1/30/2017

Rozdział II

~Mikito.


Potworny ból głowy. To było powodem przerwania snu. Kac morderca. "Chyba wstajemy. Wody!"
Pomyślała i rozejrzała się dookoła. Pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, było biurko i
bałagan znajdującym się na nim. Od razu domyśliła się, że jest w pokoju swojego przyjaciela.
Wstała, poprawiła włosy i wyszła z pokoju w poszukiwaniu upragnionej wody. Cisza.
"Która godzina? Musi być wcześnie" westchnęła i powlekła się w dół po schodach.
Weszła do kuchni.
-Dzień dobry. - Przywitała się z Christine. Mama Simona jak zwykle krzątała się w kuchni.
"Robi naleśniki." Pomyślała zaglądając jej przez ramię.
-Dzień dobry Miki! -Kobieta uśmiechnęła się szeroko na widok dziewczyny. -Jak się spało?
-Dobrze, dziękuję. - Skłamała. Nie wypadało skarżyć się na beznadziejny sen, w cudzym domu.
Była pewna, że Christine się tego domyślała, ale nie skomentowała jawnego kłamstwa. -Gdzie
Simon?
-Zaraz przyjdzie. Poszli z Vici na zakupy. - Odwróciła się i uśmiechnęła ciepło, podając
dziewczynie kubek z herbatą - pij.
Wolałaby wodę. Odwzajemniła uśmiech i złapała kubek, na którym widniał napis
"Najlepszy syn na świecie". Stłumiła śmiech. Simon - syneczek mamusi. Uśmiechnęła się
mimowolnie.
-Miki... Powiedz, czy Simon... Nie bierz tego do siebie kochanie, ale czy mój syn, też
bawi się w taki sposób jak Ty? Pije? - To pytanie zaskoczyło dziewczynę. Uniosła brwi i
spojrzała na Christine. Upiła łyk herbaty i odłożyła kubek.
-Nie. Simon jest grzecznym chłopcem. -Odpowiedziała zgodnie z prawdą. Simon nie należał
do rozrywkowych ludzi.
Kobieta uśmiechnęła się lekko z widoczną ulgą na twarzy. Rozmowę przerwał im dźwięk
otwierających się drzwi.
-O, wstałaś. - Simon uśmiechnął się szeroko patrząc na przyjaciółkę i oparł się o ścianę.
-Cześć Miki! -Victoria podbiegła do dziewczyny i pocałowała ją w policzek.
-Hej. - Odpowiedziała cicho i spojrzała znacząco na Simona. Ten od razu zrozumiał, o co
jej chodzi, wyprostował się.
-Mamo, pozwolisz, że Ci ją, ukradnę na chwilę. - Wskazał Miki i uśmiechnął się lekko.
Kobieta spojrzała na nich wyraźnie zdziwiona, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo młodych
już nie było.

***

Weszli do pokoju. Simon usiadł na brzegu łóżka. Miki podskoczyła i usiadła na biurku.
- Zanudziła Cię? -Zaczął Simon.
-Nie. - Zaśmiała się w odpowiedzi. -Chciałam pogadać o wczoraj.
-Stało się coś? Mówiłaś, że atmosfera była dziwna. Ten koleś coś Ci zrobił?
-Adam? Nie, nie o to chodzi.
-To, czemu była dziwna?
-Boże, Simon to nieistotne. - Warknęła - nie dopytuj. -Dodała widząc, że chłopak
otworzył usta żeby coś powiedzieć.
-Okej. Mów, co masz mówić. - Odparł cicho.
-Chciałam Cię przeprosić. Wczoraj nie zdążyłam. - Uśmiechnęła się. - Sorki. Nie wiem, co
mi odbiło. Nawrzeszczałam na Ciebie i zepsułam Ci humor. Później wyszedłeś. Wybiegłam za
Tobą, ale już Cię tam nie było. -Spojrzała przyjacielowi prosto w oczy.
Nie usłyszała odpowiedzi od razu. Widocznie Simon zastanawiał się, co powiedzieć i czy
w ogóle coś powiedzieć. Zarumienił się. Pewnie wpłynęła tak na niego wypowiedź Miki i
to, że za nim wybiegła.
-Nic się nie stało. - Odpowiedział cicho. -Nie zepsułaś.
Miki zeszła z biurka i usiadła obok przyjaciela. Simon instynktownie się do niej przysunął. Sięgnęła po jego rękę i splotła jego palce ze swoimi.
Nie mogła wiedzieć, co teraz działo się w  głowie chłopaka. Oparła się o jego bok.
- Jesteś niesamowity. Ja bym się wkurzyła. -Zachichotała chicho i wtuliła się mocnej.

