musiał się czymś zająć,
zanim pójdzie do rodzinnej knajpki. Piękny czas, w którym nie myślał o niczym musiał
się kiedyś skończyć. Wyszedł z łazienki, uprzednio się ubierając.
-Ria, idziesz ze mną? Idę do starszych. - Krzyknął stojąc przy drzwiach wyjściowych.
-Idę. Poczekaj, wezmę kurtkę. - Odpowiedziała Ria, biegnąc w stronę swojego pokoju.
Wyszli razem i udali się w stronę "Banda lunch". Nazwisko w nazwie lokalu? Bardzo
oryginalnie. Mała restauracja znajdowała się kilka przecznic dalej. Szli ramię w ramię.
Gdzie byłeś? - Ria przerwała męczącą ciszę. Uśmiechała się ciepło.
-Tu i tam. -Odpowiedział chłopak z zadziornym uśmieszkiem.
-Nie chcesz mówić to nie. -Nie naciskała na odpowiedź. Spuściła wzrok. Posmutniała.
Znowu nastała cisza. Rafael szturchnął lekko siostrę, sprawiając, że ta straciła na moment
równowagę. Oddała mu, dość mocnym uderzeniem u bok. Chłopak odwdzięczył się tym samym
(oczywiście nie tak mocno, nie uderzyłby młodszej siostry). Przekomarzali się tak przez
większą część drogi.
-Ale dziunia. No, no ładniutka... zawsze lubiłem hiszpanki. -Usłyszeli zza pleców. Grupka młodych, roześmianych chłopaków, stojących pod sklepem, postanowiła skomentować wygląd młodszej z rodzeństwa.
Rafael oczywiście, nie pozostał obojętny. Odwrócił się i już miał podejść do chłopaków,
kiedy poczuł drobna rękę na swoim ramieniu.
-Przestań, proszę - zirytowana Ria zatrzymała brata.
Rafael syknął coś pod nosem, spojrzał na nią zdziwiony i uniósł jedną brew. Uszanował jednak prośbę młodszej.
Kiedy ta odwróciła wzrok i rozglądała się z zaciekawieniem dookoła, odwrócił się na
pięcie i pokazał chłopakom środkowy palec. "O wiele lepiej" stwierdził zadowolony ze swojego
czynu.

***

Weszli do knajpki. Od razu zwrócili uwagę obecnych. To znaczy Rafael zwrócił.
Ciężko było go nie zauważyć. Rzucał się w oczy swoim wyglądem i wzrostem. Co oczywiście,
bardzo go cieszyło. Chłopak usiadł w jednym z boksów. Restauracja była mała, ale przytulna.
Zachowana w odcieniach czerwieni z granatowymi wstawkami i dodatkami. Duża ilość roślin -
czego innego można się było spodziewać po Idoyi. Matka Rafaela chciała, aby knajpka
miała bardzo domowy, wystrój. Udało się jej to, o ile ktoś miał w domu szafę grającą, ale to
taki szczegół.
-Madre. -Odezwał się chłopak widząc kobietę wychodząca zza zaplecza. Uśmiechnął się delikatnie.
Wiedział, że dostanie po głowie, za nie kontaktowanie się z nią przez ostatnie dwa dni. 
-Rafael, mi Rafael. - Rozpromieniła się hiszpanka, podbiegła do syna i przytuliła go do piersi.
-Gdzie byłeś idioto?! -Automatycznie zmienił się jej ton głosu i Rafael poczuł uderzenie
w głowę. Zaśmiał się cicho "wiedziałem".
-Przepraszam. -Odpowiedział i spojrzał matce prosto w oczy.
-Głodny? -Rozpoznał cichy i spokojny głos ojca. Diego podszedł do żony i syna. -Głodny?
-Powtórzył głośniej.
-Nie. -Odpowiedział i jeszcze raz spojrzał na matkę, przepraszającym wzrokiem. -Wróciłem,
bo... -Zaczął.
-Tere Ci powiedziała? -Weszła mu w słowo Idoya, nie pozwalając synowi dokończyć zdania.
-Tak. Czego chcieli? - Uśmiech zszedł mu z twarzy.
-Tego, co zawsze. Szukają Cię. To, że zamknęli Twojego brata im nie wystarczy. - Mruknął Diego.
-Ramiro nie ma z tym nic wspólnego. - Rzuciła kobieta z oburzeniem na twarzy. -Przyczepili
się Rafaela, bo się im nie podporządkował. Ma silniejszy charakter od swojego brata.
Oni nie lubią takich ludzi. -Głośno nabrała powietrza. -Rafael - zwróciła się do syna.
-Uważaj na siebie. Nie chcę, żebyś skończył jak mój pierworodny. Trzymaj się z daleka od
wszystkiego, co doprowadzi Cię do więzienia. -Spojrzała na niego karcąco. Światło zza okna padało na jej zbladłą twarz, podkreślając podkrążone oczy i kilka zmarszczek na czole.
Rafael odwrócił wzrok, nie chciał, żeby ktokolwiek zauważył, że wstawka o starszym bracie
go zabolała. Poprawił od niechcenia grzywkę, która wpadała mu do oczu.
-Miałem Wam pomóc. -Przypomniał sobie, po co tu przyszedł.
-Nie musisz. Ria przyszła, więc o nic się nie martw. Da sobie radę. -Uśmiechnęła się ciepło
Idoya. Pogłaskała syna delikatnie po policzku i podeszła do innego stolika. Diego westchnął, uniósł kącik ust i zmierzył w kierunku zaplecza.
Rafael wstał, podszedł do siostry, pocałował ją w czoło i szepnął - powodzenia.
Dziewczyna odpowiedziała mu promiennym uśmiechem, ukazując rząd białych zębów.
Wyszedł z restauracji.