Chłopak zaśmiał się głośno. Miki mu zawtórowała.
-Nie umiem przepraszać. -Dodała i uszczypnęła przyjaciela w ramię. -Muszę iść. -Wstała i poprawiła sukienkę.
- Do baru? -Zapytał Simon, przeciągając samogłoski.
-Nie. -Odwróciła się. - Do domu. - Musiała przyznać, że ta myśl przeszła jej przez głowę, ale nie mogła mu tego powiedzieć.
-Odprowadzić Cię? -Dodał i poruszył się, gotowy do nagłego powstania.
-Nie musisz. Jestem dużą dziewczynką. Trafię. - Pokazała mu język, pocałowała w policzek
i wyszła z pokoju.


***

Wyszła na zewnątrz. Przed wyjściem pożegnała się z siostrą Simona i przeprosiła Christine,
za to, że nie została na śniadaniu. Chciała, ale nie mogła. Spojrzała na telefon, w celu
sprawdzenia godziny. Dziesiąta dwadzieścia. Przy okazji zauważyła kilka wiadomości:
"Od: Maya

Gdzie jesteś?"

I kolejną:

"Od: Maya

Mogę pożyczyć sukienkę?"


Jeszcze jedną:

"Od: Kai

Jesteś w mieście? Wróciłem. Potrzebuję dobrej imprezy, a takie tylko z Tobą. Odpisz.:D"

Nie odpowiadając, schowała telefon do kieszeni i udała się w kierunku domu.
Postanowiła wstąpić do sklepu.
-Dzień dobry. - Przywitała się ekspedientka.
Miki kiwnęła głową. Rozpoznała dziewczynę. To ta, która ślini się
na widok Simona. Podeszła do półki z napojami, wzięła pierwszą lepszą wodę i udała się
do kasy. Zapłaciła, zadowolona ze swojej zdobyczy. Potrzebowała wody. Kac nadal męczył.
Dotarła do domu w niecałe dziesięć minut. Zdjęła buty i już miała udać się do swojego
pokoju, kiedy zauważyła siostrę. "A to smarkula! Wzięła moją sukienkę, nie czekając na
pozwolenie."
-Cześć. - Rzuciła starsza i oparła się o ścianę.
Maya podskoczyła. Odwróciła się szybko. Zobaczyła siostrę i uśmiechnęła się. Przypominała
chochlika, knującego coś złego - cześć. - Odpowiedziała, nie przejmując się już obecnością Miki, która przyglądała się jej wściekle. 
-To chyba moje. - Blond włosa podeszła bliżej, jej ton głosu nie wyrażał żadnych emocji. 
-Mogłaś odpisać, zamiast włóczyć się po klubach. Twoja wina. Poza tym, wyglądam w niej
lepiej. - Uśmiechnęła się szyderczo Maya. W jej głosie można było doszukać się drwiny i niemałego rozbawienia, który wynikał prawdopodobnie z reakcji jej siostry.
- Nie odpisałam, dlatego nie powinnaś jej brać. -Odpowiedziała, marszcząc noc, oczywiście  ignorując ostatnią część
wypowiedzi Mayi. Odwróciła się na pięcie i wyszła z salonu. Nie miała siły kłócić się
z młodszą. Czuła jakby głowa miała jej wybuchnąć. Dotarła do pokoju. Wyjęła z szafy czyste
ubrania i powlokła się do łazienki. Prysznic - tego potrzebowała.


***

Wyszła odświeżona. "Lepiej." Pomyślała. Wróciła do pokoju, wyciągnęła telefon i odpisała
na wiadomości.

"Do: Kai

Jestem do dyspozycji. Impreza? Zawsze! Dzisiaj! Teraz! Potrzebuję procentów! Kaaaac!"

Kai był jej rówieśnikiem. Znali się, kiedy chodzili jeszcze do szkoły. Siedzieli w tej
samej ławce na lekcjach biologii i oczywiście - razem imprezowali. Kiedyś coś ich łączyło, ale na
pewno nie były to uczucia. Raczej czysto fizyczny związek. Poczuła wibracje.
Dostała wiadomość.

"Od: Kai

Mała, zaszalałaś wczoraj? Dobra, za około dwie godziny w "V", pasuje? Nie będę sam.:D"

Odłożyła telefon i zaczęła przygotowywać ubrania, które według niej idealnie nadawały się na taką okazję. "Z imprezy na imprezę, co?"
Zaśmiała się cicho. Takie życie jej odpowiadało.

***

Zobaczyła wysokiego bruneta. Kai już czekał. Mówił, że będzie z kimś, ale nikogo nie
widziała.
-Cześć! - Podeszła bliżej i poklepała go po ramieniu.
-Miki! - Kai przytulił ją tak mocno, że ledwo mogła oddychać. - Jesteś!
- We własnej osobie - zaśmiała się i uwolniła z uścisku.
Chłopak jej zawtórował i odsunął się kawałek, odsłaniając niższego, wiotkiego blondynka. Jego towarzysz miał grzywkę zaczesaną na bok, zasłaniającą prawą brew i kawałek oka. Założył czapkę, którą naciągną do połowy głowy. Ubrany był luźno w zwykłe, podarte na kolanach dżinsy i białą koszulkę z naszytym nadrukiem, przedstawiającym jakąś postać najprawdopodobniej z gry. Uniósł głowę i Miki mogła
zobaczyć jego duże, niebieskie oczy. Uśmiechnął się nieśmiało. -To Jackob. -Przedstawił
go Kai.
-Cześć - powiedział Jackob, niepasującym do jego wyglądu niskim, męskim głosem.
"Mutacja głosu Ci się udała, Matko Naturo." Pomyślała Miki.
-Hej. - Uśmiechnęła się do chłopaka. - Kolega? - Spojrzała na Kaia i oparła dłoń na jego ramieniu.
-Przyjaciel. Z dzieciństwa. - Odpowiedział. - Nalegał, żeby ze mną przyjechać. 

-Ja nalegałem?! -Oburzył się niższy. -Przytargałeś mnie tu prawie siłą... -Nie dokończył, bo Kai zasłonił mu dłonią usta.
-Cii. -Mruknął cicho. Mam nadzieję, że go wpuszczą. Wiesz, jest nieletni. W tym roku skończył szesnastkę. - Sprostował, zerkając na dziewczynę stojąca tuż obok.
-Damy radę. - Zaśmiała się Miki. Domyśliła się, że jest młodszy. "Dwa lata. Nie jest źle."
Pomyślała - ale nie pijesz. -Dodała i poczochrała Jackoba po włosach, a raczej miała taki zamiar, ale przeszkodziła jej czapka.
Kai zaśmiał się głośno i poklepał Jackoba po plecach. - Ona tu rządzi.
Weszli do środka. Dużo ludzi, głośna muzyka i duża ilość alkoholu. Tak, to Miki odpowiadało.
Jej celem stał się bar. Musiała się napić. Nie mylić z "upić". Dzisiaj postanowiła nie
przesadzać. Nie, po wczorajszym. Zostawiła towarzyszy w tyle. Usiadła przy barze i zamówiła
drinka.
-Cóż za spotkanie. - Usłyszała zza pleców. Nie musiała się odwracać. Rozpoznała ten głos.
-Adam. -Mruknęła.
-Cześć. Wczoraj mi uciekłaś, trzeba przyznać. - Odpowiedziała mu cisza. -Gdzie Twój chłoptaś?
Zgubił się? A może Ty go zgubiłaś? - Uśmiechnął się szeroko.
Miki zastanawiała się, co jej wczoraj odbiło, że zwróciła na niego uwagę. Może chciała
zdenerwować Simona? Po co? Co ona, dzieciak?
-Hej, nie ignoruj mnie. - Domagał się uwagi Adam.
- Spostrzegawczy jesteś. - Odpowiedziała oschłym tonem, pijąc drugiego już drinka.
-Milusia jesteś. Wczoraj takla nie byłaś. Trzeba Cię upić? - Usiadł obok dziewczyny.
-Nie. - Mruknęła.
-Okej. Widocznie nie pogadamy. Sorry za wczoraj. - Powiedział pod nosem.
-Już nie pamiętam.
-Trudno byłoby pamiętać. - Zaśmiał się głośno. - Nie przesadzaj dzisiaj, co? - Puścił jej
oczko i odszedł.
"Nareszcie" pomyślała. Na jej nieszczęście, chłopak przypomniał jej sytuację z wczoraj.
To jak z nim tańczyła. Nie tylko z nim. Podrywała barmana. "O losie" westchnęła.
W pewnym momencie Adam stał się zbyt nachalny. Nie przeszkadzałoby jej to, gdyby tylko
chłopak nie proponował jej pewniej rzeczy. Przedstawił jej swojego "dobrego znajomego".
Diler. Znała go, czasami coś kupowała. Domyśliła się, co chciał jej zaproponować.
Nie pomyliła się. Chciał żeby mu pomogła. Na jego nieszczęście, Miki nie bawiła się w
dilerkę. Kiedyś próbowała, ale Simon szybko wybił jej ten pomysł z głowy. Dbał o nią.
Nie poradziłaby sobie bez niego. Potrząsnęła szybko głową. O czym myślała i co miał z tym
wspólnego Simon? Zdecydowanie, za mało alkoholu.Zamówiła kolejnego drinka.
Znowu przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Zaciekawiło ją, co robił jej przyjaciel po
tym, kiedy wyszedł z klubu. W domu go nie było. Dziewczyna poszła
tam zaraz po tym jak uderzyła Adama w twarz... I zwymiotowała na jego buty. Nie o tym
chciała myśleć. Sytuacja wydała się jej zabawna. Uśmiechnęła się mimowolnie. Przypomniała
sobie, że przecież nie przyszła tu sama. Poszukała w tłumie swoich towarzyszy. Są!
Kai rozmawiał z grupką jakiś dziewczyn. Jackob mu się przyglądał. Patrzył w jeden punkt.
Plecy Kaia. Miki domyśliła się, o co chodzi. Zachichotała cicho i podeszła do nich.
-No chodź! Twój kolega się nie obrazi! Jeden taniec i kilka drinków. -Mówiła jedna z
dziewczyn, uwieszonych na ramionach Kaia.
- On nie, ale ja się obrażę. - Wtrąciła się do rozmowy Miki. Skrzyżowała ręce na piersi i mrugnęła znacząco do bruneta.
Kai uśmiechnął się do niej i wrócił wzrokiem do dziewczyn.
-Twoja dziewczyna? -Zapytała kwaśnym tonem jedna z nich i obejrzała Miki dokładnie, z góry do dołu.
-Przyjaciółka. Możecie go zabrać. -Odpowiedziała blondynka, nie zwracając uwagi na mordercze spojrzenia, wbijające się w nią niczym szpilki w tablicę korkową.
-Miki. - Kai spojrzał na nią błagalnie.
"Mam Cię uratować tak? Nie, teraz. Usuniesz się, to będę mogła porozmawiać z Jackobem"
- Idź. My poczekamy. Pięknym paniom się nie odmawia. - Uśmiechnęła się szyderczo blondynka.
Dziewczyny, które przez cały czas wrogo się jej przyglądały, uśmiechnęły się szeroko i
pociągnęły bruneta za sobą. Miki od razu zaciągnęła młodszego na parkiet. Przyszli się bawić.
Później z nim porozmawia.