***

Nie mógł pozwolić, aby jego problemy wpływały na życie jego rodziny. Wyciągnął z kieszeni
paczkę papierosów i zapalniczkę. Zapalił jednego i udał się w miejsce gdzie mógł spotkać
sprawdzę jego zmartwień. "Kierunek - "V" " pomyślał i przeczesał ręka gęste włosy, poprawiając
przy tym grzywkę, która zdążyła zasłonić mu oczy. Wyciągnął telefon.

"Do: Adam.

Jesteś w V? Na pewno jesteś. Będę tam za około pół godziny. Jest sprawa. Wiesz, o co chodzi.
Nie próbuj uciekać."

Napisał do Adama, był pewien, że chłopak będzie wiedział gdzie szukać, tego, kogo
miał zamiar znaleźć - zanim ten znajdzie jego. Adam znał wszystkich, a wszyscy znali Adama.
Szczególnie żeńska część populacji. Był podrywaczem. Nachalnym podrywaczem. Interesował się
co ładniejszą dziewczyną, którą spotkał na swojej drodze. Rafael nie specjalnie go lubił,
ale był przydatny. Warto mieć go po swojej stronie. Przyspieszył kroku i udał się w
kierunku klubu, o którym wspomniał w smsie. Sprawdził telefon. Chłopak mu nie odpisał.
Rafael wcale nie wyczekiwał odpowiedzi, ale irytowało go jej brak. Jak mógł go zignorować?
Jego? Potrząsnął głową i przeczesał ręką włosy, żeby odpędzić od siebie niepotrzebne myśli.
"Czas ucieka." Podrapał się po głowie. Dotarł do celu. Wszedł do środka. Od razu zauważył
tego, którego szukał. Blondyn stał przy barze. Na nieszczęście Rafaela - nie sam.
Rozmawiał z jakąś dziewczyną. "Kolejna zdobycz?" zapytał sam siebie. "Na pewno" również
sam sobie odpowiadając. Poczekał, aż skończy. Zirytowanie malowało mu się na twarzy.
Oparł się o jedną z drewnianych kolumn. Zasłonił oczy dłonią. Czekał. Adam wreszcie skończył,
bo odsunął się od dziewczyny. Dopiero teraz Rafael mógł się jej przyjrzeć.
Długie blond włosy. Ubrana w ciemne dżinsy i lekko obcisłą czarną koszulkę, bez rękawów.
Szczupła. Ale z bardzo... ładnym tyłkiem. Siedziała, ale nie dało się go nie zauważyć.
"Nie mój typ" pomyślał Rafael i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Machnął ręką do Adama
w geście, rozkazującym mu podejść bliżej.
-Co jest? Od razu mówię, że nic nie mam. - Zaczął blondyn, patrząc na wyższego pytająco.
-Nic nie chcę, kretynie. -Warknął Rafael.  -A właściwie, to chcę. Informacji.
-Nic za darmo, kolego. -Uśmiechnął się szeroko Adam.
Na twarzy Rafaela coraz bardziej było widać, że ten powstrzymuje się, żeby nie wybuchnąć.
Odchrząknął i spojrzał z góry na blondyna.
-O ile nie jest to coś głupiego. -Wykrztusił niepewnie.
-Załatwisz kilka panienek na moją imprezę.
Rafael spojrzał na Adama i uniósł obie brwi.
-Jesteś, aż tak zdesperowany? -Mówił wolno, takim tonem jakby miał do czynienia z kimś
umysłowo chorym. Nie usłyszał odpowiedzi. Rozejrzał się dookoła. Przeczesał palcami włosy,
poprawiając opadającą grzywkę. Spojrzał na towarzysza. Jeszcze raz się rozejrzał i westchnął
głośno. -Okej. -Wymamrotał w końcu.
Adam odetchnął z satysfakcją. -A więc, czego potrzebujesz? - Zapytał i uśmiechnął się
słodko.
-Gdzie go znajdę? Wiesz, kogo i nie zgrywaj idioty. -Spojrzał na niego morderczym wzrokiem,
kiedy ten chciał coś powiedzieć.
-Dzisiaj go nie znajdziesz. Przyjechał na chwilę, szukał Cię. Nie znalazł, to wrócił do siebie.
Podobno ma laskę w okolicy, więc na pewno wróci, a kiedy to się stanie, zgłosi się do
mnie. Wtedy ja od razu pobiegnę naskarżyć do Ciebie. Pasuje?
-Pasuje. -Mruknął w odpowiedzi Rafael i udał się do wyjścia. Chciał jak najszybciej
znaleźć się na zewnątrz. Za głośno i za dużo ludzi, gapiących się na niego wzrokiem
pełnym pożądania. Odpowiadało mu to, ale nie miał humoru na romanse. Wyszedł.