***
 

Kiedy DJ zmienił piosenkę na coś wolnego, usunęli się w kąt. Kaia wciąż otaczał wianuszek
dziewczyn. Nie miały zamiaru go wypuścić. Miki wróciła wzrokiem do Jackoba. Blondyn stał
tuż obok, ale myślami był daleko. Podeszła bliżej i uniosła lekko brodę, żeby złapać jego spojrzenie.
-Nie wiedziałam, że Kai jest taki głupi, a może raczej ślepy. -Zaczęła i pogłaskała młodszego po karku.
- Co masz na myśli? - Zapytał udając zaskoczenie, wiedział, co miała na myśli, zauważył, że ta przyłapała go kilka razy, kiedy przyglądał się przyjacielowi. Speszył się i instynktownie odsunął od dziewczyny.
- Każdy zauważyłby jak na niego patrzysz. - Uśmiechnęła się delikatnie. -Lubisz go? -Miała bardzo miękki i ciepły ton głosu, taki jakiego używa matka rozmawiając ze swoim przestraszonym dzieckiem.
-Spałaś z nim? - Zapytał szybko, unikając jej spojrzenia.
- Mocne słowa kolego - uniosła znacząco brwi i odgarnęła włosy przyklejone do skóry mokrej od potu. - Raz. Może dwa. - Odpowiedziała. - A Ty? -Uśmiechnęła się lekko złośliwie.
-Chciałbym... -Wymamrotał ledwo słyszalnie. Miki jednak usłyszała i stłumiła śmiech. -Nie.
Nie jestem gejem.
- Pewnie. -Puściła mu oczko. - Chłopcy są do bani, co? -Jej głos znowu przybrał ton opiekuńczej matki. Złapała chłopaka za nadgarstek i pociągnęła za sobą na jedną z kanap. 
Chłopak nie odpowiedział. Oparł się tylko o jej ramie. - Są. - Powiedział cichutko. Siedzieli przez moment w ciszy.,
- Szybko przechodzisz do rzeczy. -Zaśmiał się Kai, podając Miki drinka.
Jackob się speszył i odsunął od dziewczyny.
-Daj mu spokój. - Warknęła blondynka zabierając szklankę i skarciła Kaia wzrokiem.

Starsi wrócili na parkiet, przetańczyli kilka piosenek, po czym dołączył do nich Jackob.
Po około dwóch godzinach wyszli z klubu. Kai był wstawiony. Miki podeszła do młodszego.
Uśmiechnęła się szeroko - obawiam się, że nic z tego nie będzie. -Wskazała brodą na pianego chłopaka uwieszonego na ramieniu Jackoba.
-Wiem. - Blondyn uśmiechnął się smutno. Pomachał dziewczynie na pożegnanie.
Odeszli, nie odwracając się za siebie. Miki nie spuściła z nich wzroku, zanim nie zniknęli
z pola widzenia. "Kai krzywdzi Jackoba tak samo, jak ja Simona..." Westchnęła.
- Miłość jest do niczego. - Powiedziała sama do siebie i ruszyła w stronę domu. Szła wzdłuż chodnika oświetlonego migającymi lampami. -Uważaj trochę!
Ktoś walnął ją w ramię, swoim ramieniem. Chłopak odwrócił się. Wysoki, oszałamiająco przystojny,
czarnowłosy... Wstrzymała oddech, widząc, że ten zaczął ją dokładnie obserwować.

-Sorry chica. -Usłyszała po dłuższej chwili.
"Hiszpan" pomyślała Miki.
Chłopak poszedł w swoją stronę. Ona również, droga powrotna minęła jej szybko.

***




1/28/2017

Rozdział I

~Simon.