***

Postanowił użyć skrótu do domu. Wyciągnął papierosa i go zapalił. Poprawił kurtkę i przeczesał
włosy ręką. Był gotowy do drogi. Szedł prosto. Minął sporą ilość pijanych ludzi, nie zwracając
na nich uwagi. Bo, po co? Nikogo z nich nie znał, więc miał gdzieś, co sobą reprezentowali.
Nawet gdyby ich znał to niezbyt, by go to ruszyło. Przyspieszył kroku. Właściwie bez celu,
ale chciał znaleźć się w domu jak najszybciej. Założył na głowę kaptur i szedł wzdłuż
płotu, odgradzającego chodnik od dużego parku. Poczuł uderzenie w ramie.
-Uważaj trochę! - Usłyszał dziewczęcy głos.
Odwrócił się, żeby zobaczyć, kto zwrócił mu uwagę. Zazwyczaj w takich sytuacjach ludzie
usuwali mu się z drogi. Wzbudzał lekki postrach, więc uwaga dotycząca jego zachowania
go zaskoczyła. Zobaczył... blondynkę, którą już dzisiaj widział. Siedziała z Adamem w
"V". Patrzyła mu prosto w oczy z determinacją, widocznie czekając na przeprosiny.
Rafael skorzystał z okazji, że mógł się jej przyjrzeć z bliska. Domyślił się, że jest
od niego, młodsza. Miała, co prawda dorosłe rysy twarzy, ale wciąż wyglądała na siedemnaście-
osiemnaście lat. Długie, blond włosy, które zauważył już szybciej. Największą uwagę
przyciągały, duże, niebieskie oczy. Bardzo ciemne, granatowe wręcz. W tych oczach,
można było zakochać się bez pamięci. Kiedy oderwał już wzrok, od pięknych i tajemniczych
oczu dziewczyny, spojrzał trochę niżej. No tutaj, było słabiutko. "Matko Naturo, tutaj
przydałaby się mała poprawka." Pomyślał. Mała. To było dobre słowo. Uniósł kącik ust.
Wrócił wzrokiem na twarz dziewczyny. Zauważył, że była bardzo blada. Miała duże, zaróżowione
i bardzo kuszące usta. Zadarty nosek idealnie pasował do tego spojrzenia, którym
obdarowywała Rafaela. Pełen determinacji.
-Sorry chica. - Mruknął. Nie wiedział, dlaczego przeprosił. Nie widział potrzeby. Nigdy tego
nie robił. Prawdopodobnie miał w tym udział wzrok dziewczyny przeszywający go na wylot - ale
nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Przecież nie przejął się jakąś małolatą, którą
widział drugi raz w życiu. Prawda? Przeprosił, bo widocznie miał na to ochotę. Nikt mu nie
zabroni. Odwrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę, nie zwracając już uwagi na dziewczynę.
Zdziwił się widząc osobę, z którą rozstał się rano. Nadal nie pamiętał jak miała na imię.
Podszedł bliżej. Dziewczyna spojrzała na niego, wzrokiem pełnym pożądania. Na jego widok
rozpromieniała i przysunęła się bliżej, kładąc rękę na jego ramieniu. Wiedział po co
przyszła. Tylko skąd znała jego adres? Nieważne. Przeczesał włosy, poprawiając grzywkę,
która znowu wylądowała na jego oczach. Pokonał dystans dzielący go z czarnowłosą. Złapał
ją za ramię powyżej łokcia i przyciągnął do namiętnego pocałunku. Zdecydował, że poprawi sobie
humor i zaprosił dziewczynę na górę. Ta uśmiechnęła się szeroko. Kiedy znaleźli się w jego
pokoju, od razu ściągnęła koszulkę, patrząc na Rafaela takim wzrokiem, który dał mu do
zrozumienia, że ma zrobić to samo. Kiedy byli już nadzy od pasa w górę, dziewczyna klęknęła.
Chłopak nie protestował. "Skoro chce, to nie będę jej zabraniał" pomyślał i odgarnął
włosy z jej twarzy. Chciał mieć lepszy widok.

***