-Miki! Miki! - Chłopak próbował przekrzyczeć tłum zebrany w klubie. Przepychał się ramionami między nimi. Uchylając co chwilę głowę, pod szklankami uniesionymi w górze.
-Co? - Dziewczyna w końcu odpowiedziała. Niezbyt zadowolona z tego, że musiała przerwać
taniec. Wywróciła oczami i spojrzała na Simona.
 -Chodźmy do domu. Dość wrażeń na dziś. - Stanął tuż przed nią, łapiąc oddech. Przypomniał sobie sytuacje z przed paru godzin. Dokładnie bójkę, która wywołała niemałe zamieszanie w klubie. Nie czuł się winny. Jeden z przystojniaków wijących się na parkiecie przystawiał się do Miki. Simon nie wytrzymał i uderzył natrętnego podrywacza. Nie świadomy swojej siły i konsekwencji, jakie niósł za sobą cios. Niedoszły amant już szykował się do skoku, lecz przeszkodził mu w tym wypity wcześniej alkohol. Zatoczył się do tyłu wpadając na grupkę bawiących się mężczyzn. Każdy z samców alfa poczuł się urażony i żaden nie chciał puścić tego nieszczęśliwego wypadku płazem. Simon zachowując resztki rozsądku, wycofał się w odpowiednim momencie. Złapał przyjaciółkę pod ramię i mimo jej sprzeciwu pociągnął ją za sobą. Był wściekły patrząc na jej rozbawioną twarz. Miki nie widziała nic złego w zaistniałej sytuacji. Zadzierała nosa czując na sobie spojrzenia innych dziewczyn. Skupiała na sobie całą uwagę, w końcu nie o każdego bije się pół klubu. Simon wiedział, jak bardzo lubiła być w centrum uwagi. Między innymi dlatego na każde wyjście do klubu, ubierała się  wyzywająco. Dziś miała na sobie czarną, zdecydowanie za krótką i obcisłą sukienkę, która idealnie podkreślała jej zgrabny tyłek i wcięcie w tali. Simon od zawsze uważał, że dziewczyna wygląda niezwykle atrakcyjnie, ale dzisiaj szczególnie nie mógł oderwać od niej wzroku. On, nie jacyś napakowani kolesie śliniący się na jej widok. Ścisnął obolałą pięść. Był zazdrosny i ku swojemu zdziwieniu, nie próbował tego ukryć. Gdyby mógł ją gdzieś zamknąć. Zatrzymać dla siebie.
Tak, żeby nikt nie mógł jej znaleźć. Żyliby razem. Paryż. Tak, to byłoby dobre miejsce
do ucieczki.
-Zwariowałeś?! -Odpowiedź Miki, spowodowała, że chłopak wrócił do rzeczywistości.
Dziewczyna spojrzała na niego wrogo.
-Nigdzie nie idę. Jeśli tak Ci na tym zależy, to droga wolna, ale wracasz beze mnie.
Dziewczyna była już lekko wstawiona. Nie lubił, kiedy piła. Nie lubił, wychodzić z nią
do klubów. Chodził tam jednak, po to żeby pilnować Miki. Nie mógł, zostawić jej samej
sobie. Wolał nawet nie myśleć, jakby to się skończyło.
-Chodź, ze mną - nalegał. -Upijesz się i... -Nie zdążył dokończyć.
Miki już przy nim nie było. Jej długie blond włosy mignęły mu przed oczami.
Podążała w stronę baru. No tak, przecież skończył się jej alkohol. Czas na dolewkę.
A dla Simona... czas gonienia przyjaciółki.
-Mój Boże, Miki. Myślisz, że chce mi się tak za Tobą biegać? - Powiedział to takim
tonem, jakby chciał ją zganić i przyłożył dłoń do czoła.
-Kto to? Twój chłopak? - Simon dopiero teraz zauważył, że dziewczyna nie siedziała tam
sama. Spojrzał na jej obecnego towarzysza. Opalony blondyn. Był przystojny, ale Simon
nie widział w nim nic oszałamiającego.
Zastanawiało go jedno - CZEGO CHCIAŁ OD MIKI?!
-Nie. To przyjaciel. Najlepszy przyjaciel! - Miki odpowiadając spojrzała na Simona i uśmiechnęła
się szeroko. -Simon, to jest... Jak masz na imię, złotko? -Machnęła ręka w stronę towarzysza.
-Adam. Cześć. - Mruknął - teraz jak się już znamy, to może się odwalisz i dasz
się dziewczynie zabawić? -Warknął do Simona i położył rękę na kolanie Miki.
Dziewczyna zaśmiała się głośno i zaczęła pić drinka, którego przed chwilą dostała.
Simon spojrzał na nią błagalnie i rozłożył obie ręce. -Miki.
-Co, Miki? Miki. Miki i Miki. -Dziewczyna wymachiwała rękami. Była zirytowana.
-Wiem jak mam na imię i nie musisz go ciągle powtarzać. -Syknęła oschłym tonem i odwróciła
wzrok. Chłopak siedzący obok cicho prychnął i spojrzał znacząco na Simona.
"No cóż, nic nie zdziałam" westchnął cicho Simon i spojrzał jeszcze raz na przyjaciółkę.
Nie udało mu się złapać jej wzroku, więc westchnął cicho i przeczesał włosy palcami.
-Okej, jak sobie życzysz. Wracam do domu - odpowiedział najniższym głosem,
jaki zdołał z siebie wydać. - Cześć. - Warknął do Adama.


***

Wyszedł z klubu, nie odwracając się za siebie. Miki była w miłym towarzystwie.
Nie chciała żeby się o nią martwił - niech jej będzie.
Problem w tym, że nie potrafił. Zależało mu na dziewczynie. Bał się, że zrobi coś głupiego.
Była od niego młodsza. Musiał być za nią odpowiedzialny. Nie, przecież nie o to chodziło.
Kogo on chciał oszukać? Był w niej zakochany, od kiedy tylko pamiętał. Wyznał jej kiedyś
miłość, ale ta go odrzuciła. Był dla niej przyjacielem. Najlepszym, ale tylko przyjacielem.
Uśmiechnął się mimowolnie. Szybko jednak, zdał sobie sprawę z tego, co robił i spoważniał.
Może nie jestem w jej typie? Woli bardziej umięśnionych? Blondynów? Przypomniał sobie
chłopaka, z którym zostawił Miki. On był w jej typie? Pewnie zabierze ją do domu, albo
hotelu... Szybko pokręcił głową, aby odpędzić dziwne myśli. Rozejrzał się po okolicy.
Do domu miał jeszcze jakieś dziesięć minut drogi. Wyciągnął telefon z kieszeni i sprawdził
godzinę. Pierwsza. Postanowił wejść do sklepu, po coś do picia. Miał szczęście, było otwarte.
-Dobry wieczór. -Przywitał go szeroki uśmiech młodej ekspedientki.
-Dobry. - Rzucił szybko i udał się do półki z napojami.
Żaden z produktów mu się nie podobał. Po co tu w ogóle przyszedł? Chciał się czymś zająć,
żeby nie myśleć o Miki i jej nowym przyjacielu... Adamie? Chyba tak miał na imię.
Udawał, że już go nie pamięta. Nikt nie słyszał jego myśli, więc mógł udawać, że tak
właśnie jest. Nie pamiętał już nawet jak chłopak wyglądał. Zasłonił dłonią oczy, jak by chciał
bardziej skupić się na swoich myślach.
- Przepraszam...?
Nie pamiętał, że był przystojnym blondynem. Nie pamiętał, jego tatuażu na szyi.
Jego zielonych oczu, ani pewnego siebie wyrazu twarzy.
Tego głupkowatego uśmiechu też nie pamiętał.
-Przepraszam...? Proszę pana!
 Simon zdał sobie sprawę z tego, że ktoś do niego mówi. Potrząsnął szybko głową i
spojrzał na drobną brunetkę stojącą obok.-Tak?
-Coś się stało? Stoi pan tu dłuższej chwili, a ja muszę już zamykać. -Odpowiedziała lekko
speszona i odgarnęła kosmyk włosów, zahaczając go o ucho.
No tak, to była ekspedientka.
-Przepraszam, już wychodzę. - Uśmiechnął się do niej, a ta zalała się rumieńcem i szybko
spuściła wzrok. Simon postanowił to zignorować. Widocznie się jej podobał.
Co prawda nigdy nie narzekał na brak powodzenia, ale nie umiał rozmawiać z dziewczynami.
Z jednym wyjątkiem. Miki. Ponownie zapatrzył się w przestrzeń, zapominając o dziewczynie
obok. Zaplótł ręce na piersi.
-Wie pan, ja naprawdę muszę już zamykać...  -Upomniała go ekspedientka, wciąż na niego nie
patrząc.
-Przepraszam. - Wymamrotał i podrapał się po głowie. -Wybacz, zamyśliłem się. - Znowu się uśmiechnął.
-Tak, to akurat wiem. - Zaśmiała się cicho. - Często odpływa tak pan do świata wyobraźni? -Dodała
i zaczęła nieśmiało bawić się kosmykiem swoich, krótkich włosów.
Simon uniósł jedną brew i spojrzał na nią zdziwiony. -Przepraszam, nie powinnam była
pytać. Nie moja sprawa - speszyła się i automatycznie zrobiła krok w tył.
-Nie, nie. Zaskoczyłaś mnie. -Powiedział spokojnie Simon. -Chyba tak. Czasami nawet nie wiem, kiedy, ale tracę kontakt z rzeczywistością i stoję jak głupek w miejscu. Czego byłaś świadkiem. - Zaśmiał się cicho i lekko zarumienił.  Zganił się za to w myślach.
-To nawet urocze. - Odpowiedziała, ale szybko pożałowała tych słów, bo czuła, że jej
policzki płoną. - Znaczy, wie pan... Nie, nieważne. - Już szykowała się do ucieczki.
-Dzięki? - Simon roześmiał się głośno. - Ile masz lat? -Pochylił się nad nią, tak, aby złapać jej
wzrok.
- Dwadzieścia... Dwadzieścia dwa. - Odpowiedziała, trochę zdezorientowana.
Chłopak zamiast o imię, pytał od razu o wiek.
- Jesteś starsza, więc skończ z tym "pan". Nie jestem taki stary. - Uśmiechnął się i
puścił do niej oczko. -Simon. Nie znam się na dobrych manierach, więc nie wiem,
kto pierwszy powinien wyciągnąć rękę na powitanie. - Zaśmiał się i niechętnie przeczesał palcami włosy.
- Ja. - Zawtórowała mu i niepewnie wyciągnęła rękę. - Eva.
"Najpierw Adam, teraz Eva. Losie, masz beznadziejne poczucie humoru."
Pomyślał Simon i uścisnął rękę dziewczyny. - Zamykasz? - Upomniał Evę.
-Tak, tak. - Dziewczyna spuściła wzrok i niemalże podbiegła do kasy.

***

 Wyszli ze sklepu. Dziewczyna zakluczyła drzwi i spojrzała na Simona.
- To... - Zaczęła i ścisnęła w pięści materiał kurtki, którą miała na sobie.
- Miło było poznać, ale muszę już iść. - Wszedł jej w słowo chłopak, nie pozwalając dokończyć. Uśmiechnął się  i odwrócił na pięcie.
Przeszedł kawałek wzdłuż ulicy. Zatrzymał się, nabrał głośno powietrza. Odwrócił się i wrócił do dziewczyny.
- Dasz mi swój numer? - Podrapał się po głowie i spojrzał na nią ukradkiem. 
Dziewczyna wyciągnęła z torebki małą karteczkę i długopis. Zapisała na niej numer.
Ręce bardzo się jej trzęsły, widocznie Simon powodował, jej onieśmielenie.
- Dzięki. - Mruknął i uśmiechnął się delikatnie. Myślami był już gdzie indziej.
Postanowił wrócić po Miki.
- Cześć - rzucił i szubko ruszył drogą, którą tu dotarł.
Schował karteczkę do kieszeni i nie odwracając się za siebie, pozostawił dziewczynę samą.
Wyciągnął telefon i zadzwonił do Miki.
Nie odbierała. "No tak, pewnie jest zajęta" westchnął. Nagle poczuł się nieswojo.
"Co, jeśli coś jej się stało? Może Adam jej coś zrobił?" Wybrał numer jeszcze raz. Cisza.
Kolejna próba skończyła się tym samym. Cisza. Zaczął biec.

***

Dobiegł do klubu, w którym się rozstali. Zadzwonił jeszcze raz. Cisza...
Już miał schować telefon do kieszeni.
-Halo? - Usłyszał.
-Miki! Miki, gdzie jesteś? - Nie spodziewał się, że tak się ucieszy, słysząc głos dziewczyny.
Zaraz... To nic nie znaczyło prawda? Każdy by się ucieszył, słysząc, że nic jej nie jest.
To normalne.
-Ja? Pod Twoim domem. - Odpowiedziała szybko. - Nie ma Cię tu - dodała bardzo mądrze.
-Ja... Wróciłem pod klub. - Miki była pod jego mieszkaniem? Po co? Ile już tam stała?
-Martwiłem się. Nie powinienem Cię tam zostawiać. -Dodał i przyłożył dłoń do czoła, zasłaniając
oczy.
- Przyszłam pod Twój dom, bo atmosfera na imprezie zrobiła się dziwna. Przy okazji chciałam Cię
przeprosić, wiesz... -ton głosu dziewczyny stał się przyjemniejszy dla ucha - za to jak Cię potraktowałam. -Wymamrotała. - Stoję tu już jakieś dwadzieścia minut. -Dodała szybko i odchrząknęła. Ton jej głosu wrócił do normy i znowu nie wyrażał żadnych emocji.
Dziewczyna jakby czytała mu w myślach. - Wracasz?
-Tak. Tak, już idę. Poczekaj tam. - Nie czekając na odpowiedź dziewczyny, zakończył
połączenie. Schował telefon i włożył ręce do kieszeni. Dotarł do domu wyjątkowo szybko. Rozejrzał się,  Miki siedziała na schodach.
"Piękna... Nie, Simon uspokój się!" - Zganił się w myślach.
- Jesteś! - Miki wstała i od razu pokonała dystans pomiędzy nimi. Pocałowała chłopaka w
policzek (jak to miała w zwyczaju) i uśmiechnęła się szeroko, pokazując rząd białych zębów. - Nareszcie.
-Chodź do środka. - Uśmiechnął się i złapał dziewczynę w pasie. Weszli na górę i od razu
obrali za cel pokój Simona. Miki zdjęła niewygodne szpilki i padła na drewniane łóżko, zatapiając
się w stosie poduszek.
Chłopak spojrzał na nią z ogromnym uśmiechem i oparł się o biurko stojące obok.
- Zmęczona? - Zagadał i skrzyżował nogi.
- I to jak... - Ziewnęła. - Chodź. - Poklepała miejsce obok siebie.
Simonowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Od razu ruszył w stronę łóżka.
Usiadł obok Miki, a ta pociągnęła go za rękę, tak, że znalazł się w pozycji leżącej.
Dziewczyna wtuliła się i schowała twarz w jego szyi. Chłopak nie wiedział, co zrobić z
rękoma, czuł się, co najmniej niezręcznie. Obią dziewczynę ramieniem i przykrył kocem
leżącym obok. Słyszał i czuł, jak jej oddech zwalniał. Zasnęła. Wtuliła się w niego
jeszcze bardziej. Czyżby zapomniała, że chłopak jest w niej zakochany i jak na nią
reaguje? Nie. Na pewno pamiętała. Widocznie w tym momencie miała to gdzieś.
Spała spokojnie, nie przejmując się niczym dookoła. Simon natomiast przejmował się
wszystkim.
"Dzisiaj sobie nie pośpię" - przyznał i pogłaskał przyjaciółkę po głowie.

***